26 - 01 - 2015

Recenzja: Rewolucja narodowa, Warszawa 2012


To kolejna z książek Jarosława Tomasiewicza, po „Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery” (na marginesie – ten „faszyzm” w tytule to nadużycie terminu), która podejmuje problematykę przenikania się koncepcji ideologicznych w łonie polskich organizacji politycznych, w powszechnej świadomości określanych zbiorczymi i uogólniającymi terminami „lewica” i „nacjonalizm”.

Niestety, nie są to odwołania do współczesności. Nie otrzymujemy więc informacji o dzisiejszych ugrupowaniach politycznych, które łączą w swojej działalności i deklaracjach, idee przyjmowane za lewicowe i narodowe.

Dostajemy za to do rąk kompendium wiedzy akademickiej, zawierające przekrój formacji ideologicznych, jakie funkcjonowały w okresie międzywojnia. Podkreślam, że jest to wiedza akademicka, choć podana w lekkiej formie, gdyż jak na Tomasiewicza przystało, dokonuje on rozbiórki na czynniki pierwsze opisywanego przez siebie zjawiska w oparciu o bogaty materiał źródłowy.

Ma to swoje plusy, ma to swoje minusy. Szczególnie, gdy nie każdemu odpowiada szczegółowa analiza faktów, z pewną domieszką nudnego języka akademickiego. Mi osobiście książkę tę czytało się wyjątkowo przyjemnie i płynnie. Ale to może z racji moich osobistych zainteresowań historią idei.

W pierwszym rzucie czytelnik zyskuje sposobność zapoznania się ze światopoglądem osób, którym autor przypisał poglądy narodowoanarchistyczne. To coś, co bezpośrednio interesuje nas, sponarchistów, i na co przyznaję – wyostrzałem swój apetyt. Niestety, autor nie spełnił moich oczekiwań. Wiedza odnośnie tego zagadnienia jest w książce dość skąpa, a uwagi zawarte w rozdziale ograniczają się jedynie do opisu poglądów jednego człowieka, a mianowicie Jana Hempla.

Z tych dla mnie ciekawszych rzeczy, dowiedziałem się, że jego poglądy zostały wyłożone w książce pt. „Kazania polskie”, adresowanej do polskiej młodzieży rewolucyjnej. Szczególnie w pamięci zapadły mi przytoczone przez Tomasiewicza słowa autorstwa Hempla o następującej treści: Przyszłość narodowa polska jest w głębokiej demokratyzacji społeczeństwa; póki przyszłość narodowa opierać się będzie na kombinacjach państwowych garstki uprzywilejowanych, póty niczego spodziewać się nie możemy (str. 9).

Dowiadujemy się ponadto, że Hempel na pewnym etapie swojego życia zboczył z anarchistycznej ścieżki, kierując się bardziej w stronę socjalistyczną, a nawet komunistyczną. Choć polska historiografia zapamięta go przede wszystkim w roli prekursora ruchu spółdzielczego. To by tłumaczyło, dlaczego Hempel nigdy nie poparł skrajnego indywidualizmu, w potocznym mniemaniu charakteryzującego anarchizm.

W analizie narodowego anarchizmu na przykładzie Hempla, ciekawie jawią się również jego abstynenckie poglądy. Jak pisze Tomasiewicz: „Wśród plag społecznych jednym tchem wymieniał: kapitalizm, militaryzm, prostytucję, alkoholizm i zwyrodnienie (mięsożerstwo!)”. Hempel propagował tym samym wegetarianizm i abstynencję, jako uwolnienie się od „chuci zmysłowej” i konsumpcjonizmu. A wszystko w oparciu o stawianie nacisku na rozwój duchowy, co u Hempla wiązało się wręcz z mistycznymi przeżyciami.

Tak więc, już chociażby po ciekawym przykładzie Jana Hempla widać, że koncepcje myślicieli, jakich można by przyporządkować do idei narodowego anarchizmu, wymagałyby większego zainteresowania tą problematyką przez autora. A dlaczego jest to przykład ciekawy? A właśnie dlatego, że jest słabo opisany, a przez to nieznany. A przecież można było wspomnieć nieco więcej na temat wymienionych w rozdziale Edwarda Abramowskiego, Gustava Landauera i jego etnoanarchizmie czy teoriach Jana Wolskiego, naśladowcy Hempla, upatrującego nadziei na wolność w oddolnej spółdzielczości. A tak, narodowy anarchizm zamyka się jedynie na niecałych dwunastu stronach. To zdecydowanie za mało, aby temat uznać za wyczerpujący.

Co mamy dalej? Prąd również mało znany na polskim gruncie, a mianowicie narodowy syndykalizm, a tu dominuje streszczenie myśli Stanisława Brzozowskiego.

Z ciekawszych dla mnie wątków z tego rozdziału, znalazłem potwierdzenie na wolnościowe założenia syndykalizmu Brzozowskiego: „Z jednaką nieufnością traktowali państwo, które jako odgórnie zarządzany aparat przemocy zabija spontanicznego ducha społeczeństwa. Dlatego życie zbiorowe miało być oparte nie na organizacji politycznej, ale ekonomicznej – na wolnych, samorzutnie zawiązywanych syndykatach, współpracujących na zasadach wzajemnej ugody i dobrowolnej kooperacji. W ten sposób, marzył Brzozowski, Polska stanie się pierwszym organizmem samorządnej pracy, ojczyzną prawdy, klasycznym krajem samorządu człowieka” (str. 22).

Syndykalizmu, wzbogaconego oczywiście ideą narodową: Równolegle Brzozowski za Proudhonem uznał znaczenie dla procesu produkcyjnego przekazywanej z pokolenia na pokolenie obyczajowej dyscypliny, co prowadziło go do rehabilitacji religii a przede wszystkim – do podniesienia roli narodu (str. 23).

Ciekawymi kolejami losu podążała myśl Brzozowskiego, skoro przygarnęła ją endecja, co znalazło swe ujście w dążeniach, przynajmniej deklaratywnych, Związku Naprawy Rzeczypospolitej. Szkoda tylko, że przestało mieć to wówczas wiele wspólnego z początkowym, wolnościowym przesłaniem jego koncepcji, która od teraz nabrała jakby służebnego znaczenia w stosunku do idei państwa, propagowanej przez ZNR.

Z tego rozdziału mógłbym tylko zarzucić autorowi, iż za Zakrzewskim, świadomie bądź nieświadomie, wprowadza stereotypowe uproszczenie myślowe, polegające na zestawieniu obok siebie szerokiej koncepcji nacjonalizmu i faszyzmu, choć nacjonalizm nie musi przecież zdradzać tendencji nakierowanych na wzmocnienie władzy: „Antydogmatyzm (Ruchowi mas nie trzeba paragrafowanych programów), nacjonalizm, elitaryzm, antyparlamentaryzm, kult heroicznego czynu i cnót żołnierskich – wszystko to nasuwać musi analogie z faszyzmem” (str. 41).

Na koniec analizy tego rozdziału ciekawy cytat za Alfredem Łaszowskim: Tłumy nie robią rewolucji. Rewolucję robi garstka wspaniałych facetów (...) Decyduje twórczy fanatyzm, silna wiara, agresja i zapał (str. 59).

Następnie Jarosław Tomasiewicz bierze się za problematykę narodowego radykalizmu – falangizmu. Poznajemy więc propagowany przez falangistów minionego wieku model gospodarczy (str. 68), filozofię ekonomii według Falangi (str. 70) oraz pojęcie aktywności według tychże (to na str. 75).

Po falangistach przechodzimy do dwóch najdokładniej ujętych w tej publikacji koncepcji – narodowego komunizmu (do którego przyporządkowano Zadrugę) i narodowego socjalizmu.

Co się tyczy narodowego komunizmu, to autor próbuje nas oczywiście przekonać, że ujęcie zagadnień narodowościowych w myśli komunistycznej było jak najbardziej obecne, o czym mają świadczyć fragmenty z... „Manifestu komunistycznego” Marksa i Engelsa. Potwierdzeniem tych założeń na polskim podwórku miał być fakt funkcjonowania frakcji narodowej, jako swego rodzaju opozycji do Komunistycznej Partii Polski. Wśród przykładów Tomasiewicz wymienia Komunistyczną Partię Robotniczą Polski oraz tzw. PPS-Opozycja, która głosiła: „nieodzownym warunkiem (...) rewolucji socjalnej (...) jest niepodległość kraju, w którym dokonuje się przewrót” (str. 79).

Rozdział ten doprecyzowuje filozofia Juliana Brun-Bronowicza, której charakterystykę znajdziemy na stronach 83-84. Zapoznając się z poglądami tego człowieka, pamiętajmy jednak, że mowa tu o założeniach komunistycznych w myśl wizji ustroju radzieckiego. Znajdziemy więc tutaj pochwałę dyktatorskiej formy rządów, którą Brun skrywa za opowiastkami o poszukiwaniu ludzi kompetentnych na stanowiska władzy, deprecjonując demokratyczne formy wyboru. Jest to de facto apoteoza arystokratycznej formy rządów, z nielicznymi uprzywilejowanymi i wyzyskiwanymi masami. Jak to się sprawdziło w wersji radzieckiej komunizmu, tak często odwołującego się do władzy ludu, pokazała dobitnie historia, a i współczesność dostarcza nam ciekawego materiału do analiz pod postacią „suwerennej demokracji” Putina.

Czytelnik „Rewolucji narodowej” powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy z powyższych dyktatorskich zapatrywań Bruna rehabilitują go może jego twierdzenia o uznaniu prawa do samostanowienia narodów i poparcie dla ich wyzwoleńczych dążeń. W moim odczuciu niekoniecznie, ponieważ trudno jest mówić o wyzwoleniu narodowym w kontekście dyktatorskiej formy rządów.

Co się zaś tyczy opisywanego w tym rozdziale Legionu Młodych, nie do końca zgodzę się z autorem, że stosunek młodolegionistów do rewolucji, do której odwoływali się w warstwie werbalnej i czynnej, był mimo wszystko ambiwalentny ze względu na elementy oportunistyczne w kierownictwie. On był ambiwalentny, gdyż ideologia Legionu Młodych sama w sobie była propaństwowa, a więc w jakiś sposób sankcjonowała ona zastaną rzeczywistość i nie popychała do śmielszych poczynań. Inaczej mówiąc: do rewolucji.

Jeśli ktoś zastanawiał się, gdzie autor zakwalifikuje przedwojenną Zadrugę, to oto otrzymuje odpowiedź – do narodowego komunizmu właśnie. Nie wdając się zbytnio w szczegóły, odsyłam do książki. Dla ułatwienia w odkrywaniu jej treści dodam tylko, że strony 109-110 zawierają charakterystykę kolektywizmu Stachniuka. Na stronach 110-111 odnotowałem natomiast uwagi, iż grupami najlepiej kolektywizującymi były według Zadrugi naród oraz klasa robotnicza. Przy czum w klasie robotniczej upatrywano „awangardy narodu”.

Ostatni z rozdziałów książki podejmuje problematykę rodzimego narodowego socjalizmu. Na co czytelnik zainteresowany tematem powinien zwrócić tutaj szczególną uwagę? Istotny jest przede wszystkim fakt, że polski narodowy socjalizm nie był wiernym odzwierciedleniem i naśladownictwem hitlerowskiego zbrodniczego tworu. Cechowała go niezależność i poszukiwanie własnych rozwiązań, co szczególnego wymiaru nabrało w działalności Partii Narodowych Socjalistów.

Przynajmniej w warstwie deklaratywnej odwoływano się do demokratyzmu, w czym celowała Narodowa Partia Robotnicza, jak i także wspomniana PNS. Na stronie 147 Jarosław Tomasiewicz pisze: „Partia nawiązywała do rodzimych tradycji patriotycznego radykalizmu (polskiej demokracji rewolucyjnej), tworząc drzewo genealogiczne sięgające Mickiewicza, Towarzystwa Demokratycznego Polskiego i Gminy Narodowo-Socjalistycznej. Choć wywodziła się ze stworzonego przez endecję NZR uważała się za kontynuatora spuścizny Piłsudskiego. Myślicielem, na którego się powoływała, był Stanisław Brzozowski”.

Czytającym ten rozdział być może ciekawe wydadzą się tezy Samborskiego o imigracji, idea solidarystyczna i nacjonalistyczna PNS, wizja państwa według tej partii oraz krytyka szowinizmu.

W ten oto sposób, po pobieżnej charakterystyce środowisk politycznych, do których odwołania znajdziemy w książce „Rewolucja narodowa” Jarosława Tomasiewicza, docieramy do miejsca, w którym wypadałoby pokusić się o małe podsumowanie i ocenę podstawowego przesłania tej pozycji.

Jeszcze raz zaznaczę, iż książkę tę czytało mi się przyjemnie, choć osoby sięgające po efekt pracy tego autora po raz pierwszy, mogą odnieść zgoła odmienne wrażenie. Po prostu trzeba się przyzwyczaić do bardziej akademickiej, aniżeli popularno-naukowej narracji Tomasiewicza, a to wymaga pewnego oswojenia się z jego językiem i sposobem przedstawiania faktów, jaki w niektórych miejscach może wydawać się nieco nużący.

Co się zaś tyczy zawartości i przekazu merytorycznego. Osobiście jestem zawiedziony tylko szczątkową prezentacją zjawisk, które bezpośrednio mnie interesowały – mowa głównie o narodowym anarchizmie. Temat narodowego socjalizmu wydaje mi się oklepany, inaczej mówiąc – nudny. To samo tyczy się Zadrugi i Falangi, również już raczej dobrze poznanych i opisanych, którym autor poświęca o wiele więcej miejsca, niż opisowi wspomnianego przeze mnie nurtu ideologicznego. Dlatego narodowy anarchizm, czy już nawet narodowy syndykalizm, z racji tylko szczątkowych informacji na ich temat, czekają moim zdaniem na dokładniejszą interpretację.

Rozumiem jednak, że i źródła mogą być skąpe, i że myśl przewodnia tej pracy musiała uwzględnić lepiej opisane środowiska, do których z kolei materiały źródłowe były obszerniejsze. Praca ta zyskałaby jednak dużo więcej na wartości i tym samym atrakcyjności, gdyby poszerzono w niej zakres odwołań i wzbogacono informacjami o środowiskach oraz osobach wręcz przemilczanych.

Mimo wszytko polecam i zachęcam do przeczytania. Chociażby dla usystematyzowania swojej wiedzy o możliwych konfiguracjach narodowo-lewicowych. Obecnych dziś przecież w świecie postpolityki czy to się komuś podoba, czy też nie. I co najciekawsze, dostrzegalnych także wśród kolejnych pokoleń naśladowców minionych rozwiązań. W końcu, ile są dziś warte stare i przebrzmiałe schematy myślowe, dzielące scenę polityczną na prawicę i lewicę, skoro jak się dowiadujemy z książki Tomasiewicza, nie miały już większego znaczenia w minionym wieku?

►Sławomir Gródecki


kategorie: Artykuły,
Lipiec 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1
2345678
9101112131415
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych