11 - 01 - 2015

Monarchia – relikt przeszłości, który wciąż pasożytuje


Wprawdzie życie na utrzymaniu społeczeństwa w ramach ustroju monarchistycznego zostało zastąpione wyzyskiem na koszt innej arystokracji, a mianowicie państwowej, aczkolwiek ten karmiony fałszywym przekonaniem o szlachetnym urodzeniu relikt przeszłości funkcjonuje nadal w różnych zakątkach świata. To kolejny dowód na to, że demokracja w obecnych warunkach jest mitem, skoro na każdym kroku podważa się jej fundamentalny nakaz równości prawnej.

O „Firmie” Windsorów słyszymy ostatnio najczęściej w kontekście kolejnego „royal baby”. Obraz Williama i Kate umocnił pozycję panującej rodziny w Wielkiej Brytanii, choć i na ich wizerunku pojawiają się rysy. Okazuje się, że ta przemiła i normalna, jak się zdaje, młoda para również nie odbiega od wizerunku snobistycznej rodziny królewskiej.

Ostatnimi czasy mogliśmy śledzić, jak księżna Cambridge dokonuje „niezbędnego” remontu w pałacu Kensington za bagatela – według różnych źródeł – od 1 do nawet 4 mln funtów. Tak wielka kwota remontu, nie do wyobrażenia przez przeciętnych zjadaczy chleba, była ponoć konieczna ze względów zabytkowych budynku, a także aby dostosować go do wymagań książęcej rodziny. Co ciekawe, już po remoncie pojawiły się komentarze, iż księżna Kate nie czuje się w pałacu dobrze z powodu ciągle śledzących ją paparazzi i dlatego woli zamieszkiwać w innych miejscach.

Zastanawia zatem fakt zmarnowania tylu środków z kieszeni obywateli (bo rodzina królewska wizytami oficjalnymi nie zarabia przecież na swoje fantazyjne wydatki). Jednak w kontekście całej familii Windsorów ten „mały” wyskok jest jednak rzeczywiście tylko epizodem. William i Kate są lub chcą być postrzegani jako normalni młodzi małżonkowie (wyłączając oczywiście fakt, że nie muszą chodzić codziennie do pracy i martwić się o zwolnienie = brak środków do życia). Dla nich oprócz udzielania się Williama w służbie wojskowej (pilot śmigłowca ratunkowego), pracą jest bywanie na uroczystościach, wizytach i uśmiechanie się w pięknych strojach.

Do przodków obecnych Windsorów bardziej pasują niegdysiejsze wyskoki księcia Harry’ego – nagie narkotyczne orgie w Las Vegas czy imprezy w nazistowskim uniformie. Swoją drogą, być może młody książę nawiązywał do swego wuja, abdykowanego króla Edwarda VIII, znanego w historii z fascynacji Adolfem i wspierania jego działań.

Jak się można domyślać, z pozoru doskonała i zachowawcza rodzina Windsorów kryje wiele tajemnic, mogących zachwiać ich idealnym medialnym wizerunkiem. Mało kto wie, iż większość skandali do dziś jest skrzętnie ukrywana w pancernych archiwach w Windsorze. Historycy, którzy ośmielą się ujawnić niektóre tajemnice rodziny, mogą pożegnać się z dostępem do królewskiego archiwum. Wychodzi na to, że Wielka Brytania nadal jest ogarnięta familią, która strzeże swoich członków przed oczami zwykłych obywateli. Szkoda tylko, że to obywatele pokrywają ze swoich kieszeni fanaberie największej firmy w Wielkiej Brytanii.

Na ochronę „royalsów” przeznacza się rocznie 50-100 mln funtów, w tym także na podsłuchy całej rodziny królewskiej, które w intencji jej członków, mają podtrzymać wizerunek tych samozwańczych panów, jako ludzi „szlachetnych” i dystyngowanych. Wszak ich grzeszki nie mogą wyjść na jaw, gdyż mogłoby to zaszkodzić wspaniałej pozycji i próżniaczemu życiu rodziny.

W dynastii Sachsen-Gotha, od pierwszej wojny światowej – Windsorów, możemy dostrzec pełen przekrój zboczeństw, dziwactw i zdrad. I tak, rodzina królewska wśród swoich przodków ma seksoholików i transwestytów, co w latach 40. XX wieku mogło być zgubne dla wizerunku monarchii. Czasami trudno się temu dziwić, gdyż dorastali w wyalienowanych od świata zewnętrznego zamkach, gdzie wszyscy naokoło im nadskakiwali, nie doznawali natomiast uczuć matczynych czy rodzinnych. Królewskie dzieci wychowywane były przez nianie, karmione przez piastunki i nie miały realnych obowiązków. Z nudy, mając środki na dostatnie życie, marnotrawili je na szalone rozrywki.

Ile wydaje przeciętny Brytyjczyk na bezsensowne trwanie rodziny królewskiej? Są to 62 pensy, może nawet niewiele ponad 1 funta. No właśnie, można pomyśleć, że to naprawdę niewiele. Jednak jeśli bierzemy pod uwagę wszystkich obywateli, kwota ta jest znaczna. Łatwo także policzyć, ile obywatele płacą Windsorom przez całe swoje życie. Brytyjczycy muszą na swoje wydatki pracować, a rodzina królewska otrzymuje wszystko na tacy za sam fakt „szlacheckiego pochodzenia”. Cóż z tego, że ponoć Elżbieta II jest skąpa i tam gdzie może obcina koszty, na przykład redukując liczbę swojej służby. Jednak tak naprawdę nie jest to majątek królowej i jej rodziny, ale własność wszystkich obywateli.

Czym jest coroczna dotacja z parlamentu, tzw. Civil List (13 mln funtów rocznie), którą otrzymuje królowa, jak nie pieniędzmi, na które pracują obywatele? Jednak nadal o majątku głowy monarchii wiadomo niewiele, mimo XXI w. i jakby się zdawało mądrzejszemu społeczeństwu. Według niezależnych ekspertów majątek obecnej królowej może wynosić nawet pół miliarda funtów (źródła dworskie mówią o 100-200 mln funtów). Oprócz m.in. licznych rezydencji, kolekcji sztuki, biżuterii, złota, hodowli koni do owego majątku zaliczają się umiejętne inwestycje Elżbiety II. Jednak królowa dopiero od ’92 płaci podatki (od pieniędzy z listy cywilnej monarchini nadal ich nie płaci), dzięki czemu przez wcześniejsze lata „miłościwego panowania” zaoszczędzała około 20 tys. funtów dziennie.

A skąd Elżbieta ma taki majątek? Otóż jej prababka, królowa Wiktoria, zaoszczędziła środki z Civil List w kwocie ok. 20 mln funtów. Hmm. Szkoda, że moja prababcia nie dostawała od parlamentu 60 tys. funtów rocznie...    

Majątkiem prywatnym nie są za to dobra koronne, takie jak ziemia, nieruchomości, lasy oraz pas wód przybrzeżnych – królowa jest „jedynie” ich dysponentem. One są warte natomiast 7 mld funtów, jednak królowa nie może ich sprzedać. Jeśli chodzi o kolekcję sztuki takich mistrzów, jak Michał Anioł czy Rubens, tego również Elżbieta nie może się pozbyć, jednak za samo wypożyczanie dzieł do rozmaitych muzeów królowa zarabia krocie.

Głowa rodziny dodatkowo otrzymuje granty z budżetu na remonty królewskich pałaców oraz ich utrzymanie. Ich wysokość w latach 2011 i 2012 wyniosła ponad 12 mln funtów. I to także nie jest koniec dofinansowania z kieszeni podatników. Trzecim elementem dokładania przez obywateli do bajecznego życia rodziny królewskiej to pokrywanie ich kosztów podróży – „jedynie” ponad 6 mln funtów. Jak wylicza autor książki „Tajemnice Windsorów” Marek Rybarczyk, wszystkie te dodatki stanowią w sumie 32 mln rocznie, czyli wspomniane 62 pensy każdego Brytyjczyka.

Mimo wszystko ludziom wydaje się, że dynasta Windsorów nie jest tak droga w utrzymaniu. Pojawiają się tezy, że królowa przecież inwestuje czy zarabia na biletach do „swych” posiadłości oraz na sprzedaży pamiątek. Jeśli sami Brytyjczycy się na to zgadzają, by utrzymywać darmozjadów, to już ich problem. Wszystkich zatem zachęcam do zapoznania się z historią rodu Windsorów, która znacznie odbiega od pokazywanego obecnie idyllicznego wizerunku księcia i księżnej Cambridge.

►Filip Niedzielski   

Tekst na podstawie książki Marka Rybarczyka „Tajemnice Windsorów”, Warszawa 2013


kategorie: Artykuły,
Czerwiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych