29 - 08 - 2014

Pewnego dnia, uciekając przed cywilizacją (foto)


Był taki czas, że urządzaliśmy sobie w wakacje tzw. letnie wyprawy. Potem ta świecko-ideologiczna tradycja wypoczynkowa została zapomniana, ale w tym roku zapragnąłem do niej wrócić. Pamiętam bowiem, że kontakt z naturą sprawiał, że ładowałem akumulatory psycho-fizycznej wytrzymałości swojego organizmu na kolejne miesiące.

Z czym wiązały się te wyprawy? Z turystyką leśną. Tłuczenie się kilkadziesiąt kilometrów w odległe od mojego miejsca zamieszkania plenery, zwłaszcza, że to, co lubię odnajduję w swojej najbliższej okolicy, wywołują u mnie zniechęcenie. A już szczególnie, gdy w perspektywie jest nużące dla mnie bezczynne leżenie plackiem na plaży pośród tłumu rozdartych plażowiczów. A pod nosem mam przecież las, dający szansę na odosobnienie, perspektywę uspokajającego szumu drzew, a także potrzebny dla mojego komfortu chłód, o ile oczywiście teren jest gęsto zalesiony. Piękno środowiska naturalnego naszej ojczystej ziemi na wyciągnięcie ręki.

To dla mnie ucieczka przed cywilizacją. Niczym człowiek z buszu poszukuję nawet najmniejszego skrawka zielonej przestrzeni, dlatego tak bardzo irytuje mnie ingerencja człowieka w krajobraz. Gdy widzę drzewa, nie chcę przy nich widzieć wszechobecnej kostki brukowej, całego tego betonu, który spotykam w niektórych miejskich parkach. Im mniej człowiek ingeruje w środowisko naturalne, tym więcej życia, które można podziwiać. Dosłownie. To ważne – człowiek ingerujący w przyrodę to przeważnie niszczyciel, który wycina drzewa, niszczy je swoim przemysłem, zatruwa powietrze, eksterminuje lokalne gatunki flory i fauny. Liczy się przecież zysk, a my za cenę „koniunktury w gospodarce” powinniśmy się godzić na degradację przyrody. Tu żadne kompromisy z naturą nie wchodzą w grę.

I tak moja ostatnia ucieczka przed cywilizacją była naznaczona jej obecnością tam, gdzie widzieć jej nie chciałem, na skraju czegoś, co jeszcze niedawno zwano pozostałościami Puszczy Sandomierskiej. To północno-wschodnie rubieże Mielca w historycznej Małopolsce Wschodniej bądź jak kto woli: Galicji Zachodniej. Gwoli ścisłości podkreślę – to tylko rubieże, gdyż głębiej się nie zapuszczałem. Kiedyś tak, zwiedzałem tamtejszą okolicę, było ładnie, cicho, spokojnie. Co mogło zmienić się od tamtego czasu w miejscach, które niegdyś odwiedzałem, tego do końca wam nie powiem? Wiem tylko jedno – władze państwowe stawiają w okolicy mojej wycieczki obwodnicę, karczując drzewa pod jej zabudowę. Co ciekawe – jeszcze w minionej epoce Polski-ponoć-ludowej zrobiono to samo, ale tylko po to, żeby na okolicznym lotnisku 1 września 1988 r. mógł wylądować sowiecki samolocik o gabarytowych rozmiarach – niejaki Rusłan. Zwiedzałem go nawet potem jako dziecko z wycieczką szkolną. Robił wrażenie. Dopiero po latach dowiedziałem się, że ta wolna przestrzeń od drzew to efekt wykarczowania tej części lasu w celu ułatwienia lądowania giganta. Wtedy jednak przejmowano się brzozami.    

Poza tym w okolicach owej „puszczy” już od kilku dobrych lat funkcjonuje Specjalna Strefa Ekonomiczna z szeregiem firm, z tą jedną charakterystyczną – Melnoxem, który swoimi kominami tłoczy do atmosfery kłęby dymu. Skąd ów dym? O ironio: z przeróbki drzewa. Wprawdzie od czasu do czasu, tu i ówdzie słyszy się, że powoduje on zanieczyszczenie powietrza ponad dopuszczalne normy, że w konsekwencji mogła wzrosnąć z tego tytułu zachorowalność na choroby nowotworowe w regionie. Ale rewelacje te umierają z szybkością lekko podanej informacji medialnej, a więc w mgnieniu oka.

Jak więc widać na powyższych przykładach – ingerencja człowieka jest w tej okolicy dość znacząca i może niekoniecznie pozytywna w skutkach. Obwodnica, działalność fabryczna, co do której było jeszcze kilka innych, mało pochlebnych uwag, jakie wypowiadali mieszkańcy domostw najbliżej przylegających do dymiących kominów.

Krotko mówiąc – ja i przytargani tu przeze mnie znajomi nie uciekliśmy przed cywilizacją w zupełności, nie dało się. Gdzieś w okolicy zabudowania, spróchniałe drzewa, kominy w tle. Mimo wszystko kontakt z naturą, którą człowiek przez swoją chciwość i brak poszanowania jej walorów próbuje cały czas nieświadomie niszczyć, był odprężający. Musiało mi wystarczyć to, co miałem.

Innym razem pójdę dalej, gdzie nie dostrzegę człowieka pod żadną postacią, gdzie głosu drzew nie będą zagłuszały żadne silniki i maszyny, wytwory cywilizacji śmierci. 

Autor: Wojtek Bratek



kategorie: Artykuły, Natura, Region,
Grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych