31 - 07 - 2014

Ile nas kosztuje administracja miejska?


Niegdyś miasta nie były pod władzą administracji państwowej. Dzisiaj ciężko to sobie wyobrazić społeczeństwu, które cieszy się lub zamiennie narzeka na koszty utrzymywania miejskiej administracji państwowej.

Miasta pod obecną postacią były wprawdzie zakładane za zgodą monarchów, ale w rzeczywistości były obszarem wolnym, gdyż nie były one obciążone balastem ujednoliconej struktury prawnej i administracyjnej. Przez to przyciągały rzesze ludzi, skuszonych perspektywą życia bez władzy pana, co prowadziło do ich rozwoju. Miasta w dawnej Polsce były raczej skupiskami kilki osad, rozdrobnionych struktur, co z jednej strony nie ułatwiało centralizacji i narzucaniu ograniczeń prawnych, a z drugiej powodowało pozytywną konkurencję w ich łonie o nowych mieszkańców.

Jak jednak wiadomo, grupy uprzywilejowane przez władzę dążą nieustannie do poszerzania swoich wpływów i bogactw. W naszych warunkach dotyczyło to szlachty, która chciała podporządkować sobie miasta dla własnych korzyści majątkowych. Okres swobodnego kształtowania się osad nad Wisłą i wdzierania się władzy do miast przypada na wiek XV. Jak pisze Jakub Wozinski w książce „To nie musi być państwowe”: W 1496 roku konstytucja sejmowa zakazał mieszczanom nabywania i posiadania dóbr wiejskich. W ciągu kolejnych dziesięcioleci zakazano im także publicznego noszenia broni, piastowania urzędów państwowych, wywożenia krajowych towarów za granicę, a na dodatek szlacheckie sejmiki zaczęły ustalać dla miast przymusowe cenniki (takie odpowiedniki dzisiejszych lokalnych podatków dla państwa – przyp. SG). W rezultacie już pod koniec XVI wieku mieszczanie stali się obywatelami drugiej kategorii, a miejskie powietrze straciło dawną moc i dawało już zdecydowanie mniej wolności.

A ile nas obecnie kosztuje utrzymanie tego narzuconego miastom w XV w. przez szlachtę balastu pod postacią administracji państwowej? Według podstawowych wyliczeń czasopisma „Wspólnota” za rok 2013, tak to wygląda w wybranych miastach: najmniej wydaje Toruń, który zajął po raz ósmy pierwsze miejsce wśród 18 miast wojewódzkich. Roczne wydatki bieżące na administrację w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynoszą tam 203,42 zł.

Na dalszych miejscach są: Poznań, Białystok i Łódź. Bydgoszcz uplasowała się na szóstej pozycji, z wynikiem 259,57 zł. Na ostatnim znalazła się Warszawa, w której urząd kosztuje obywatela aż 450,65 zł rocznie.

Ciekawe, biorąc pod uwagę niegospodarność władz stołecznych, o czym świadczy ostatni przykład, dotyczący uchwalenia tzw. planu miejscowego, który określa przeznaczenie danego terenu miasta czy to pod zabudowę, czy też tereny zielone. Chodzi o tereny w okolicyul. Żeromskiego, Kasprowicza i Sacharowa, wokół tzw. Serka na Bielanach.

Najpierw – jak donosi stowarzyszenie Warszawa Społeczna – uchwalono plan miejscowy, następnie zbudowano pod ziemią metro w taki sposób, że części przewidzianych w tym planie budynków nie da się wykonać, potem plan znów nie wytrzymał konkurencji – tym razem z wizją szerokich ulic wspartą drogową specustawą. A gdy już wydano na ich budowę 10 mln zł, okazało się, że to wszystko na nic, działka stała się trefnym towarem i w celu sprzedania go trzeba zmienić MPZP. Kosztem około140 tys. zł i opóźnienia prac nad planami innych obszarów, których 2/3 terenu Warszawy nadal nie posiada.

Wniosek z tego płynie taki, że owe koszty utrzymywania administracji, już nawet nie tyle miejskiej, co ogólnopaństwowej zdecydowanie przekraczają te podstawowe wyliczenia, gdyż należałoby do nich jeszcze dodać przypisaną do każdej władzy publicznej – niegospodarność i marnotrawienie środków.  

Autor: Sławomir Gródecki

Na podstawie: Warszawa Społeczna, Srn.zm.org.pl, źródła własne.


kategorie: Komentarze, Kraj,
Październik 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych