25 - 07 - 2019

Mielec: drzewa zniknęły, problem pozostał


Wycięcie dorodnych drzew na jednym z mieleckich osiedli dało lokalnej gazecie asumpt do dyskusji na swoich łamach o konieczności konsultowania takich decyzji z mieszkańcami, którzy rzecz jasna są faktem wycięcia tych drzew oburzeni. Mam jednak wrażenie, że to kolejny przykład na to, że ocieramy się tylko o dany problem, ale nie odkrywamy prawdziwej istoty danego zagadnienia. 

Zrozumiałą rzeczą jest, że artykuł na ten temat musiał mieć jakąś myśl przewodnią, dlatego jego przesłanie sprowadza się do apelu: każdy, kto ma uprawnienia do decydowania o przestrzeni publicznej, powinien zapytać o zdanie zwykłych ludzi, zanim wdroży swój zamysł w życie. Abstrahując już na temat tego, czy wycinka ta była konieczna, czy można było jej uniknąć, proszę wybaczyć, ale ten apel trąci zwykłą naiwnością.

Ustalmy, w jakiej żyjemy rzeczywistości. Jesteśmy nauczeni tego, że każdy, kto posiada choć odrobinę uprawomocnionej władzy, stoi ponad nami i w praktyce może decydować o wszystkim. Teoria mówi coś innego, że stanowimy suwerena czy coś w ten deseń, ale to tylko teoria. Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy tylko po to, żeby raz na jakiś czas wybrać swoje przedstawicielstwo, a potem przysłowiowa morda w kubeł. 

Teraz postawmy tzw. pytania retoryczne. Pierwsze: jak w rzeczywistości, w której ludzi nie zachęca się do aktywności obywatelskiej i utwierdza na co dzień w przekonaniu, że ich zdanie nie ma żadnego znaczenia, zmusić do obywatelskiego reagowania w podobnych sytuacjach? Drugie, które wynika z pierwszego: dlaczego przedstawiciele jakiegokolwiek szczebla władzy mają brać pod uwagę zdanie niezorganizowanej grupy mieszkańców, których stać jedynie na wylewanie swoich żalów w internecie? 

Możemy zaklinać rzeczywistość, ale faktów nie zmienimy: ludzie na co dzień nie współdecydują w żadnej mniejszej bądź większej sprawie dotyczącej ich życia w mieście czy też na wsi. Nie mają takiego prawa, być może czując z tego powodu awersję do działania. Bo skoro i tak nic nie mogę, to po co tracić czas na działalność obywatelską? Po co organizować się w lokalnych komitetach, radach osiedlowych itp., skoro najpewniej skończy się tylko na gadaniu? Jak można tylko pogadać, to wystarczy wpis w sieci. A jak będę bardziej sfrustrowany, to wyjdę na ulicę i pokrzyczę w jakiejś pikiecie lub manifestacji. Dam upust swoim emocjom i wrócę pokornie do domu. Summa summarum: zerowy wpływ na rzeczywistość.   

Ludzie polokowani na różnych szczeblach władzy, od spółdzielnianej po ministerialną, zdają sobie sprawę ze słabej pozycji ogółu społeczeństwa na gruncie decydowania o sobie. Teoria mówi, że są przedstawicielami tego ogółu, ale w praktyce wiemy dobrze, że czują się niepodzielnymi władcami. Tak stanowi prawo i oni w pełni to prawo respektują. Proszę wybaczyć, ale przypomnę zapominalskim, że to nie demokracja uczestnicząca, gdzie ludzie decydują w częstych głosowaniach, a przedstawiciel to tylko człowiek od organizacji danego zadania. Nasza rzeczywistość to demokracja przedstawicielska — nie głosujesz za czymś, kiedy trzeba, ale za kimś, i to tylko w regularnych odstępach czasowych. Jeśli już zagłosowałeś, to pozbywasz się większości praw do decydowania o sobie. 

W tym tkwi właśnie istota zagadnienia, w którego tle znalazła się wspomniana wycinka drzew i apel w lokalnej gazecie. Przypomnijmy tylko w skrócie. Ludzie nie są nauczeni organizowania się, najpewniej dlatego, że czują znikomy wpływ na rzeczywistość. Jakakolwiek władza ani nie potrafi, ani nie odczuwa potrzeby szerokiego włączania obywateli w proces współdecydowania, tym samym kreowania obywatelskiej aktywności. 

Skoro, jak już wiemy, apelami do władzy o szanowanie głosu obywatelskiego raczej niewiele zdziałamy, otwartym pozostaje pytanie, co w tej sytuacji powinni robić ludzie, którym jednak zależy na kreowaniu swojego otoczenia? Cóż, jeden wybierze tę niewdzięczną próbę organizowania się w lokalnych grupach obywatelskich. Inny uzna, że trzeba zmieniać system od środka i sam zacznie kandydować na przedstawiciela władzy. Nie mi oceniać życiowe wybory ludzi, ale każdej zaangażowanej osobie życzę twardego stąpania po ziemi i braku uległości wobec pokusy kreowania rzeczywistości podług swoich ideologicznych wyobrażeń.

Ja chyba bardziej skłaniałbym się do realizmu i racjonalizmu, które niestety i tak podpowiadają, że w obecnych warunkach najlepiej w większości przypadków wybrać świadomy i ukierunkowany bojkot wobec konkretnych osób czy zjawisk politycznych, kreowanych przez ten system/państwo. Taki bojkot może zmusić decydujących o nas do niejednej uległości i niejednego ustępstwa, ale to już zagadnienie na oddzielne rozważania.     

G.


kategorie: Natura, Opinie, Region,
Październik 2019
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych