08 - 05 - 2015

Monopolizacja prowadząca do nadużyć – część składowa władzy


(Od redakcji) Poniższy tekst Davida S. D’Amato trafia na łamy Społecznych nieprzypadkowo, mając na względzie wydarzenia zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i Polski. Mowa o brutalnych w ostatnim czasie zachowaniach przedstawicieli służb policyjnych, które ostatecznie doprowadziły do śmierci obywateli wspomnianych krajów.

Żeby lepiej zrozumieć wymowę tego tłumaczenia, trzeba pamiętać, że siły policyjne w Stanach Zjednoczonych nie są scentralizowane, jak w Polsce. Każdy stan posiada odrębną jurysdykcję, a policje stanowe prowadzą różny zakres działań, które określają lokalne przepisy prawa. Warto też dowiedzieć się kim jest ów Al Sharpton.

Ciekawa uwaga pada na temat oderwania policjantów od społeczeństwa, gdy ci tworzą odrębną grupę zawodową, do tego zmilitaryzowaną, więc niebezpieczną. Dzisiaj trudno nam sobie wyobrazić funkcjonowanie grup porządku bez zhierarchizowanej struktury.

Tytuł oczywiście zmieniony na potrzeby redakcyjne.


David S. D’Amato

W swoim nawoływaniu do nacjonalizacji sił policyjnych Al Sharpton doskonale podsumowuje głównonurtową lewicę — często stawiającą celną diagnozę, ale zalecającą lekarstwo, które mogłoby tylko zaognić infekcję. Problemy identyfikowane przez Sharptona, ciągłe nadużycia ze strony policji, brak odpowiedzialności, dystans między policją a nadzorowanymi obywatelami są wynikiem wymuszonego monopolistycznego systemu, w którym przypadkowa władza jest skupiona w rękach małej grupy funkcjonariuszy organów ochrony porządku publicznego i urzędników sądowych. 

Nacjonalizacja spotęgowałaby te problemy poprzez dalszą centralizację władzy, zwiększając dystans (dosłownie i w przenośni) między policyjnymi decydentami a nadzorowanymi społecznościami i eliminując mechanizmy równowagi i kontroli generowane przez umożliwienie ludziom „głosowania nogami.” Zamiast miejskich monopoli dysponujących służbami obronnymi, które już dowiodły, jak niebezpieczne potrafią być, Sharpton podporządkowałby Amerykanów jednej federalnej policji, przypominając złowieszczy apel Baracka Obamy o utworzenie „narodowych sił bezpieczeństwa” w 2008 r. 

Proponowane przez Sharptona remedium ujawnia prawdziwe oblicze mainstreamowej lewicy, zakorzenione w nacjonalistycznej, zasadniczo faszystowskiej polityce Ery Postępu. Przywołanie „faszyzmu” w tym kontekście nie powinno być odbierane jako zwykła obelga. Idee Ery Postępu były świadomie, wręcz dumnie faszystowskie, co było celową reakcją na klasyczny liberalizm, wzywając do wzmożonego zarządzania przez państwo gospodarką poprzez biurokratyczny nadzór ekspertów oraz zmowę sił politycznych i ekonomicznych, która zatarła ponoć ściśle określone linie między sektorem publicznym i prywatnym. 

Zawodowa policja była centralnym elementem polityki postępu. Eksperci rządowi uważali, że stworzenie zawodowej policji, traktowanie porządku publicznego jako nauki i odseparowanie policjantów od niektórych społeczności ulokowałoby policjantów ponad kaprysami polityki i miejsca, tym samym prowadząc do bezpieczniejszego i skuteczniejszego sprawowania nadzoru. Ale to właśnie poleganie na pozornie bezstronnych kompetencjach i pozwalanie komisjom zajmującym odległe miejsce w rządzie na dyktowanie zasad całemu społeczeństwu doprowadziło do kultury bezkarności, jaką możemy dziś obserwować w wydziałach policji. Utrzymywane ponad konkurencją i wzmocnione przez zmilitaryzowanie i nadmierną kryminalizację wojny z narkotykami, miejskie wydziały policji mogą swobodnie znęcać się nad społecznościami, którym mają służyć, i które mają chronić. 

Postawieni wobec systemowych problemów wywołanych przez represyjne ingerencje państwa w naturalny styl życia ludzi i utrudnianie go, postępowcy, tacy, jak Al Sharpton żądają silniejszego rządu. Gdyby Sharpton przyjrzał się odrobinę dokładniej, gdyby trochę krytyczniej kwestionował rozumowanie establishmentu, dostrzegłby, że to amerykański rząd jest największym wrogiem biednych i ciemiężonych, zwłaszcza czarnych Amerykanów. 

Problemem nie jest zbyt mała władza rządu i zbyt mało scentralizowana kontrola — lecz zbyt duża.

Anarchiści rynkowi opowiadają się za spokojnym, zdecentralizowanym społeczeństwem, w którym swobodę ma prawdziwa konkurencja, nikt nie posiada prawnego monopolu na użycie siły, nie ma go żadna specjalna grupa uzbrojonych ludzi z odznakami. Państwo jest ucieleśnieniem zalegalizowanej przestępczości, stawiając się ponad podstawowymi zasadami, których my pozostali musimy przestrzegać. Mniej agresywne społeczeństwo, w którym jednostki odpowiadają za swoje czyny, wymaga czujności wobec działań rządu i aktywnego przekazywania istniejących uprawnień rządu jednostkom i sieciom dobrowolnych współpracowników. Odruch autorytarny i jego szybkie rozwiązania są potężne (tutaj może raczej kuszące – przyp. red. Społecznych), ale nie są ani autentycznie postępowe, ani liberalne.



kategorie: Artykuły, Komentarze,
Czerwiec 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych