23 - 04 - 2015

Braterstwo, solidarność, współdziałanie według Edwarda Abramowskiego


Książka Edwarda Abramowskiego pt. „Braterstwo, solidarność, współdziałanie”, a tak właściwie zbiór pism tego propagatora kooperatyzmu na gruncie polskim, nie pozostaje bez wpływu na świadomość czytelnika. Jest to pozycja niezwykle inspirująca, choć przecież wydawałoby się, że idee, które lansował Abramowski, zostały już definitywnie zapomniane, zdezawuowane, i z racji tego nie mają prawa odrodzić się w obecnej epoce.

Fakt, współczesność mocno wypaczyła koncepcje spółdzielczego działania. Już samo słowo „spółdzielczość” nabrało pejoratywnego znaczenia i kojarzy się nam z namiastką państwowej niewydolności pod postacią spółdzielni mieszkaniowych. To tylko potwierdza, jak bardzo ideał współpracy, współwłasności i kooperatyzmu został obecnie wypaczony. Dla Abramowskiego spółdzielnia (również w znaczeniu typowego przedsiębiorstwa dystrybucyjno-usługowo-produkcyjnego) była bowiem własnością wspólną, z której każda zrzeszona osoba czerpała stosowne zyski, i za którą jednocześnie odpowiadała. Nie było mowy o prywatnym folwarku z pozorowanym demokratyzmem i iluzorycznym wpływem mieszkańców (członków spółdzielni) na wydatki zarządów.

Abramowski pisał, że takie formy organizacji społecznej, które oparte są na prawdziwej spółdzielczości, likwidują wyzysk, gdyż ich pracownicy i członkowie są jednocześnie pracownikami, klientami i współwłaścicielami swoich zakładów, „biorąc udział w zarządzaniu nimi i we wszystkich dochodach, jakie one dają” (s. 16).

Pomijając już kwestie związane ze spółdzielniami mieszkaniowymi w wydaniu współczesnym. Najprościej rzecz ujmując, spółdzielnie czy kooperatywy to takie zrzeszenia, które organizują we własnym zakresie dystrybucję, a w miarę rozrostu również i produkcję. Robią to poprzez zakupy potrzebnych surowców bezpośrednio u producentów jako grupa, hurtowo, a nie pojedynczy nabywcy. Ponieważ kupują hurtowo wychodzi ich taniej. Potem sprzedają to, co zakupili poprzez własną sieć sklepów, a tzw. dywidendę, czyli nadwyżkę, jaką uzyskali poprzez tańszy zakup hurtowy, wykorzystują na rzecz swojej kooperatywy i jej członków. Czynią to poprzez gromadzenie funduszy na wspólnym rachunku albo od razu wypłacając dochód osobom zrzeszonym w kooperatywach. Dla Abramowskiego to samonakręcający się system idealny, bo można być jednocześnie klientem i beneficjentem takiej jednostki organizacyjnej.

Na dalszym etapie rozwoju kooperatywy mogą organizować własną produkcję, nie skazując się na zewnętrznych dostawców. Abramowski podaje na to konkretne przykłady z Europy.

Tak działające zrzeszenia ludzi mogą według Abramowskiego funkcjonować nie tylko na gruncie ściśle wytwórczym, ale znacznie poszerzać zakres swojej aktywności. Mowa o opiece medycznej, szkolnictwie, lecznictwie czy nawet usługach pożyczkowych. Warunek: współodpowiedzialność i współtworzenie kooperatywy. W wizji Abramowskiego nie ma po prostu miejsca na bierność i obojętność. Realizacja tego ideału wymaga aktywności obywatelskiej.

Kooperatywa stanowi zatem dla Abramowskiego alternatywę tak wobec kapitalistycznych metod gospodarowania, jak i państwowego odgórnego zarządzania. Gospodarka kapitalistyczna oparta jest bowiem na przywilejach i wyzysku, co współgra z krępującą ludzkie poczynania rolą aparatu państwowej biurokracji, nad wyraz sprzyjającej elicie biznesowo-politycznej. Kooperatywa szanuje równość praw i obowiązków, a to m.in. dlatego, że nie występuje tutaj niewolnicza zależność pomiędzy rządzącymi i rządzonymi. Jak była już o tym mowa: funkcjonuje współwłasność osób tworzących kooperatywę-spółdzielnię.

Sprowadzając to na grunt doświadczeń przyziemnych, które czasami podpowiadają więcej, niż niejedna teoretyczna analiza. Widzimy na co dzień cały ten stos reklam z ofertami produktów, które według wielkich korporacji są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania już tu i teraz. Czym jest więc alternatywa wobec tej konsumpcyjnej histerii, oferującej produkt robiony masowo, czyli nijaki, wytwarzany przy najniższych kosztach, czyli oznaczający dla pracownika wyzysk i eksploatację? Abramowski dowodzi, że kooperatywa likwiduje problem podrabianych i złej jakości towarów, bo jej klienci mają kontrolę nad polityką zakupu i samej produkcji, jako że będąc jej członkami są zaangażowani w jej interesy. A produkcja? Nie opiera się na wyzysku, gdyż nie o akumulację zysku właściciela fabryki kosztem pracownika i jakości produktu tu idzie, a wytwarzanie nastawione na zaspokajanie realnych potrzeb ludzkich.

Jeśli więc aktywność to tylko w oparciu o równość praw i obowiązków, czyli w oparciu o demokratyzm i siłą rzeczy bez państwa, które dusi w zarodku ludzką innowacyjność oraz chęć działania. Abramowski pisze:

Oprócz tego, instytucje – zarówno filantropijne, jak i rządowe – starają się zawsze narzucać coś ludowi, usuwają lud od bezpośredniego wpływu i rządzą się według swoich systemów i planów, niekoniecznie licząc się z potrzebami życia różnych grup ludzkich. Kooperatywa zaś spożywcza jest jak najszerszym i najbardziej demokratycznym stowarzyszeniem ludowym, otwartym dla każdego i zabezpieczającym równość praw. Jeżeli więc ona weźmie na siebie utrzymywanie szkół, bibliotek, ochron, szpitali, kas ubezpieczających starość i kas dla chorych, natenczas instytucje te staną się rzeczywiście ludowymi, będą przystosowywać się do prawdziwych wymagań życia i do potrzeb tych właśnie ludzi, którzy z nich korzystają. Lud wyzwoli się wtedy z dobroczynności i opieki biurokratycznej, sam stanie się swoim dobroczyńcą, opiekunem swoich chorych i wychowawcą swoich dzieci (s. 18).

Że kooperatywa jest tworem w pełni demokratycznym Abramowski udowadnia w tekście „Kooperatywa spożywcza uczy samorządu i wolności”. Szczególnie ważne pod tym względem są jego następujące słowa:

W kooperatywie ludzie, zamiast poddawać się narzuconym im z góry planom i rozporządzeniom, sami muszą zastanawiać się nad sposobami prowadzenia swoich interesów, muszą poznawać dokładnie warunki, w których znajduje się gospodarstwo krajowe, badać rozmaite strony działalności handlowej i przemysłowej, uczyć się wspólnej roboty ekonomicznej i administracji przedsiębiorstw, prowadzenia kas ubezpieczenia, instytucji wychowawczych i zdrowotnych, wszystkiego, czym się kooperatywa zajmuje. Zamiast przyjmować gotowe rzeczy i warunki, jakie im stawiają kapitaliści, filantropi i państwo, uczą się sami być twórcami swego życia, jako ludzie wolni, których nikt do tego nie przymusza.

I w tym to właśnie spoczywa olbrzymie znaczenie kooperatywy, że ona uczy tej wolności twórczej, że w niej wytwarza się prawdziwa demokracja. Gdzie ludzie wszystkiego żądają od państwa, gdzie wszystkie swoje nadzieje opierają na takich lub innych reformach, przeprowadzanych przymusowo, tam nie ma ani demokracji, ani wolnych obywateli; tam są tylko poddani mniej lub więcej postępowego, mniej lub więcej oświeconego rządu. Demokracja zaś i wolność tworzy się wtedy dopiero, gdy ludzie, zamiast żądać reform od państwa, przeprowadzają te reformy sami, mocą dobrowolnej solidarności, gdy zamiast człowieka jako „głosu wyborczego”, zamiast pionka w ręku biurokracji lub przywódców partyjnych, zamiast takiego, który umie tylko albo panować, albo słuchać, zjawia się człowiek jako wolny twórca życia, umiejący bez przymusu działać solidarnie z innymi i życie doskonalić (s. 19).

Abramowski nie pozostawia żadnych wątpliwości, czym dla niego jest państwo. Postrzega je przede wszystkim poprzez kontrast wobec stowarzyszeń obywatelskich. Te lepiej niż obojętna biurokracja potrafią przystosować się do warunków i potrzeb życia:

Dlatego śmiało możemy twierdzić, że wobec mnożących się ciągle zagadnień życia ludzkiego, wobec jego rosnącej zmienności, bogactwa typów i kierunków, wobec rozwoju indywidualizmu grup i jednostek, poddających się coraz trudniej pod ogólne normy, ten typ organizacji społecznej, który przedstawiają stowarzyszenia, jest typem przyszłości, dziedzicem nowożytnego Państwa. Owe skromne „ustawy” [statuty] rozmaitych kooperatyw spożywców, rolnych, kredytowych, na które przyzwyczailiśmy się patrzeć lekceważąco, traktować jako politykę zaściankową małych czynów i małych ludzi, kryją w sobie jednak zarodek nowej myśli politycznej, mogącej wyrugować w przyszłości wszelkie „konstytucje” i „przedstawicielstwa” państwowe, jako zbyteczny przeżytek niewoli (s. 22).

Jaka jest jeszcze różnica pomiędzy dobrowolnością a państwem? Abramowski ubiera to w następujące słowa:

Pomiędzy stowarzyszeniem a państwem, choćby najbardziej demokratycznym, zachodzi jednak różnica zasadnicza i niezmiernego znaczenia dla przyszłości społecznej. Oto ta mianowicie, że stowarzyszenie jest dobrowolnym związkiem ludzi, tworzącym się na mocy naturalnej wspólności potrzeb, państwo zaś – organizacją terytorialną przymusową, prawem ziemi, które owłada człowiekiem dlatego, że na niej zamieszkał. Nie daje ono nigdy swoim obywatelom swobody uchylania się od jego praw i rozporządzeń, swobody dobrowolnego należenia lub nienależenia do jego organizacji. Prawdziwa wolność jednostek staje się tutaj nieziszczalną nigdy utopią. Nawet w państwach najbardziej demokratycznych rozstrzyga tylko prosta większość przedstawicieli lub samego ludu, i mniejszościom, bardzo poważnym nawet, mogą być narzucone ustawy w najwyższym stopniu dla nich niedogodne; pomimo to, muszą one pozostać w ramach wspólnej organizacji, stosować się do rozporządzeń i ponosić wspólne ciężary (s. 23).

To symptomatyczne, że demokratyzacja społeczeństwa równa się u Abramowskiego ograniczaniu wpływów państwa. Pęd ku społecznej organizacji to intuicyjna walka z zachłannością biurokracji. Niestety, w opisie polskiej kultury demokratycznej nie zmienia się wiele od czasów Abramowskiego. „Lud polski takiej kultury nie ma” – pisze Abramowski, dodając:

Nie jest to społeczeństwo nowoczesne, zorganizowane w różnorodne zrzeszenia i związki wolne, lecz, do niedawna jeszcze, zbiorowisko luźnych jednostek, wyczekujących, jakie reformy będą mu dane, w jakim nowym łożysku państwowym każą popłynąć jego życiu. Nie mając własnych instytucji społecznych, które by mógł dalej rozwijać i doskonalić, oczekiwał tylko na reformy policyjne. I ten zanik samodzielności tak głęboko wsiąknął w charakter narodu, że nawet umysły przodujące, programy partii i stronnictw, nie mogły zdobyć się na żadne inne postulaty społeczne, jak tylko takie, które zawierają się w formułce „czego żądać od państwa”.

Przyzwyczailiśmy się uważać siebie za materiał, z którego ktoś inny urabia rozmaite formy; przy każdej sposobności ofiarowaliśmy siebie: „zróbcie z nas to lub owo; zróbcie z nas społeczeństwo konstytucyjne, demokratyczne lub społeczno-demokratyczne; zreformujcie nam szkoły i szpitale; ochrońcie przed nędzą i wyzyskiem”. Cała mądrość polityczna zawierała się w tych prośbach czy żądaniach reformy. Wszystkie ideały chyliły się przed tym jednym: Państwa-Opatrzności. Ono miało za nas myśleć i działać, miało nas karmić, uzdrawiać, chronić. I to się nazywało u nas „demokracją”.

Na drodze takiej polityki mogło jednak wytworzyć się wszystko inne, tylko nie demokracja. Demokracja wymaga przede wszystkim silnego poczucia i instynktu samopomocy społecznej. Wymaga ludzi umiejących nie tylko żądać reform od państwa, lecz przeprowadzać te reformy za pomocą swoich własnych instytucji. Wymaga umiejętności samodzielnego organizowania interesów społecznych. Wymaga rozwoju stowarzyszeń, zagarniających rozmaite dziedziny gospodarstwa, kultury, ochrony pracy i zdrowia. Wymaga wreszcie silnego indywidualizmu człowieka, wyrobionej potrzeby urządzania swego życia według własnej normy i poszanowania tej samodzielności u innego. Bez tych warunków moralnych i społecznych demokracja wytworzyć się nie może (s. 27).

Wypisz wymaluj polska mentalność XXI w. Ktoś jeszcze może wątpić w aktualność myśli Abramowskiego? Stara się on tym samym atakować tę mentalność, przeciwstawiając jej nowy typ człowieka:

Członek stowarzyszeń wolnych jest to typ, który życie tworzy siłami swego umysłu, charakteru, serca – i to jest obywatel demokracji. Zaś jednostka, chodząca luzem, w stadzie, jest to bierny pionek w rękach biurokracji i przywódców partyjnych, niewolnik warunków życia i typ społeczeństwa niewolniczego.

Te dwa zasadnicze rysy określają całą różnicę psychologiczną i moralną, przystosowują do siebie pojęcia, uczucia i sumienie, potrzeby i tryb życia, pragnienia i ideały. Typ demokratyczny pożąda przede wszystkim wolności tworzenia, typ niewolniczy – „chleba i igrzysk”; pierwszy usiłuje sam doskonalić i ulepszać swoje życie, drugi żąda tego od państwa (s. 29).

Państwo dla Abramowskiego to jednak nie tylko niewolnictwo, ale podobnie jak kapitalistyczne formy organizacji życia: wyzysk. Tutaj istnieje wyraźny znak równości:

Państwo dzisiejsze, policyjne, rozwinęło się razem z wyzyskiem kapitalistycznym, z tą przemocą ekonomiczną, jaka charakteryzuje każdą czynność, każde poruszenie gospodarki burżuazyjnej. Jest oczywiste, że wyzyskiwanie jednego człowieka przez drugiego, wyzyskiwanie mas ludowych przez jedną klasę, przywłaszczanie sobie prawa własności na ziemię i produkty pracy z krzywdą innych, zmuszanie do roboty przez głód, pomimo nagromadzonych zapasów żywności, że te wszystkie znane dobrze procedery dzisiejszej gospodarki nie mogłyby się praktykować, gdyby nie było silnej władzy państwowej i prawodawstwa, chroniącego porządek własności. Bez państwa policyjnego mogłyby się zdarzać wypadki, mniej lub więcej częste, wyzyskiwania słabszych przez silniejszych fizycznie, głupszych przez zdolniejszych umysłowo, wyzyskiwania jednostek przez gromady, nakazujące posłuszeństwo swoją liczebnością; ale nie mogłoby być wyzysku stałego, zamienionego w system społeczny i tego typu co dzisiejszy, że wyzyskiwaczami są nie ci, którzy są liczniejsi, którzy mają lepsze mięśnie lub mózg bardziej rozwinięty, lecz mniej liczni i tacy tylko, którym udało się w jaki bądź sposób stać się posiadaczami kapitałów. Taki typ wyzysku żyć może tylko siłą państwa, sztuczną siłą rządu i jego organów wykonawczych, i dlatego wraz z rozwojem kapitalizmu musiał także doskonalić się, wzmacniać i rozszerzać mechanizm władzy państwowej (s. 42).

W pismach Abramowskiego pojawia się wyraźny brak wiary w jakiekolwiek rządy, odgórne decyzje na drodze do budowy tego lepszego świata. Niczym XIX-wieczni anarchiści uważa on, iż główne znaczenie dla poprawy jakości naszego życia posiadają wewnętrzne i oddolne procesy przemiany, wola własna. Abramowski nie wierzy też w osiągnięcie trwałych zmian po nagłym przewrocie społecznym czy w oparciu o nowe prawodawstwo państwowe, choćby próbowało ono pozować na „demokratyczne”. Pochwala niejako tym samym pracę u podstaw, która tworzy świadomość u samych pracujących, zmienia rzeczywistość:

Dojrzalsze pod względem kulturalnym warstwy klas pracujących dochodzą do tego przekonania, że żadna władza rewolucyjna nie będzie w stanie zreformować ani produkcji, ani ustroju społecznego, ponieważ reformy tego rodzaju nie przeprowadza się za pomocą dekretu ani przez urzędników, lecz muszą wytwarzać się samoistnie i stopniowo, siłami samego ludu; że tak samo jak nie można zadekretować z góry nowej wiedzy i nowych wynalazków, nowych uzdolnień ludzkich i nowej moralności, tak samo nie można powołać rozkazem do życia nowego ustroju społecznego. Ustrój ten tworzy się od dołu, a nie od góry; tworzy się powoli w nowych ogniskach kultury ludu, w jego instytucjach i stowarzyszeniach, w kooperatywach i związkach; tam wyrabia się nowy typ stosunków, oparty na solidarności; nowe formy handlu, produkcji, gospodarstwa i kredytu; nowy typ ludzi, umiejących samodzielnie myśleć, rządzić się i tworzyć; tam właśnie rodzi się demokracja przyszłości, owa rzeczpospolita ekonomiczna, która zapewni każdemu swobodę i własność (s. 75).

Szansą na wyparcie państwa i podważenie zasad kapitalizmu są właśnie niezależne stowarzyszenia, kooperatywy, które demokratyzują, dają wolność decyzyjną, wyzwalają suwerenność polskiego kapitału poprzez poszerzenie wpływów społeczeństwa na życie ekonomiczne kraju. Przede wszystkim zaś likwidują wyzysk, generując zysk dla ogółu zamiast zysku dla uprzywilejowanych, dobrowolność zamiast przymusu:

Im mniej zaś jest biurokracji i jej rządów, tym społeczeństwo jest bardziej wolne i bardziej demokratyczne. Nawet w tych krajach, które rządzą się powszechnym głosowaniem, od siły i znaczenia biurokracji, od jej liczebności i zakresu spraw, które obejmuje, zależy wolność obywateli. Przy szeroko rozgałęzionej gospodarce biurokratycznej, rząd w państwie demokratycznym uzyskuje łatwo przewagę zarówno przy wyborach do parlamentu i rad gminnych, jak i przy głosowaniu nad prawami, przewagę tym trwalszą i groźniejszą dla wolności, im bardziej cywilizowana i użyteczna jest biurokracja. Wpływami swojej armii urzędników, zajmujących stanowiska nauczycieli, inspektorów, opiekunów, radców i prezesów rozmaitych instytucji społecznych, rząd potrafi zdemoralizować i zgnębić moralnie każdą opozycję, otumanić opinię publiczną i w rezultacie panować niemal samowładnie pomimo konstytucji opartej na prawach człowieka i obywatela. Sama bowiem konstytucja demokratyczna nie zabezpiecza jeszcze interesów demokracji (s. 103).

Abramowski powołuje się na słowa Francuza De Rocquigne’a, który dowodzi, że ludzie świadomi poprzez wyuczenie się pracy oddolnej już nie wypatrują interwencji „Państwa-Opatrzności”. Daje nam w ten sposób do zrozumienia, że ludzka aktywność i organizacja społeczna są w stanie wyprzeć państwo pod każdą szerokością geograficzną.

Abramowski daje przykłady, że dopótyto się sprawdza, dopóki społeczeństwo chce organizować sobie życie po swojemu, czyli z pominięciem instancji wyższych typu państwowego. Dopóki ludzie nie oczekują od władzy pokierowania swoim życiem – jak stara się przekonać Abramowski – zyskują na tym nie tylko niezależność, ale szanse na poprawę jakości tego życia:

...w stowarzyszeniach bowiem i w ich wolnej, nie krępowanej zbytnimi przepisami działalności znaleźć może pole dla rozwoju każda nowa idea społeczna, każda zdobycz nauki i kultury, każde udoskonalenie, czy to w uprawie roli, czy w przemyśle, czy w nauczaniu, czy w środkach zwalczania chorób, pijaństwa itd.(...) ponieważ zaś państwo demokratyczne czy inne jest zawsze wyrazicielem tylko woli większości i rozwijać się może tylko bardzo powoli, będąc skrępowane tysiącznymi prawami i przepisami administracyjnymi, przeto nowe rzeczy, nowe potrzeby nie mogą znaleźć w organizacji państwowej swego krzewiciela i wykonawcy; muszą czekać, aż uzna je większość społeczeństwa i wtedy dopiero mogą rachować [liczyć] na poparcie ze strony państwa. Dlatego też im więcej spraw społecznych jest upaństwowionych, im mniej zostaje pola dla wolnej inicjatywy stowarzyszeń, tym większy jest zastój w życiu i tym więcej pojawia się sprzeczności i walk pomiędzy potrzebami i pojęciami ludzi a instytucjami społecznymi (s. 164).

Kwintesencją tego poglądu są następujące słowa:

Ta wolność twórcza stanowi istotę prawdziwej demokracji. Gdzie obywatele wszystkiego żądają, od państwa albo od filantropów, gdzie wszystkie swoje nadzieje opierają na takich lub innych reformach przeprowadzanych z góry, przymusowo – tam nie ma ani demokracji, ani wolnych obywateli; tam są tylko poddani mniej lub więcej postępowego, mniej lub więcej oświeconego rządu. Demokracja zaś i wolność zaczyna się wtedy dopiero, gdy obywatele kraju zamiast żądać reform od państwa w dziedzinie stosunków ekonomicznych i kulturalnych, sami przeprowadzają te reformy mocą dobrowolnej solidarności, gdy zamiast człowieka jako „głosu wyborczego” do parlamentu, zamiast pionka w ręku biurokracji lub w ręku przywódców partyjnych, zjawia się człowiek jako wolny twórca życia, umiejący bez przymusu działać solidarnie z innymi i życie doskonalić.

Ten duch demokracji, kształcący się w małych kooperatywach poszczególnych, przejść musi z konieczności rzeczy do ich powszechnego zrzeszenia się w jedną organizację ekonomiczną narodową i stworzyć to właśnie, co nazywamy „rzeczpospolitą kooperatywną” (s. 166-167).

Dla Abramowskiego kooperatyzm powinien odgrywać szczególną rolę dla Polski, podnosząc zamożność, ale i również krzewiąc etyczne postawy moralne. W końcu nie opiera się on na kapitalistycznym zysku prowadzącym ostatecznie do wyzysku, ale postuluje solidarność, współdziałanie, współwłasność, a także godziwe wynagrodzenie. To także szansa na odbudowanie polskiego przemysłu, zdominowanego przez niepolskie kapitały, dawniej żydowskie i niemieckie, dziś powiedzielibyśmy raczej, że ponadnarodowe lub korporacyjne.

Etyczny wymiar stowarzyszeń Abramowski widzi w gotowości do wyświadczania sobie wzajemnych przysług w ramach podziału kompetencji i we wspieraniu członków stowarzyszeń, jacy znaleźliby się w trudnej sytuacji życiowej. Współodpowiedzialność i przyjaźń muszą przezwyciężyć egoizm wyrosły na gruncie kapitalizmu. W kooperatywie zawarte jest przesłanie przyjaźni, choć stawiają one przede wszystkim na uprawianie biznesu. „Obie te czynności” – jak pisze Abramowski, mając na myśli ochronę człowieka i budowanie niezależnych podstaw życia ekonomicznego – „...zlewają się w jedno zadanie wychowania narodowego, mającego odrodzić i człowieka i Ojczyznę”.

Należy też jednak wspomnieć o pewnych nie do końca wytłumaczonych przez Abramowskiego kwestiach, które ktoś mógłby wykorzystać, jako poczynione pod jego adresem zarzuty o ideologiczny utopizm. Abramowski ustami francuskiego robotnika twierdzi na przykład, że w jego wizji systemu ekonomicznego płaca zostanie ujednolicona. Jednakże nie tłumaczy już dokładnie, jak miałoby się to dokonać w praktyce, gdy istnieje podział zadań w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, jej uciążliwości itp.

Z kolei opisując determinację pracowników huty szkła w Albi we Francji, pewne wątpliwości co do słuszności ich praktyk mogą budzić poczynania w rodzaju przymuszania „restauratorów i kupców, aby używali tylko naczyń szklanych z marką Albi”. Dobrowolność zrzeszeń tak, ale dobrowolność w handlu już niekoniecznie?

I wydawałoby się najważniejsza sprawa w ramach podsumowania – skoro kooperatywy były tak skuteczne w czasach Abramowskiego, jak wynika z jego pism i zawartych w nich danych, to dlaczego nie wyparły kapitalistycznych stosunków pracy? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć wposłowiu nawet wydawca pozycji „Braterstwo, solidarność, współdziałanie”, którego wywody można by streścić w tych kilku prostych słowach: ludziom po prostu odechciało się działać na własną rękę”.

Idee Abramowskiego były i nadal są piękne. Były nawet z powodzeniem realizowane, a dzisiaj odkrywamy je na nowo. Jeśli jednak ludziom stosującym się do ich zasad przestaje się chcieć, nadzieja na „rzeczpospolitą kooperatywną” musi umrzeć. Tak, prawda jest banalna. Przed odkryciem jej zgubnych konsekwencji przestrzegał przecież sam Abramowski, który twierdził – przypomnę raz jeszcze – że bez oddolnego zaangażowania nie możemy liczyć na żadne zmiany.    

►Sławomir Gródecki


kategorie: Artykuły,
Wrzesień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych