08 - 01 - 2019

Lokalny sport jest autentyczny


Zainteresowania związane ze wszystkim co lokalne, jak i zacięcie sportowe siłą rzeczy skierowały moją uwagę w stronę lokalnych klubów sportowych. Nie tych nowoczesnych fitnessów, gymów czy jak to teraz się tam nazywa, ale klubów sportowych z tradycjami.

Prawdę mówiąc, zaangażowanie w sport, tak to sobie nazwę, pochłania sporą część mojego planu dnia. Owszem, odwiedzam i wspomniane fitnessy, ale tylko wtedy, gdy mam jakiś konkretny cel do osiągnięcia. Dajmy na to: redukcję masy ciała itp. Takie uczestnictwo to tylko jednorazowe wypady.

Pisząc o lokalnych klubach z tradycjami mam tu przede wszystkim na myśli społeczność sportową, która uczestniczy w życiu swojego dzielnicowego małego klubu, posiadającego swoje tradycje i historię, czyli wszystko to, co nowoczesne fitnessy sportowe, nastawione tylko na zysk, posiadać nie mogą. 

Zgadza się, że istnieją kluby, które choć nie posiadają jakiejś historii, są na swój sposób unikatowe. Dobrym przykładem są tutaj kluby sportów walki, które tworzą coś na kształt przynależności. Sam do takiego uczęszczam, ale będąc szczerym, duch komercji nie pozwala mi do końca poczuć przynależności do czegoś większego, z czym mógłbym się szczególnie utożsamiać. 

Co innego lokalny klub sportowy, działający w obrębie danej dzielnicy, osiedla, miasteczka nastawiony na najpopularniejsze dyscypliny sportowe, posiadający swoje tradycje, skrywające się za symboliką, barwami i aktywnością na kilkanaście i kilkadziesiąt lat wstecz. Takiego klubu też jestem częścią i choć wielu miałoby wiele do powiedzenia o organizacji tych lokalnych mikroorganizmów sportowych, właśnie ta luźna i pozbawiona chęci zysku przynależność sprawiają, że czuję się tutaj dobrze. 

Należy tylko ubolewać, że działalność większości lokalnych klubów, albo klubów sportowych ogólnie, nie jest dzisiaj tym, czym była u początków ich rozwoju. Dawniej klub sportowy organizował się wokół lokalnej ludności, grupy społecznej, zawodowej, narodowościowej, a nawet światopoglądowej. Dodatkowo jego członkowie zajmowali się nie tylko sportem, ale także działalnością społeczną i kulturalną. 

Klub tworzyła czująca jedność ideologiczną społeczność ludzi zaangażowanych, działająca na wielu płaszczyznach życia. Model ten został wyparty przez komercjalizację sportu. Przynależność pozostała, szczególnie wśród oddanych fanów, ale nie jest ona tym, czym była wtedy, gdy członek danego klubu uprawiał w nim sport, a oprócz tego brał czynny udział w życiu swojej lokalnej społeczności. 

Dlatego nie mam wiele okazji, żeby chodzić na mecze najpopularniejszej drużyny piłkarskiej w swoim mieście, bo zamiast wysokich cen biletów, obmacywania na bramie przez ochronę i podziwiania zachowawczo-taktycznej gry zawodowych grajków jako konsument produktu, wybieram mecze swojego amatorskiego klubu w ligach okręgowych. Tam za darmo otrzymuję walkę, zaangażowanie i niepowtarzalny lokalny klimat. Moja sympatia do tego wszystkiego jest tym większa, że sam jestem częścią tej sportowej społeczności. Wynika ona również z faktu, że prywatnie popieram wszelki lokalizm (i wynikającą z niego różnorodność) zamiast centralizacji i globalizacji, jako skuteczną formę organizacji oddolnej społeczeństwa.

Poniżej odnośnik, który jest przypomnieniem wywiadu, jaki nasza redakcja przeprowadziła swego czasu z przedstawicielem klubu AKS Zły z Warszawy. Wielu ludzi pytało nas wówczas, dlaczego Zły? Ano właśnie dlatego, że osoby tworzące ten lokalny klub wykraczały swoją działalnością poza wymiar czysto sportowy. I niezależnie od tego, czy można z nimi sympatyzować czy też dyskutować z ich poglądami, opieranie swojej aktywności sportowej na głębszym przekazie zasługuje dzisiaj na uwagę.
 
G.

Czytaj również:
 


kategorie: Opinie, Region, Sport,
Wrzesień 2019
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych