02 - 03 - 2015

Matki Polki


Rodzina i naród to naturalne komórki społeczne, zespalające ludzi we wspólnoty dążące do normalizowania zasad życia. Występowanie przeciwko rodzinie i narodowi wprowadza niepotrzebny społecznie chaos.

Z manifestu sponarchistów

Do rozważań na temat współczesnych matek skłoniły mnie obserwacje z życia codziennego, które dla ogółu są normą, jednak ja nie mogę przejść obok nich obojętnie, gdyż ta „norma” jest niczym innym, jak podkopywaniem tradycyjnego modelu rodziny.

Tradycyjny model rodziny

Zacząć trzeba od tego, że dziecko dla większości współczesnych kobiet to nie skarb, na który czeka się z niecierpliwością, a raczej „wypadek” i smutny obowiązek. Dziś maluch bardzo często rodzi się w wolnym związku pozamałżeńskim, a co za tym idzie – nie wychowuje się w zdrowej strukturze, dającej poczucie bezpieczeństwa oraz stabilizację.

Niestety, do pewnego czasu konserwatywni Polacy obecnie coraz częściej zachwycają się zachodnim stylem życia, gdzie wyznaje się tezę, iż małżeństwo czy partnerstwo, jakby to przekładać na język współczesności, powinno opierać na luźnych zasadach współżycia, a dziecko można wychować bez ślubu. Z resztą, po co brać ślub, jak za rok weźmie się pewnie rozwód – można zatem zaoszczędzić.  

Owszem, dziecko można wychować również bez ślubu, który oznacza również pasmo użerania się z kościelno-państwową biurokracją i wydatki na jego organizację, przez co decyzja zalegalizowania swojego związku dla wielu nastręcza pewnych problemów. Nie chcę jednak twierdzić, że takie wychowanie, bez ślubu, zawsze jest złe, a rodzice nie będąc małżeństwem nie są dobrymi rodzicami. Chodzi mi tylko o to, że rozbijanie tradycyjnych wartości rodziny, a także podstaw moralnych i wychowawczych, stopniowo prowadzić będzie do rozkładu moralnego całego społeczeństwa. Zawsze przecież lepiej zniszczyć coś, co już jest nadgniłe, niż coś, co jest trwałe i stabilne. W konsekwencji mamy do czynienia z coraz dalej idącym rozłamem i negacją naturalnie wypracowanej obyczajowości, jaka otacza aurę rodziny. A z doświadczenia wiemy, jak kończą się ideologiczne eksperymenty wypierania na siłę tradycjonalizmu i zastępowania go ponoć lepszym wzorcem życia. To przypomina procesy germanizacyjne i rusyfikacyjne oraz walkę partii komunistycznych z religijnością podbitych narodów.

Przekładając ten atak postępowców na grunt rodziny, następuje więc stopniowe zacieranie naturalnych ról rodzicielskich mężczyzny i kobiety, przy czym nie mam w tym miejscu na myśli związków patriarchalnych ani matriarchalnych, bo te stanowią jedynie produkt ideologicznych eksperymentów na rodzinie, ale innego gatunku, rodzaj wynaturzenia, być może skutek uboczny rewolucji seksualnej, czy też produkt niespełnionych ambicji tudzież element podgrzewania seksizmu i konfliktów, na czym ostatecznie i tak traci cała rodzina.

Naturalne rodzicielstwo to sieć wzajemnej współpracy i uzupełniania się na drodze do wychowania potomstwa, a nie odgórny nakaz dyktatu ze względu na płeć czy spełnianie swoich egoistycznych zachcianek. Jeśli ktoś tego nie pojmuje, niech nie myśli nawet o zakładaniu rodziny, bo wyrządzi krzywdę sobie i swoim bliskim. „Współpraca małżeńska” nie wyklucza oczywiście rezygnacji z realizowania swoich prywatnych planów, jak głosi feministyczna propaganda, chcąca przedstawić rodzinę czy trwałe związki w ogóle, jako środowisko ubezwłasnowolniające kobietę i mężczyznę. Stąd określenie „współpraca i uzupełnianie się”, które podpowiadają dzielenie się rodzinnymi obowiązkami, co ułatwia każdej ze stron realizację swoich prywatnych oczekiwań. Nie ma jednak co ukrywać, że decyzja o założeniu rodziny oznacza konieczność poświęcenia temu szczytnemu przedsięwzięciu swojej energii i czasu, ale właśnie w zdawaniu sobie z tego sprawy leży sens świadomego rodzicielstwa, nastawionego na wychowywanie nowych członków społeczeństwa.

Naturalne role rodzicielskie wynikają więc ze zgodnego współdzielenia się obowiązkami w oparciu o cechy własne mężczyzny i kobiety. To nie są żadne stereotypy, a zwykle odbicie naszej ludzkiej natury. Skoro więc mężczyzna dysponuje cechami adekwatnymi dla swojej płciowości, jak chociażby stanowczość i opiekuńczość (osobiście wybieram słowo „protekcja”), to powinien je realizować w życiu rodzinnym, tak jak kobieta nie powinna udawać, że czułość i troska nie przystają współczesnej (kreowanej na „niezależną) kobiecie.  

Takim przykładem na wypieranie tradycyjnego i zdrowego spojrzenia na rolę matki w rodzinie są wszystkie te sytuacje, które dostrzegamy w zachowaniu przyszłych matek, noszących dziecko pod sercem, ale roszczących sobie jednocześnie jedyne prawo do „władania” nad losem dziecka. Przecież to jej ciało, jej brzuch, więc jej się wszystko należy, włącznie z aborcją – tak przynajmniej podpowiadają jej kontestatorzy naturalnej i tradycyjnej rodziny.

Kobieta zagubiona

Ale nie próby manipulowania kobietami w podejmowaniu decyzji dotyczących zarówno jej samej, jak i dziecka oraz mężczyzny, z którym zaszła w ciążę, chciałabym podjąć tym razem, pomimo deklarowanej chęci pozostania w kręgu kobiet i macierzyństwa.

Obecnie wolę skupić się bowiem na bezmyślności kobiet innego kalibru, jaka również rodzi się na gruzach tradycyjnej roli matki. Tą bezmyślnością nazywam bagatelizowanie kwestii dotyczących prawidłowego rozwoju dziecka jeszcze w okresie ciąży, co widzę szczególnie u matek, które mają dzieci albo z obowiązku, albo z wpadki, a takich kobiet niestety w coraz bardziej rozbestwionym moralnie społeczeństwie przybywa. I co najsmutniejsze – osoby te bardzo często nie pochodzą wcale z tzw. marginesu społecznego, wprost przeciwnie – bardzo często są to osoby wykształcone, ludzie powiedzieliby: z „normalnych” środowisk. Niestety większość jest zachłyśnięta wolnością i nowoczesnością, opacznie przez nie rozumianą.

Kwestią, którą chcę podjąć, jest ciąża i alkohol, które według większości społeczeństwa nie wykluczają się jednocześnie! Obserwując kobiety i wsłuchując się w ich rozmowy oraz obserwując ich sposób zachowania, wielokrotnie przeżyć można szok na wieść, że większość z nich będąc w ciąży nie stroniła od alkoholu. Ostatnio na mój argument, że jest to szkodliwe dla dziecka, jedna matka kilkulatka powiedziała, że wprost przeciwnie – może on nawet być korzystny dla ciężarnej ze względu na poprawę trawienia (sic!). Powtórzę jeszcze raz, nie opisuję tutaj osób niewykształconych czy alkoholiczek, ale z pozoru normalne i poukładane kobiety.

Większość z pań pozwala sobie będąc w ciąży chociaż na lampkę wina czy jedno piwo twierdząc, że przecież jedno piwo na dziewięć miesięcy nie zaszkodzi. Skąd wynika ta niewiedza? Z tępoty czy egoizmu, bo matka nie może przecież zrezygnować z piwa, skoro piła je w każdy weekend? Która z matek słyszała o Płodowym Zespole Alkoholowym (FAS) lub Poalkoholowym Uszkodzeniu Płodu (FASD)[1]?

Każda ilość alkoholu działa toksycznie na dziecko i będzie miała odbicie w jego życiu. To nie jest tak, że pije tylko kobieta. Cząsteczki etanolu przenikają przez łożysko, więc dziecko pije z nią. Dlaczego w świadomości kobiet nadal funkcjonuje mit, że lampka wina nic nie zaszkodzi? Według badań, co trzecia kobieta w wieku prokreacyjnym piła alkohol w czasie ciąży. To aż 33 proc.[2], a to jest bardzo dużo.

Pytanie tylko, jak można to zmienić? Potrzeba więcej kampanii edukacyjnych, które byłyby szerzej rozpropagowywane. Przykładem może być kampania „Ciąża bez alkoholu”, która w przejrzysty sposób pokazuje, że każdy łyk alkoholu nie jest bez znaczenia dla przyszłości i rozwoju dziecka. Dowiedzieć się możemy, że nie ma takiej ilości alkoholu, która nie wyrządziłaby szkody dziecku w łonie pijącej matki. Taka kobieta musi mieć świadomość, że naraża swe dziecko na wystąpienie nieodwracalnych uszkodzeń układu nerwowego. Późniejsze kłopoty z dzieckiem, typu trudności w nauce, choć z pozoru normalne, również mogą mieć duży związek z wypitym przez nieodpowiedzialną matkę kieliszkiem. A oby te kłopoty były tylko takie.

W naszym przekonywaniu kobiet do abstynencji podczas ciąży nie może zabraknąć również argumentów, które bezpośrednio odwołają się do sumień kobiecych, jak zasugerowałam na wstępie tego tekstu – wynikających z naturalnie przejawianych przez kobietę, choć tłumionych przez współczesne koncepcje wyzwolonego feminizmu – instynktów. Mowa oczywiście o tak naturalnej dla każdej kobiety trosce o bezpieczeństwo i zdrowy rozwój swojego dziecka. 

Czasami nawet lepiej dotrzeć do danej osoby nie poprzez naukowy język i przytaczanie stosownych statystyk, ale uwagi w rodzaju: „Wyrządzasz krzywdę swojemu dziecku pijąc alkohol w ciąży, otocz je opieką już teraz”. Z doświadczenia wiem, bo nasze środowisko przeprowadziło już kilka antyalkoholowych akcji w przeszłości, kierowanych do kobiet w ciąży, że takie bezpośrednie odwoływanie się do odczuć i sumień kobiet może poskutkować pozytywną w skutkach refleksją nad swoim postępowaniem.

A więc potrzeba działań, które zmienią ogólnie panujący przesąd, że kapka alkoholu nie zaszkodzi. Potrzeba uświadamiania kobiet, iż alkohol powoduje więcej szkód w rozwijającym się płodzie, niż inne substancje, takie jak marihuana, heroina i kokaina. I nie chodzi o to, by teraz kobiety w ciąży przerzuciły się na marychę z braku laku, ale o fakt, aby stały się świadome i przede wszystkim odpowiedzialne za przyszłość swojego dziecka. To, co wydaje się nieszkodliwe może jednak okazać się trucizną, a alkohol przecież nią jest.

Oprócz tego celem jest obrona tradycyjnego modelu rodziny, który jak doskonale widzimy, oparty na zdrowym podziale zadań rodzicielskich, wprowadza odpowiedzialność za całą rodzinę. Mężczyzna jest jej opiekunem, kobieta otacza ją troską. Jeśli obydwoje rodziców jest świadomych swoich naturalnych powinności, żadne nowoczesne i antyspołeczne trendy i ideologie nie będą w stanie zniszczyć podstaw takiej zdrowej komórki społecznej. 

►Monika Arszewińska

⇒Społecznościowiec, nr 1 / 2014


[1] Źródło: www.fas.edu.pl (Dostępność: 2.11.2013 r.).

[2] Źródło: www.ciazabezalkoholu.pl (Dostępność: 2.11.2013 r.)


kategorie: Artykuły,
Wrzesień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych