11 - 05 - 2015

Po wyborach: tu nie ma demokracji


To nie jest żadna demokracja. Jeśli nazywać rzeczy po imieniu to mamy do czynienia z ochlokracją w połączeniu z oligarchizacją życia politycznego.

Nie zamierzam czynić pochlebstw pod adresem społeczeństwa, bo raz, że nie jestem zabiegającym o głosy zakłamanym politykiem, a dwa, że żyję pośród tej zbieraniny mentalnych i rzeczywistych niewolników, których chyba dla żartu od czasu do czasu określa się narodem. Stąd uważam, że osoby mieszkające nad Wisłą postępują nieracjonalnie i idiotycznie, używając delikatnych określeń. A posługując się słowami byłego stoczniowca z jednej ze zlikwidowanych stoczni: „są upośledzeni politycznie”.

Czym jest ochlokracja? W naszych warunkach głosem ludzi, którzy nie dysponują wiedzą ani chęciami, które to czynniki uprawniają do realnego rządzenia się we własnym kraju. Bierność i ignorancja. To wyróżnia tzw. Polaków, którzy przyzwyczaili się do przerzucania swoich uprawnień na wybieranych przez siebie politykierów. Po wyborach tolerują stan, w którym nie mają żadnego wpływu na bieg spraw publicznych podczas całej kadencji, a wszelkie zmiany w przestrzeni publicznej czy w zakresie ich finansów wprowadzane są w życie poza ich kontrolą, wedle „widzimisię” ich wybrańców, umiłowanych przywódców. Nie mogą dawać im odporu, bo przecież „muszą się podporządkować swoim reprezentantom”.

Czyli w rzeczywistości nasz tępy ludek tworzy oligarchię systemu, nie demokrację, w której, gdyby naprawdę jej doświadczał, posiadałby bezpośredni i bieżący wpływ na bieg spraw lokalnych i krajowych (referenda, plebiscyty, małe wybory). A ponieważ tylko głosowanie na bieżąco (demokracja bezpośrednia, demokracja uczestnicząca) daje nadzieję na podnoszenie wiedzy i uprawnień społeczeństwa (nadzieję na demokrację, czyli władzę ludzi świadomych), siłą rzeczy wybieranie oligarchów jest wyrazem woli motłochu (ochlokracja), czyli ludzi niezorientowanych w programach partii i kandydatów, a szerzej w prawie i ekonomii, działających pod wpływem emocji.

Co do wyborów prezydenckich 2015 roku. Wprawdzie „antysystemowość kandydatów” (podkreślana przez nich samym na każdym kroku) typu Kukiz czy Korwin-Mikke budzi zastrzeżenia (oboje chcą wejść do systemu, oboje na posadach z naszych podatków), ale przynajmniej ich wynik to policzek dla władzy. A to w myśl zasady – „lepsze mniejsze zło, niż władza”, o czym możecie z kolei poczytać w artykule „Pomiędzy ideałem a taktyką” (poddział „Demokracja a wybory”).

I na koniec taka konkluzja. Nic nie zmieni reformowanie systemu, bo ucisk zawsze pozostanie uciskiem. Potrzebna jest zmiana systemu.  

►Wiktor Biskupiec

⇒Czytaj również:

Wybory samorządowe, nieprawidłowości – oblicze fałszywej demokracji



kategorie: Opinie,
Sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych