31 - 10 - 2018

Recenzja: „Kler”


Dawno w naszych kinach nie było filmu tak kontrowersyjnego i budzącego tak skrajne emocje. Od zakazów emisji w niektórych miejscowościach, co zakrawa na świat Orwella, w którym chcą myśleć i decydować za nas, poprzez potępiające kazania księży, po rzesze Polaków, którzy wiedzeni tą reklamą tłumnie wyruszali do kin, by napawać się zepsuciem tytułowego kleru.

Recenzentowi „Społecznych” narodowa histeria raczej się nie udziela, więc obejrzenie „Kleru” należało potraktować w kategoriach obowiązku. Uprzedzając nieco fakty, raczej smutnego. Cóż, film ten na pewno nie był tym, co mogłoby mną wstrząsnąć i wywołać szok, ani w sensie poznania nowych zjawisk społecznych, ani w odbiorze walorów artystycznych.

Przypadki pedofilii wśród duszpasterzy to żadna nowość. Ceny za ceremonie kościelne również nie stanowią żadnej tajemnicy. Fabuła nie jest więc zaskakująca, a raczej dowodzi, że reżyser chce wzbudzić kontrowersje i pograć na emocjach widzów. Osobiście nie przepadam za kinem z prostym symbolicznym przekazem, który moim zdaniem ogranicza możliwości poznawcze danego zjawiska społecznego. Niestety, ale jest to rzecz charakterystyczna dla polskiej kinematografii. Obraz staje się przez to płytki, spolaryzowany czy wręcz ideologiczny. Nie zmienia to jednak faktu, że i takie filmy są potrzebne i bywają wartościowe. Pod warunkiem jednak, że zmuszają do przemyśleń, a nie tylko utwierdzania się w swoich poglądach.

Dlaczego film okazał się tak chwytliwy? Co tu dużo mówić. Sporo Polaków, pomimo swej religijności (udawanej czy nie), nie darzy sympatią hierarchii Kościoła. Coraz powszechniej, szczególnie wśród młodych ludzi, słyszy się krytykę pewnych tradycji, przekonań o życiu, czy po prostu zwyczajów, które polegają tylko na wyciągnięciu od wiernych funduszy. Osobiście wiem, że są również księża, którzy znaleźli się na swoim miejscu z przekonania (lub jak kto woli: z powołania). Nie można więc generalizować i wszystkich wrzucać do jednego worka z napisem „sprzeniewierzeńcy”, gdyż można w ten sposób oczerniać wartościowych ludzi.

Oglądając „Kler” odnosi się wrażenie, że żaden ksiądz nie jest wolny od grzechów, w tym pedofilii, łapówkarstwa i pijaństwa. Choć zakończenie wiele nam wyjaśnia, opowieść w pewnych miejscach jest niejasna i widz może pogubić się w ocenie moralnej i motywacjach, szczególnie jednego z bohaterów, czy raczej konkretnych zdarzeń z jego życia. Trudno powiedzieć, czy był to świadomy zabieg, czy problem stanowi nieczytelność przekazu. Ujmując rzecz nieco krócej. Koncepcja była nawet ciekawa i mogła okazać się zaskakująca. Niestety, ale w pewnym stopniu była też niejasna, jak gdyby pełna niedomówień. Może to wina wspomnianej symboliki, bazującej tylko na obrazach, a więc spłycającej przekaz?

Symboliką były na pewno wstawki mające zapewne na celu ukazanie związku pomiędzy Kościołem a środowiskiem narodowców. Przekaz bardzo czytelny, mówiący o tolerowaniu negatywnych zjawisk w Kościele. Dlatego kogoś ideologicznie nakręconego (czytaj: zindoktrynowanego), kto nie pała przesadną sympatią ani do instytucji Kościoła, ani do narodowców, takie sceny na pewno satysfakcjonowały. Mając na względzie przejaskrawienie tych obrazów, przeciętny widz powinien potraktować je w większości w kategoriach groteski.   

Jeśli jednak, na wzór kina hollywoodzkiego, szuka on identyfikacji z którąś z postaci, to może mieć z tym problem. Są one niejednoznaczne. Choć mieliśmy pozytywnego bohatera, nie był on na tyle wyeksponowany, by zatrzeć negatywny obraz polskiego Kościoła, nakreślony przez reżysera.

Przechodząc do atutów tego filmu, bez wątpienia największym był dobór aktorski, zapewniający dobry poziom. Odtwórcy głównych ról pokazali niewątpliwie kunszt i przyzwoity warsztat, przez co mimo jednoznacznego przekazu, na film patrzyło się bez żenady.

Zawsze warto wyrobić sobie własną opinię, dlatego nie żałuję seansu, choć moje odczucia co do filmu są niestety negatywne. Nie mam najlepszego zdania o Kościele i księżach, wiem, że nie jesteśmy wolni od ułomności, i nie zaprzeczę, że pieniądz i kler są ze sobą mocno powiązane, nie podoba mi się jednak to raczej jednoznaczne i miejscami symboliczne ujęcie całej hierarchii kościelnej jako biznesu z pogranicza działalności mafijnej. Reasumując. Moje oczekiwania wobec wszechstronnego prezentowania zjawisk społecznych w filmach nie pokrywają się z historią opowiedzianą w filmie „Kler”.

N.



kategorie: Film, Opinie,
Listopad 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych