18 - 06 - 2014

Rozmawiamy o..., czyli dwa wywiady w jednym miejscu


Prezentujemy dwa wywiady, w których odpowiadamy na pytania o sponarchizm, stosunek Polaków do kapitalizmu i demokracji bezpośredniej, poruszając przy okazji kilka innych kwestii. Jeden dla Drogi Legionisty, który ukazał się w kwietniowo-majowym wydaniu tego pisma, drugi dla działacza ruchu Wola Ludu. Ten ostatni również w wersji angielskiej.  

Droga Legionisty, nr 2 (18), kwiecień-maj 2014 r.

Ł: Wielu czytelnikom „DL” może się to wydać i wyda dziwne. Grupa odwołująca się zarówno do nacjonalizmu jak i do… anarchii. Dlaczego jesteście przeciwko państwu?

Reprezentujemy poglądy tożsamościowe, patriotyczne, narodowe, podparte przekonaniem, że to naturalnie powstałe organizmy narodowe czy społeczne/obywatelskie powinny oddolnie i w oparciu o wolne porozumienia kierować swoim życiem społeczno-politycznym i ekonomicznym. Organizmy te nie potrzebują do tego żadnych pośredników w postaci urzędników państwowych, których jedynym celem istnienia od początków kształtowania się państw, było rządzenie, a przez to wyzyskiwanie całych narodów w imię swoich własnych, a nie narodowych interesów, jak to się dzisiaj mylnie postrzega.

Wierzymy, że możliwe jest oddolne organizowanie się szerokich mas społeczeństwa w lokalne i ponadlokalne grupy obywatelskie w celu realizacji obopólnych korzyści, nastawionych na zaspokajanie swoich potrzeb życiowych, mogących doskonale dogadywać się i funkcjonować bez pasożyta państwowego i całego tego aparatu represji, jakiemu poddaje się dzisiaj niepokornych przeciwników zastanego (nie)porządku rzeczy.

Ł: Czy wolność narodu nie jest możliwa jedynie w ramach niepodległego państwa?

Państwo odbiera narodom wolność, bo jego istnienie oznacza, że istnieje również podział na wąskie kasty uprzywilejowane (politykierzy, urzędnicy, policjanci itd.) i na grupy wyzyskiwane, czyli cały naród. Naród może odzyskać wolność jedynie wtedy, gdy po pierwsze – będzie poszerzał się krąg ludzi zaangażowanych obywatelsko i społecznie, świadomych swojej podmiotowości, a po drugie – gdy te świadome grupy obywatelskie będą stopniowo przejmować kompetencje decyzyjne państwa, słowem: zaczną rządzić się same, bez jakichkolwiek pośredników. 

Państwo odbiera wolność narodowi. Należy w końcu nazywać rzeczy po imieniu – system, przeciwko któremu występujemy, nazywa się państwem. A jeśli dodatkowo wchodzi nam dzisiaj na głowę międzynarodowy kapitał, czy inaczej mówiąc – korporacjonizm, to należy mieć tę świadomość, że dzieje się tak tylko i wyłącznie za zgodą państwa. Państwo wspiera ponadnarodowych korporacjonistów, zapewniając im ochronę i nie licząc się z głosem sprzeciwu narodowego i społecznego, który uwzględnia tutaj interes drobnych polskich przedsiębiorców i wyzyskiwanych polskich pracowników. Osłabiajmy państwo i jego biurokrację, wzmacniając jednocześnie oddolne inicjatywy obywatelskie, nastawione na samorządzenie się sobą, a pozbędziemy się narzucających nam swoją wolę okupantów państwowych i żerujących na nas, jak na taniej sile roboczej, ponadnarodowych korporacjonistów.

A jeśli już rzeczywiście chcemy nad sobą owych korporacjonistów, a także standardy życia gospodarczego, które ze sobą przyniosą, to niech to będzie chociaż nasza własna decyzja, a nie jakiegoś przekupnego politykiera, któremu z racji zajmowanego przez siebie stanowiska w administracji państwowej, wydaje się, że może kierować naszym życiem, jak sobie tylko tego zapragnie. 

Ł: Jak byłoby zorganizowane sponarchistyczne społeczeństwo w kontekście otaczających je państw?

Nawet, gdybyśmy mogli w ułamku jednej sekundy podjąć skuteczną decyzję o likwidacji państwa, pod opresją którego przyszło nam obecnie żyć, nie zdecydowalibyśmy się na to. Oznaczałoby to bowiem, że okupację państwową jednego formatu, zastąpilibyśmy okupacją państw ościennych. Przerabialiśmy już to w historii, gdy na słabej politycznie i społecznie (ale nie gospodarczo, bo mieszkańcy Rzeczypospolitej byli względnie zamożni, a to z racji słabych struktur państwowych. Niestety ta zamożność zachęcała naszych sąsiadów do rabunku) Polsce dokonano aż trzech rozbiorów jej administracyjnego terytorium.

Mimo wszystko Polska przetrwała, ale nie dlatego, że gdzieś tam w ukryciu tliła się państwowość, aby po 123 latach okupacji ościennych organizmów państwowych przywrócić swoją urzędniczą machinę do pełni użyteczności, z masą swoich budynków urzędniczych na czele. Ona w rzeczywistości nigdy nie umarła, bo Polska jest tam, gdzie istnieje świadomy społecznie i patriotycznie Naród. Co to jest państwo? To tylko budynki, które można spalić. Co to jest Polska? To idea i wola trwania zorganizowanej wspólnoty narodowej, których nie da się ani tak po prostu zniszczyć, ani odgórnie rozwijać i zachowywać wbrew naturalnym przemianom, jak to w tym pierwszym przypadku odbywa się nakazowo w totalitaryzmie, a drugim odgórnie w państwie. 

Dziś mamy do czynienia z tragiczną sytuacją, gdy ludzie, których określamy zbiorczym terminem Polacy, nie mają w sercu Polski, a życie wspólnoty narodowej jest im obojętne. Czy to jest ta oczekiwana przez nas niepodległa ojczyzna, gdzie na zewnątrz istnieją urzędy, a ludzie tu mieszkający mają w głębokim poważeniu jej przyszłość i pozbawieni są myślenia kategoriami narodowymi?

Wniosek z tego płynie taki, że Polska jest tam, gdzie istnieje świadomy obywatelsko i silny naród. Urzędy to tylko zbyteczne atrapy pozorowanej polskości, fasady, które na domiar złego stały się usankcjonowaniem opresji, wyzysku i grabieży, i które na dodatek nigdy, jak pokazuje historia, nie stanowiły o sile naszej wspólnoty, nie potrafiły nam zapewnić bezpieczeństwa przed najazdem zewnętrznym, stworzyć odpowiednie warunki rozwoju i przyczynić się do wzrostu naszego potencjału.

Dlatego państwo nie jest najlepszą formą organizacji życia narodowego. Celem społeczeństwa, obywateli jest stopniowe przejmowanie jego kompetencji w ramach oddolnych grup obywatelskich, działających na wielu płaszczyznach. One nie powinny dążyć do likwidacji państwa w sersie formalnym. One powinny stopniowo przejmować uprawnienia urzędów i wyrywać im wcześniej odebraną wolność, gdyż tylko silny, zamożny i zorganizowany naród będzie potrafił lepiej zabezpieczyć się przed ewentualnym zajazdem zewnętrznym.

W społeczeństwie obywatelskim niech to państwo nawet sobie istnieje na papierze. Ono i tak jest dzisiaj teraz tylko makietą na zewnątrz, z tą zasadniczą różnicą, że do wewnątrz stanowi odmianę systemu represyjnego, któremu może położyć kres jedynie społeczeństwo zorganizowane. Jeśli obywatele sami wezmą sprawy w swoje ręce, jeśli wywalczą sobie wolność, którą państwo dusi fiskalizmem i przepisami, słowem: swoim istnieniem, to każdy nasz sąsiad czy każde państwo sąsiednie, będzie się z nami liczyło, bo siłę i moc ojczyzny nie budują urzędnicy, a leży ona w zorganizowanym i świadomym swoich obowiązków narodzie. A ten nie ma prawa współistnieć w ramach instytucji, która go okrada i ogranicza.

„Walczymy o życie, w którym nam zawadza władza” lub jak śpiewał śp. Przemysław Gintrowski: „Ten królewski gród udaje tylko moc. A ten katedry dzwon, tętniący jego ton, jedynie głupców mami, że się rządzimy sami. A ja o Polsce marzę, co nie jest tylko witrażem, i nie komedią na scenie, ale spełnieniem. Niechże się taka stanie, co by nie była udaniem, i szyldem tylko nie była, lecz żeby żyła”. 

Ł: Mówisz, że urzędnicy, policjanci to kasty uprzywilejowane. Kto pełniłby ich funkcje w Waszej wizji narodu?

Ludzie. Po swojemu i tak, jak sami zadecydują, w obrębie wspólnot i dobrowolnych zrzeszeń, w oparciu o uwzględnione w wolnych demokratycznych wyborach zasady współżycia społecznego. W ramach wspólnot, w których dominuje solidarna współpraca i kooperatywa, odpowiedzialność za drugiego człowieka, a nie tylko chęć zysku i pomnażania swoich bogactw za wszelką cenę, gdzie dominuje wskaźnik zysku, bez oglądania się na życie całego narodu, jak to obecnie ma miejsce.

Zwróćmy uwagę, na jakim micie obecnie funkcjonują instytucje państwowe. Jest to mit tzw. umowy społecznej, wedle której to my sami pozbyliśmy się dobrowolnie swoich prerogatyw wolności w decydowaniu o sobie na rzecz struktury, która te wolności ma rzekomo bronić i pielęgnować dla wspólnego dobra.

I tak, rodzimy się w państwie, dorastamy w nim i wydaje nam się, że ono było od zawsze, że tak jest skonstruowany świat, że to prawda obiektywna, z którą nie można dyskutować, podważać jej. Dlatego tak ciężko jest porzucić dzisiaj myśl, że są też inne formy organizacji życia społecznego poza państwem. Dlatego tak wielu patriotom tak ciężko jest wyobrazić sobie, że wspólnota narodowa może przetrwać, żyć i rozwijać się w niepaństwowych organizacjach życia zbiorowego. Co więcej, wielu patriotów utożsamia to państwo z ideą polskości, co zresztą samo państwo umie umiejętnie i skrzętnie wykorzystać, gdy na przykład lansuje patriotyzm, jako skrupulatne wywiązywanie się ze swoich obowiązków (haraczów) podatkowych. 

Ta karmiąca się mitami wiara w państwo i w to, że bez niego wspólnota upadnie sięga już tak dlatego, że ludzie, którzy ją wyznają, nie biorą pod uwagę nawet podstawowych informacji z naszej historii. Spotkałem się na przykład z opinią, że bez państwowej szkoły nie będzie kształcenia w duchu polskości i przestaniemy istnieć jako naród. Pomijając już kwestie związane z tym, na ile współczesna zbieranina zwana Polakami jest narodem, a na ile była nim we wspomnianym przeze mnie okresie rozbiorów, kiedy nie było tego państwa, a także ile dzisiaj osób oddałoby swoje życie za ojczyznę, a ilu wówczas było gotowych do takich poświęceń, warto zauważyć, że poczucie polskości istniało na długo przed powstaniem pierwszych szkół, które znalazły się pod kuratelą państwa, kiedy jeszcze prym wiodły inicjatywy, nazwijmy je: prywatnymi. 

Tyle mity. A jak wygląda rzeczywistość? Państwo jest strukturą sankcjonującą prawnie, a więc wedle państwowców, także moralnie, podtrzymywanie takich stosunków w społeczeństwie, gdzie do normalnego zachowania zalicza się wyzysk finansowy większości, narodu przez drobną mniejszość – państwowców, instytucjonalistów. Zwolennicy państwa tylko im w tym pomagają i legitymizują ten system.

Urzędnicy w wydaniu współczesnym to funkcjonariusze państwowi, swoją pracą wysługujący się państwu w jego planach podporządkowywania sobie narodu i ograbiania go z pracy. Jako grupa uprzywilejowana powinni przestać istnieć, a decyzje kształtujące nowe stosunki społeczne, wykluczające podejmowanie ich z pozycji grup uprzywilejowanych, należą do wszystkich ludzi zainteresowanych danym zagadnieniem, wcześniej kreowanym autorytarnie przez antyspołeczną machinę urzędniczą, w nowych realiach – podejmowanych w oparciu o zasady demokracji uczestniczącej w działaniu. Dla ludzi i przez ludzi, tak aby to oni sami mieli głos w swoich sprawach.

Podstawowym celem istnienia policji w wydaniu współczesnym, kolejnej uprzywilejowanej grupy przez państwo, posiadającej monopol na stosowanie przemocy, nie jest bynajmniej utrzymywanie porządku publicznego, ale ochrona interesów grup uprzywilejowanych, które aktualnie przewodzą państwem, i które tworzą jego zręby. W zasadzie pomiędzy urzędnikami a policją istnieje ścisła współpraca, wynikająca z takiego a nie innego modelu funkcjonowania machiny państwowej. Urzędnicy ściągają z nas haracz, policja im w tym pomaga. Jeśli znajdzie się jakiś niepokorny, który chciałby zachować swój majątek przed pazernością grup uprzywilejowanych, zostanie przywołany do porządku pałkami, paralizatorami czy jakąkolwiek inną bronią. Następnie trafi przed oblicze sądu i do więzienia. Czasami nawet od razu do więzienia, bez jakichkolwiek obciążających go (obciążających w rozumieniu państwowego wyzyskiwacza) dowodów.

Problem policji podtrzymującej niewolnictwo narodu znika z chwilą likwidacji instytucji państwowych, i jestem w stu procentach przekonany, że gdyby to nastąpiło, ludzie potrafiliby zawiązać między sobą prawdziwą umowę społeczną w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, gdyż po prostu nikomu nie opłacałoby się dopuścić do sytuacji, w której zapanowałby niekorzystny dla życia chaos.

Sprowadzając ten wątek już do bardziej praktycznego wymiaru. Czy byłyby to milicje obywatelskie, patrole sąsiedzkie o wysokim współczynniku zmienności personalnej, tak aby praca ta nie stała się domeną osób, które zaczęłyby po pewnym czasie same tworzyć grupy uprzywilejowane? Wszystko pozostaje w gestii samego społeczeństwa. 

Weźmy chociażby za przykład to, co obecnie rozgrywa się w Meksyku. Potwierdzeniem tego, że sami ludzie nie pozwolą na powstanie chaosu i nieporządku, kiedy zabraknie rzekomo niezastąpionych instytucji państwowych, są wydarzenia związane z działalnością tzw. straży obywatelskich, które zwalczają uciążliwe dla Meksykanów kartele narkotykowe. Co więcej, robią to także w połączeniu z rozbrajaniem i karaniem tamtejszych policjantów, zmagając się nawet z meksykańską armią.

I nie robią tego dlatego, że wzorem instytucji mafijnych, takich jak złodziejskie państwo i złodziejskie kartele narkotykowe, chcą przejąć kontrolę na danym terenie w celu ustanowienia tam swojej władzy i z zamiarem czerpania z tego korzyści majątkowych. Robią to na samą prośbę zwykłych mieszkańców, na co dzień dręczonych przez narkotykowych bandytów, mieszkańców, którzy nie mogą liczyć na instytucje państwowe, często będące w komitywie z wielkim narkotykowym biznesem. Na marginesie – to kolejny przykład na systemową współzależność władzy od biznesu, w tym przypadku o wyjątkowo bandyckim zabarwieniu.

Tak, jako społeczeństwo mamy swój interes w rozbrojeniu systemu legalnej mafii państwowej, urzędniczej i policyjnej, a w jego miejsce ustanowienie takich relacji społecznych, które będą oparte nie na chęci utrzymania władzy przez jakąkolwiek grupę społeczną, polityczną, wyznaniową itp., ale na zachowaniu porządku i ładu społecznego w imię wspólnie pojętego dobra publicznego.  Tymczasem każda władza wprowadza wyzysk jednych wobec drugich i sama przez się stwarza warunki do wyzyskiwania szerokich mas społeczeństwa, narodu przez wąskie grono dobrze usytuowanych państwowców.

Czy przykład z meksykańską strażą obywatelską jest najlepszym przykładem na aktywność obywatelską w omawianym tu zagadnieniu? Pewnie znalazłyby się lepsze, ale pokazuje on wyraźnie, że oddolna organizacja życia narodowego w imię zachowania porządku publicznego jest możliwa i nie potrzeba nam do tego tworzenia żerujących na nas instytucji biurokratycznych, zajmujących się rzekomo naszym bezpieczeństwem, a w rzeczywistości trzymających nas w ryzach, tak aby zapewnić całej tej złodziejskiej machinie państwowej niczym nie zakłócony przepływ gotówki z naszych portfeli do kasy urzędniczych klas uprzywilejowanych.  

Co jeszcze może skłaniać do opinii, że ludzie sami, we własnym zakresie mogą regulować kwestie związane z określaniem zasad współżycia narodowego?  Przede wszystkim obserwacja współczesnych nam zachowań społecznych. Okazuje się, że wiele dziedzin naszego życia codziennego z zakresu zachowania porządku i bezpieczeństwa już teraz regulujemy przy niewielkim procencie zaangażowania państwa. Ta teza wydaje się banalna, ale stanowi znakomity punkt wyjścia do szerszej dyskusji na temat kontroli społecznej bez państwa i życia w oparciu o własne regulacje, a nie narzucane pod groźba kary i wymuszane siłą, jak w więzieniu (a żyjemy w więzieni, choć wmawiają nam wolność), rozporządzenia.

Zaznaczę tylko tutaj to, co wyraził swego czasu Edwin H. Sutherland: „Nie groźba kary przewidzianej przez prawo, ale strach przed utratą statusu w grupie pełni skutecznie odstraszającą rolę... Niezależnie od oficjalnych metod radzenia sobie z przestępcami, powinniśmy utrzymać metodę kontroli przez nacisk grupy” (Principles of Criminology, 374). Czyli, jeśli nie popełniamy dzisiaj na masową skalę przestępstw, takich jak na przykład kradzież czy jazda na czerwonym świetle itp., to nie w obawie przed konsekwencjami prawnymi, ale z prostszych przyczyn – po prostu tego nie chcemy, mając na względzie swoje przyzwyczajenia, zasady moralne, opinię otoczenia, grupy, która sama wytwarza tutaj zasady współżycia i postępowania.    

I m.in. dlatego jestem głęboko przekonany, że istnieje życie bez państwa, i że ludzie są zdolni do tego, aby samemu organizować je „od dołu do góry”, ostatecznie eliminując w określaniu jego zasad, tego pośrednika i pasożyta w jednym, jaki działa dziś pod postacią instytucji państwowych. 

Pojawia się tylko problem, jak wyleczyć grom społeczeństwa z syndromu sztokholmskiego, który wymusza myślenie kategoriami podporządkowania się władzy państwowej i blokuje wolną myśl, że państwo nie jest jedynym pomysłem na funkcjonowanie narodu, że ten naród może organizować sobie życie na wiele innych sposobów, do tego o wiele bardziej wolnościowych? No właśnie, jak pobudzić ludzi do wolności? Mówiąc inaczej: jak ich zaktywizować do tego stopnia, żeby już więcej ich bierność nie zachęcała do tej aktywności wszelkiego rodzaju cwaniaczków partyjnych, urzędniczych i państwowych, potrafiących jedynie pasożytować na narodzie.

Wszystko to sprowadza się do określenia wspólnej kwestii: jak powstrzymać lub wyhamować proces rozrostu kompetencji urzędniczych w warunkach bierności obywatelskiej, co ostatecznie będzie skutkowało jakąś tam odmianą państwa totalitarnego? A państwo samo w sobie jest taką właśnie instytucją, która rozrost swoich kompetencji, posiada wpisane w sens swojego istnienia.

Ł: Nie znalazłem w sieci informacji o sponarchizmie. Czy to Wy jesteście twórcami tej idei i terminu?

Tak, w warstwie terminologicznej określenie sponarchizm zostało stworzone przez nas. Skłoniło nas ku temu wiele powodów. Do tych najważniejszych zaliczyłbym chęć odróżnienia się w warstwie ideologicznej od środowiska stricte nacjonalistycznego, gdyż jak sam dostrzegasz, idea narodowa jest tylko częścią składową, a nie czynnikiem dominującym w naszym przekazie, na który składa się jeszcze idea bezpaństwowej organizacji życia narodowego w oparciu o zaktywizowane społeczeństwo.

Poza tym sama nazwa, nowy termin, i co się z tym wiąże – odejście od nazwy właściwej dla hierarchicznych grup politycznych, w naszym przypadku Opcji Społeczno-Narodowej, powinny według nas nieść za sobą nową jakość w odbiorze naszego światopoglądu.

Chcemy w ten sposób lepiej uwidocznić autonomiczność naszego działania, co bardziej odpowiada naszym poglądom. Opcja była autonomiczna w swoim działaniu, ale nie każdy postronny obserwator był w stanie to zrozumieć, nawet w naszym własnym gronie, he, he.

Teraz są po prostu sponarchiści, a więc wysyłamy tutaj jasny przekaz na zewnątrz, dając tym samym świadectwo swoim poglądom – żadnej hierarchii, wodzostwa, liderowania, sztucznego podtrzymywania aktywności przez odgórny rozkaz. Liczy się aktywność, zaangażowanie i inicjatywa własna ludzi, którzy wypełniają swoje obowiązki z przekonania, a nie z nadania, dlatego, że sami chcą coś zmieniać, a nie dlatego, że muszą, bo tak im powiedziano. 

To świadectwo oddolnej organizacji życia społecznego w ramach aktywności obywatelskiej. Nasze czyny muszą być więc odbiciem naszych przekonań i vice versa. Tak więc sam termin sponarchizm służy nam za propagowanie mniej hierarchicznego podejścia w działalności społeczno-politycznej.

Chcemy dostarczać społeczeństwu, Polakom przykładów na to, że to właśnie w niezależnych formacjach, oddolnych niezależnych porozumieniach, trzeba szukać przyszłości. Chcemy, żeby Polacy odrzucili ten niewolniczy tok rozumowania i fałszywą wiarę we władzę, której uosobieniem na gruncie politycznym są dzisiaj partie systemowe.

Partyjne nazewnictwo skłania dziś ludzi do myślenia, że do życia potrzebne są jakieś sformalizowane organizacje odgórne z wodzami, liderami i przewodnikami. To z kolei potęguje w nich fałszywe przekonanie w słuszność relacji społecznych opartych na istnieniu grup uprzywilejowanych.

A stąd już prosta droga do ślepej apoteozy państwa, gdzie paradoksem możemy nazwać sytuację, gdy niewolnicy (społeczeństwo), choć często darzą nienawiścią przedstawicieli tego systemu (urzędników), nie negują istnienia samego państwa, z naszymi panami (urzędnikami) na czele, które przecież sankcjonuje oficjalną kradzież i ogranicza wolności tego społeczeństwa. 

Ł: Myślicie, że sponarchizm może porwać część anarchistów lewoskrętnych? Macie w ogóle jakieś plany rozwoju idei?

Anarchizm w Polsce posiada oblicze lewicowe w warstwie obyczajowej ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlatego są małe szanse, że przyciągniemy ludzi, którzy zamiast skupiać swoje wysiłki na walce z wyzyskiem państwowym i korporacyjnym, wspierają psychiczny terror różnego rodzaju grup mniejszościowych, nie zważając na demokratyczną opinię większości.

Nie jestem również przekonany o szczerej chęci tychże środowisk w podejmowanych przez nie staraniach o zastąpienie państwa bardziej wolnościowymi i demokratycznymi formami organizacji społecznych. Świadczą o tym inicjatywy lewicowych anarchistów na rzecz utrzymania bądź zwiększenia aktywności państwa na gruncie socjalnym. To w prostej linii prowadzi do zwiększania kompetencji urzędników, a także wzrostu obciążeń finansowych Polaków.

My z kolei chcielibyśmy ograniczać rolę państw, a przez to pozostawić prawo do decydowania ludziom, łącznie z pozostawieniem w ich kieszeniach pieniędzy, jakie pod postacią coraz to większych podatków musimy uiszczać na rzecz państwowej pasożytniczej i niewydolnej biurokracji. Wychodzimy bowiem z bardziej wolnościowego założenia, że to nie państwo, a sami obywatele wiedzą najlepiej, jak wykorzystać swoje pieniądze, i że zrobią to w produktywny sposób. Bo wbrew państwowej propagandzie, bełkoczącej coś o „niezastępowalności odgórnego regulatora życia”, ludzie mogą sobie to życie organizować sami. 

Poza tym współczesne lewicowe środowisko anarchistyczne w Polsce, choć w warstwie hasłowej rzekomo antyglobalistyczne, bagatelizuje, a nawet stara się zwalczać wszelkie oddolne ruchy oporu przeciwko systemowi, które bazują na tożsamości etnicznej i kulturowej. Mowa o atakowaniu postaw przywiązania do swojej ojczyzny i otwartym wspieraniu zjawiska multikulturalizmu, który jest odmianą ogólnych procesów globalistycznych i unifikacyjnych na gruncie społecznym.

Ludzie ci, potrafią tak dużo mówić o różnorodności, a w rzeczywistości starają się ją zniszczyć, gdy postulują ustanowienie społeczeństwa wymieszanego pod względem etnicznym i kulturowym, do czego niechybnie prowadzi multikulturalizm.

Co ciekawe, nawet jeden z ojców myśli anarchistycznej, zresztą bardzo przychylny Polakom, Michał Bakunin, dostrzegał rolę organizowania się ludzi przeciwko uciskowi w oparciu o swoje odczucia narodowe. W swojej pracy „Do Polski, Rosji, Słowian!” nadmieniał m.in.: Teraz staję przed wami, starzy i doświadczeni przyjaciele, towarzysze młodości, żyjący jedną ideą, jedną wolą i proszę was: przyjmijcie mnie w wasze grono, niech mi będzie wolno między wami i z wami złożyć resztę życia w walce za rosyjską wolność, za polską swobodę i niezawisłość wszystkich Słowian. (...) Dla każdego człowieka rzeczywistym polem działania jest ojczyzna (...). Wymagam tylko, aby każdemu narodowi, każdemu wielkiemu, czy małemu plemieniu, pozostawiono całkowitą swobodę postępowania. (Michał Bakunin, „Do Polski, Rosji, Słowian!”, Wydanie I, Warszawa 2007).  

Słowa Bakunina pokazują, jak lewicowość w wydaniu współczesnego ruchu anarchistycznego, oddaliła jego wyznawców od pierwowzoru, i jak wypaczyła podstawowy sens przesłania samego anarchizmu.   

Biorąc to wszystko pod uwagę, należy raczej przypuszczać, że niewielu się znajdzie pośród lewoskrętnych anarchistów, których sponarchizm przeciągnie na swoją stronę. Musiałoby się to bowiem wiązać z odrzuceniem tego lewicowego balastu, jaki charakteryzuje dzisiejsze środowisko anarchistyczne w Polsce. Ale kto wie? A może sponarchizm okaże się swego rodzaju „spoiwem” łączącym z natury przeciwstawne sobie środowiska we wspólnej walce przeciwko uciskowi?    

Co do planów na rozwój idei. Nastawiamy się w nich na aktywność społeczną, bo nic lepiej nie służy promocji pewnych przekonań, jak działanie w terenie, pośród społeczeństwa i dla ludzi.

Ł: Ok. To by było na tyle. Zobaczymy, czy Wasza idea zyska nowych zwolenników. Ostatnie słowo należy do Was.

Dziękujemy za rozmowę. Słowa solidarności z więźniami politycznymi systemu zarówno z tzw. lewa, jak i tzw. prawa.  


Geneza sponarchizmu, o demokracji bezpośredniej, stosunku Polaków do kapitalizmu (English Version). Odpowiedzi dla Woli Ludu.

Poniższe pytania sformułował dla nas przedstawiciel ruchu Wola Ludu. Tekst jest dostępny również w wersji angielskiej. Zachęcamy do zapoznania się z naszymi odpowiedziami. Z informacji dodatkowych – ideologię Woli Ludu zaprezentujemy Wam w papierowym wydaniu naszego pisma, nad którym obecnie pracujemy.

Proszę na początku opisać swoją ideologię. Na jakich zasadach się opiera? Jakie osoby publiczne, filozofowie, ideolodzy wpływają na grupę?

Nasza idea, którą przyjęliśmy określać mianem sponarchistycznej, w swym głównym przesłaniu wyraża się w chęci stopniowej likwidacji wszechwładzy urzędów administracji państwowej, przy jednoczesnym zastępowaniu ich kompetencji oddolną inicjatywą obywatelską, która najogólniej rzecz ujmując, powinna odwoływać się do zasad demokracji bezpośredniej i uczestniczącej w działaniu. Nie wyklucza to oczywiście funkcjonowania w obrębie danej wspólnoty społecznej czy szerzej – narodowej, wyspecjalizowanych w danej dziedzinie grup obywatelskich, jednakże ich aktywność nie opierałaby się, jak to obecnie ma miejsce w rzeczywistości państwowej – na odgórnym dyktacie i narzucaniu swojej autorytarnej woli całemu narodowi. Owe aktywne grupy obywatelskie, powstające samowolnie, a nawet tylko w celu realizacji określonych zadań społecznych, realizowałyby swoje cele w myśl zasady – „ludzie sami wiedzą lepiej czego potrzebują i zrobią wszystko, żeby osiągnąć porozumienie”.

Takie podejście w naszym mniemaniu wymuszałoby ciągłe podnoszenie kompetencji osób, które angażowałyby się na rzecz swojej lokalnej społeczności. Ich zasób wiedzy musiałby automatycznie wzrastać w stopniu wprost proporcjonalnym do skali trudności stawianych przed sobą zadań. Tak oto realizowałaby się w praktyce idea społeczeństwa obywatelskiego, obecnie tłumionego przez państwową machinę urzędniczą, w której interesie bynajmniej nie leży świadomy i aktywny obywatel, a raczej posłuszny i cichy płatnik podatków (haraczu). Z kolei wymiar kooperatywny tej społecznej i oddolnej działalności sprowadza się do wyeliminowania interesu grup uprzywilejowanych przez państwo, które to prowadzą swoją politykę ponad głowami narodów, często je ze sobą skłócając, byle tylko osiągnąć swoje partykularne interesy.

Tak, jesteśmy o tym święcie przekonani, że likwidacja państwa może przynieść wzrost świadomości, wiedzy i oddolnego zaangażowania ludzi, a co za tym idzie – przyczynić się do uwolnienia całego pozytywnego potencjału, jaki drzemie w każdym człowieku. W końcu to państwa i ich klasy panujące antagonizują i podburzają do konfliktów, podczas gdy zwykli ludzie dążą do współpracy i zgodnej koegzystencji. Kiedy bowiem ludziom dać wybór pomiędzy zgodną współpracą a wyniszczającym konfliktem, natura ludzka podpowie, aby szukać opłacalnej dla wszystkich zgody. Niestety, ale owa zgoda i pokój nie leżą w interesie całej tej zbrodniczej maszynerii państwowej, przyjmującej jako credo swojego istnienia starą zasadę „dziel i rządź”. Gdy rządzisz – dzielisz ludzi, skłócając ich ze sobą, a więc generujesz korzystne tylko z twojego punktu widzenia konflikty. Odejście od zasady rządzenia w ujęciu grup uprzywilejowanych i przekierowanie kompetencji do szerokich mas społeczeństwa, to tak jak już zaznaczyliśmy – z jednej strony wzrost ich świadomości i wiedzy, z drugiej – budowanie fundamentów pod nowy lepszy świat, za pośrednictwem którego zyskujemy większą szanse na życie w zgodzie i pokoju.

Naturalnym dopełnieniem dla naszego systemu wartości, który nie akceptuje odgórnego dyktatu grup uprzywilejowanych, są wszelkiego rodzaju koncepcje społeczne, jakie postulują oddolną organizację życia zbiorowego danej społeczności. Stawiamy więc na wszelką aktywność społeczną, upatrując w niej jedynej szansy na organizowanie życia danego narodu w poszanowaniu prawa do wolności i samodecydowania o sobie. Stąd podnoszenie z naszej strony konieczności tworzenia nawet niewielkich grup obywatelskich, które mogłyby przybierać zarówno formę małych nieformalnych porozumień sąsiedzkich, jak i większych stowarzyszeń i kooperatyw, tworzonych w interesie danej społeczności. Zawiązywanie się tych aktywnych grup obywatelskich, co już zależy tylko i wyłącznie od woli samych ludzi i poziomu kultury demokratycznej, jaki sobą reprezentują, następowałoby niejako obok istniejących oficjalnych struktur państwowych, co w miarę postępującego wzrostu świadomości społeczeństwa obywatelskiego, poszerzałoby zakres ich wpływów i znaczenia. Mamy nadzieję, iż proces ten doprowadziłby w końcu do całkowitego ograniczenia prerogatyw państwa, przy jednoczesnym wypełnianiu powstałej luki przez inicjatywy społeczne.

Nasze zadanie, to przekonywanie ludzi do takiej właśnie aktywności, niejako na własnym przykładzie ukazując, że nawet w warunkach powszechnego wyzysku, narzucanych odgórnie ograniczeń czy ogólnie nieprzychylności wobec inicjatywy społecznej, można działać niezależnie, nawet w niewielkim zakresie, i zgodnie z własnymi przekonaniami. A co najważniejsze – można osiągać swoje cele, które mogą pokrywać się z interesem całego społeczeństwa, i że warto działać wspólnie, gdyż tylko działając razem można osiągnąć niepodważalnie więcej, niż gdybyśmy działali w stanie ogólnego rozproszenia interesów. Zadaniem naszym jest więc przekonywanie ludzi do brania odpowiedzialności za swoje życie poprzez poszukiwanie wspólnoty celów i zaangażowanie społeczne. Namawiamy tym samy do życia poza oficjalnymi strukturami i obranie własnej niezależnej drogi postępowania, która jako jedyna może zapewnić poszanowanie dla opinii społecznej, często skonfliktowanej z interesem biurokracji państwowej czy chciwą polityką korporacyjną. To zachęta do tworzenia takich porozumień tak w życiu codziennym, jak i w miejscu pracy, czy to pod postacią syndykatów, związków zawodowych lub kooperatyw. Dobór środków jest więc szeroki i powinien zależeć tylko i wyłącznie od uznania i zaangażowania strony społecznej.

Jak więc widać, opieramy naszą działalność na naturalnie wykształconych strukturach społecznych, co w szerszym wymiarze staramy się urzeczywistnić poprzez budowanie podobnej wspólnoty interesów na innych naturalnie powstałych strukturach, takich jak rodzina i wspólnota narodowa (wspólnota rodzin). Rodzina i naród to naturalne komórki społeczne, zespalające ludzi we wspólnoty dążące do normalizowania zasad życia. Uważamy, że występowanie przeciwko rodzinie i narodowi (na gruncie niszczenia właściwej tylko dla niego obyczajowości, niepowtarzalności kulturowej i etnicznej jedności) wprowadza niepotrzebny społecznie chaos.

Zespalając naszą myśl w jeden prosty przekaz: z interesów indywidualnych wyprowadzamy solidarność obywatelską w ramach aktywnych grup obywatelskich. Z solidarności obywatelskiej wyprowadzamy wspólnotę społeczną. Ze wspólnoty społecznej wyprowadzamy społeczno-narodową wspólnotę interesów.

Jednak nie zamykamy się ze swoimi poglądami w obrębie własnej wspólnoty, własnego społeczeństwa. Jeśli bowiem przyjąć, że to nie państwo a dobrowolne zrzeszenia ludzkie będą decydować o kierunkach swojej aktywności społecznej czy ekonomicznej, uznajemy za pewnik, iż porozumienia te przybiorą charakter międzynarodowy. Wierzymy, iż na dalszym etapie rozwoju niezależnych stowarzyszeń, powstałych już grup obywatelskich i kooperatyw danego narodu, nawiążą się bliższe relacje z podobnymi aktywami obywatelskimi innych narodów, budując między ludźmi i przedstawicielami tych narodów zgodność polegającą na dbaniu o wspólne interesy. Pomiędzy poszczególnymi narodami powinna więc wytworzyć się naturalnie powstała wspólnota interesów, dziś tak ciężka w realizacji i osiągnięciu po pierwsze – w wyniku aktywności zbrodniczych mechanizmów państwowych, podburzających do konfliktów, wskrzeszających demony szowinizmu, a po drugie – w wyniku prymatu obecnego systemu gospodarczego (każdy sobie wpiszę tutaj przyjęte przez siebie słowo na jego określenie). Optujemy więc za takimi stosunkami społecznymi, którym ton będą nadawać dobrowolnie powstałe wspólnoty obywatelskie, wypierające funkcjonujące obecnie struktury wyzysku materialnego i chęci gromadzenia majątku kosztem życia i zdrowia ludzi.

Jest jeszcze jeden ważny wyróżnik naszego podejścia do otaczającej nas rzeczywistości, a zakładający w myśl przesłania demokracji uczestniczącej i bezpośredniej pełną swobodę w określaniu zasad współżycia w obrębie danej grupy. Czyli dysponujemy pewnym katalogiem wartości, jak demokratyzacja społeczeństwa, brak liderowania, przekonania prospołeczne, tożsamościowe, narodowe i tradycjonalistyczne w sferze obyczajowej. Ale nie postulujemy jakiegoś konkretnego modelu ustrojowego, wedle którego powinno organizować się społeczeństwo, na przykład w oparciu o dany model życia gospodarczego i politycznego. Nie chcielibyśmy również narzucać swojego światopoglądu innym samodzielnie formułującym się grupom obywatelskim.

Szanujemy więc podział na rządzące się w oparciu o własne zasady grupy obywateli, licząc jednocześnie, że na drodze wewnętrznych wyborów same nie dopuszczą do niezdrowych społecznie zjawisk. Tak więc wedle naszej wizji społeczeństwa, każda z grup obywatelskich podejmuje świadome decyzje w oparciu o własny światopogląd, a relacje między tymi grupami powinny opierać się na współpracy i rezygnacji z narzucania swoich racji innym grupom. 

Nie można powiedzieć, aby nasz światopogląd posiadał silne oparcie w jakiejś konkretnej filozofii czy ideologii. Prawda jest taka, że czerpiemy z dorobku każdego, kto postulował w swojej twórczości potrzebę organizacji życia społecznego w oparciu o inicjatywy oddolne, kto potępiał bezduszność instytucjonalizmu biurokratycznego, jak i także cenimy sobie głosy podkreślające znaczenie zachowania wspólnoty etnicznej, jako wartości kulturowej i społecznej.

Jeśli już jednak mielibyśmy na siłę podać takowych myślicieli, to wydaje nam się uzasadnionym wspomnieć o kooperatyzmie Edwarda Abramowskiego i filozofii Wincentego Lutosławskiego. Swój wpływ na pewno wywarli na nas Piotr Kropotkin i Michał Bakunin. Tych dwóch ostatnich zapewne nie trzeba Wam przedstawiać. Edward Abramowski był polskim myślicielem politycznym, filozofem, psychologiem i socjologiem. Urodził się na Ukrainie. Postulował zakładanie spółdzielni i towarzystw pomocy wzajemnej, krytykując państwo za ucisk i tępienie ludzkiej indywidualności. Z kolei Wincenty Lutosławski był stryjem wybitnego kompozytora Witolda Lutosławskiego. Dla nas jego filozofia jest interesująca nie tylko dlatego, że podnosił on kwestię tworzenia niezależnych od państwa struktur, zrzeszeń bądź jak kto woli – organizacji obywatelskich, jakie miałyby powstawać w wyniku oddolnej pracy społecznej, prowadzącej do zacieśniania więzi narodowych.

Jego działalność jest dla nas dodatkowo atrakcyjna z tego też powodu, że nawoływał w niej do abstynencji od alkoholu i nikotyny, a także zachęcał do wstrzemięźliwości seksualnej i nieużywania przekleństw. Musimy bowiem dodać, że kwestie związane ze zdrowym trybem życia są bliskie naszemu światopoglądowi.

Jak długo działa grupa? W jakich miastach posiada swoich zwolenników?

Jesteśmy kontynuatorami działalności Opcji Społeczno-Narodowej, organizacji opartej na autonomicznych zasadach funkcjonowania, działającej od grudnia 2003 r., do 2011 występującej pod nazwą Opcja Socjalnarodowa. Obecnie odeszliśmy od organizacyjnego nazewnictwa, aby mocniej wyeksponować na zewnątrz ideę nieuhierarchizowanych grup obywatelskich. Nie będziemy może wymienić miejscowości, gdzie żyją pasywni lub mniej i bardziej aktywni sympatycy sponarchizmu, w niektórych przypadkach zaangażowani w działalność nie związaną bezpośrednio z naszą grupą, choć udzielający nam do pewnego stopnia swojego wsparcia. Natomiast wśród ośrodków odwołujących się w swojej działalności w sposób otwarty do sponarchizmu wymienilibyśmy Mielec, a także Warszawę.

Jakie są wasze relacje z innymi ruchami politycznymi? Czy macie sojuszników politycznych lub ideologicznych?

Jak już po części nadmieniliśmy, idea która nadaje ton naszej działalności, jest zjawiskiem nowym na polskim gruncie, dlatego ciężko na razie rozstrzygać o skali sympatii wśród potencjalnych sojuszników. To samo tyczy się prób określenia naszych relacji z innymi ruchami politycznymi. Jak dotąd prywatnie kilka osób wyraziło swoje poparcie dla naszego światopoglądu. Nie przerodziło się to jednak w poparcie, za którym idzie konkretna systematyczna działalność.

Za miarodajne źródło określania wspólnych relacji „ze światem zewnętrznym” muszą nam wystarczyć na chwilę obecną nasze relacje z osobami nigdzie niezrzeszonymi czy też środowiskami skupionymi wokół obywatelskich inicjatyw niepolitycznych. A te są bardzo poprawne, jeśli mieć chociażby tylko na względzie słowa poparcia od ludzi, których staramy się wspierać w ich działalności społecznej i charytatywnej.

Są to głównie zwoływane i organizowane ad hoc grupy obywateli, będących z różnych powodów skonfliktowanymi z lokalnymi władzami. Rzadziej są to środowiska o ukierunkowanych celach ideologicznych, choć zdarzyło nam się w przeszłości wspierać i takie grupy, co również spotkało się z gestami uznania z ich strony.

Warto nadmienić, iż sympatię z pozytywnymi efektami staramy się również budować nie tylko w ramach uczestnictwa w inicjatywach zewnętrznych, ale również wtedy, gdy staramy się wciągać postronne osoby w nasze własne inicjatywy. Dlatego tak wiele miejsca w naszej działalności poświęcamy sprawom społecznym, na przykład charytatywnym czy kulturowym i ekologicznym.

Inna sprawa, że należałoby określić nasze obecne relacje ze środowiskiem narodowym, gdyż mimo wszystko nasz rodowód ideologiczny posiada swoje podstawy w polskim patriotyzmie. Wydaje się, iż na tym gruncie owe relacje są po prostu nijakie, przez co rozumiemy bytowanie obok siebie na zasadach obojętności, przeplatane sporadycznymi przejawami obustronnej sympatii zamiennie ignorancji, ale raczej znowu w wymiarze bardziej indywidualnym, aniżeli organizacyjnym.

Nie rozwodząc się za długu nad tym wątkiem. Z naszej perspektywy wygląda to następująco: każda z grup politycznych o narodowym światopoglądzie tworzy swoje własne hermetyczne środowisko, w mniejszym stopniu oparte na jakiejś rozbudowanej ideologii społecznej, a bardziej bazujące na właściwej tylko dla tych grup symbolice, podstawowym przesłaniu idei narodowej, czyli tożsamości historycznej, oraz zwykłych kontaktach towarzyskich.

Z takimi grupami można zarówno układać sobie poprawne relacje, jak i odnosić się do siebie z obojętnością, a w jeszcze innych przypadkach nawet niechęcią. Ale to nic dziwnego, skoro o relacjach politycznych nie decydują względy taktyczno-ideologiczne, a raczej sympatie i antypatie o podłożu emocjonalno-środowiskowym.

Inna sytuacja występuje w przypadku określenia naszego położenia względem osób, które podają się za przedstawicieli ruchu anarchistycznego w Polsce. W teorii nasze relacje powinny być przynajmniej poprawne. W praktyce, biorąc pod uwagę wręcz obsesyjne uprzedzenie tutejszych deklaratywnych anarchistów do koncepcji tożsamościowych i patriotycznych, a także stosunek tego środowiska do innych kwestii natury społeczno-politycznej, nasze relacje mogą być raczej wrogie.

Choć, co ciekawe, odnotowaliśmy ostatnio pojedyncze przypadki zainteresowania sponarchizmem wśród przedstawicieli anarchizmu. Ale jak widzicie, dalej posiada to wymiar indywidualny, przez co nie idzie za tym nic trwalszego, skłaniającego do przypuszczeń, że możliwe będzie w przyszłości jakiekolwiek porozumienie międzyśrodowiskowe. 

Jaka jest Wasza opinia o Marszu Niepodległości w Warszawie? Czy bierzecie w nim udział?

Marsz Niepodległości skupia w sobie szerokie spektrum społeczeństwa polskiego, plus oczywiście delegacje z innych krajów europejskich. Są to przedstawiciele różnych środowisk społeczno-politycznych, reprezentanci wielu zawodów, profesji, studenci, środowiska kombatanckie, a nawet rodziny z dziećmi. W tym gronie dość pokaźną grupę społeczną stanowią reprezentanci grup kibicowskich z całego kraju i co oczywiste – grupy o charakterze patriotycznym i nacjonalistycznym, od których tak naprawdę cała ta inicjatywa wyszła. Nie zmienia to jednak faktu, że zdecydowanie przeważają ludzie, których po prostu nazwalibyśmy „zwykłymi obywatelami”. Środowiska osób „zrzeszonych” stanowią tylko margines wszystkich manifestantów.

Fakt, iż Marsz stał się miejscem jednoczącym wszystkie te środowiska, jest przez nas odbierane jako pozytywne zjawisko. Pokazuje to bowiem, że wielu ludzi jest zainteresowanych przyszłością swojej ojczyzny, a więc tym samym przyszłością własną i swoich rodzin. Trzeba mieć bowiem na względzie, że pewien zakres uczestników Marszu nie zbiera się wspólnie tego jednego dnia w celu tylko i wyłącznie zamanifestowania swojego patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny, choć jest to czynnik dominujący, ale dla wielu Marsz ten jest po prostu okazją do wyrażenia swojego niezadowolenia, czy to sytuacją społeczno-polityczną kraju, czy gdzie indziej skalą represyjności aparatu państwowego, czy też nienajlepszą osobistą sytuacją bytową. Takie postawy stanowią naturalne dopełnienie dla prawdziwego patriotyzmu, który nie oznacza tylko świętowania w duchu uwielbienia do ojczyzny i jej przeszłości, ale wyraża się również w chęci poprawy obecnych warunków życia, gdzie troska o przyszłość bierze górę nad konsumpcyjnym i kosmopolitycznym przeżywaniem teraźniejszości.

Tak, bierzemy udział w MN, ale uczestnictwo w nim nie wywołuje jakiejś szczególnej mobilizacji z naszej strony. Jak pisaliśmy po ubiegłorocznym MN: „Uważamy, że większość czasu należy poświęcać w ciągu roku przede wszystkim  na akcje społeczne, które realniej pobudzają społeczeństwo do włączania się w życie wspólnoty i czynnego zainteresowania sprawami naprawdę istotnymi, jak praca, zarobki, warunki materialne, przyszłość ekonomiczna kraju. (...) Manifestacje, głównie te o wydźwięku patriotycznym, powinny być tylko skromny dodatkiem, nie sensem działalności. Jakąś tam formą „odprężenia” po całorocznej aktywności społecznej”.

Warto mieć również na uwadze, że obok MN w Polsce odbywa się jeszcze kilka pomniejszych ulicznych inicjatyw związanych ze Świętem Niepodległości. Na przykład we Wrocławiu tego samego dnia odbywa się innym marsz, również organizowany przez środowiska narodowe, który regularnie gromadzi kilkaset osób.

Czy w Polsce istnieje potencjał rozprzestrzeniania się idei samorządności i demokracji bezpośredniej?

Ten potencjał wzrasta w miarę coraz większego rozgoryczenia w ocenie polityki parlamentarnej i urzędniczej. Powstają oddolne inicjatywy obywatelskie, często zwoływane w celu realizacji tylko regionalnych, wręcz osiedlowych zadań, jak na przykład ochrona terenów zieleni, walka o przestrzeń miejską z deweloperami i wspierającymi ich urzędnikami, zabieganie o czystość swojego miejsca zamieszkania itp.

Swojego urzeczywistnienia, choć tylko w marginalnym zakresie i pod naporem organizacji niezależnych, doczekała się idea budżetów partycypacyjnych, które dają mieszkańcom niektórych tylko miast możliwość decydowania o wydatkowaniu pewnej sumy pieniędzy z budżetów miejskich. To naprawdę niewiele, ale zawsze coś. Mamy nadzieję, że władza będzie szła tutaj na większe ustępstwa, ale do tego przydałby się jeszcze większy napór społeczny i wzrost społecznego zaangażowania. Tego ostatniego na razie nie widać na horyzoncie. 

Wzrost znaczenia idei samorządności i postaw demokratycznych mógłby sugerować start w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego partii o nazwie Demokracja Bezpośrednia. Jest to jednak nikomu szerzej nieznane środowisko, które nie może liczyć na znaczące poparcie upartyjnionego i biernego społeczeństwa.

Niestety, ale Polacy nie posiadają silnej tradycji demokratycznej, rządzenia się we własnym zakresie i bez przedstawicieli. Gdyby taka tradycja istniała, wiązałaby ich bardziej z miejscem swojego zamieszkania (na przykład miastem), a nie jak to obecnie dominuje w naszej świadomości – z przedstawicielami uprzywilejowanej kasty.

Profesor Bronisław Łagowski dowodzi, że post-szlacheckie elity dokonały na Polakach „przemocy strukturalnej”, zmuszając nas do identyfikacji z własną – stanową – historią. To by tłumaczyło, dlaczego tak słabo rozwijają się u nas inicjatywy oddolne, które dążyłyby do podejmowania decyzji bez ingerencji urzędniczej „góry”, i dlaczego tak wielu Polaków przejawia wiernopoddańcze skłonności wobec państwa i jego instytucji władzy.

Dodajmy do tego, że po 1989 r. w Polsce funkcjonuje system działający na niekorzyść wszelkiej obywatelskiej samorządności. Nazywa się on demokracją przedstawicielską (czytaj: partyjną). Zneutralizował on oddolną aktywność obywatelską, i jak wielu badaczy tematu wskazuje – nabrał cech paternalistycznych, a więc takich, gdzie to ci „na górze” zawsze wiedzą lepiej, co jest dobre dla tych na „dole”. W Polsce, szczególnie wśród elit partyjnych i urzędniczych, wciąż dominuje przeświadczenie, że społeczeństwo obywatelskie jest zagrożeniem.   

Wydaje się więc, że na chwilę obecną państwo nie musi zbytnio martwić się aktywnością obywatelską, która zmierzałaby do stopniowego przejmowania kompetencji urzędniczych i składania ich na ręce aktywnych grup obywatelskich. Społeczeństwo polskie jest wyjątkowo bierne obywatelsko, a dodatkowo otwarcie rynku pracy na Zachodzie i masowy exodus tych najbardziej mobilnych i niezadowolonych z sytuacji w Polsce sprawia, że dysponując tak skutecznym wentylem bezpieczeństwa, władza może spać spokojnie. Przynajmniej na razie. 

Czy wśród Polaków wzrasta niezadowolenie z systemu kapitalistycznego?

Polacy raczej nie ujmują w swojej ocenie obecnych warunków społeczno-ekonomicznych konkretnej ideologii, a jeśli już krytykują, to swoją uwagę skupiają na rządzących oraz systemie jako całości. W swoich ocenach uogólniają, a o kapitalizmie, jako pewnej koncepcji, która realizuje się w ich otoczeniu, mają raczej mgliste pojęcie. Ulęgają za to stereotypowym sloganom, kreowanym głównie przez ośrodki medialne i budowanym na historycznej negacji okresu państwowego socjalizmu (okres do ’89 r.), głoszącym wyższość mitycznego kapitalizmu nad jakąkolwiek formą ustroju gospodarczego.

Ale jeszcze raz należy podkreślić, że brak tu głębszej analizy i zwykłej orientacji w podstawowych niuansach natury ideologicznej. A ponieważ wpływ konkretnych prądów ideologicznych na jakość życia w Polsce jest nieuchwytny dla przeciętnego obywatela, stąd intuicyjne, skądinąd słuszne, obarczanie odpowiedzialnością za negatywne zjawiska natury ekonomiczno-społecznej klasy panującej, która stworzyła podwaliny systemu zwanego niekiedy „kapitalizmem państwowym” lub „kapitalizmem kolesi”. Jest to ustrój, w którym najwięcej do powiedzenia mają faworyzowane przez władze grupy biznesowe i korporacje, podczas gdy zwykłych obywateli poddaje się rujnującemu ich uciskowi prawno-fiskalnemu.

Obok ludzi, których omawiane tu kwestie nie interesują w zupełności, jest jeszcze kategoria osób odnosząca się z nostalgią do minionego ustroju, czyli okresu tzw. Polski Rzeczpospolitej Ludowej. Pomijając jawnych beneficjentów ówczesnego systemu, są to osoby, które krytykę wobec zastanych realiów, wyrażają słowami w rodzaju: „przynajmniej wtedy każdy miał pracę”. Trudno powiedzieć, na ile są to poglądy dominujące w społeczeństwie polskim. W naszym odczuciu nie są one jednak podparte rzeczową dogłębna analizą, a wyrażają raczej pewne rozgoryczenie, powodowane ciągłym zmaganiem się z warunkami życia w Polsce.

Do grup społecznych, które otwarcie poddają krytyce neoliberalne standardy ustrojowe, zaliczylibyśmy przedstawicielstwo związków zawodowych, niewielkie środowiska intelektualne, skupione wokół swoich periodyków prasowych, margines lewicy pozaparlamentarnej i anarchistycznej, a także ruch nacjonalistyczny.

Wydaje się, że na chwilę obecną, to właśnie związki zawodowe, w tym największy z nich, a więc „Solidarność”, wywodzący swój rodowód z okresu walki z partyjną nomenklaturą, nadaje ton retoryce antykapitalistycznej. Dokładną tego ilustracją była uznana za największą po ’89 r. manifestacja antyrządowa, jaka przeszła ulicami Warszawy we wrześniu ubiegłego roku. Była ona punktem kulminacyjnym całotygodniowego programu wydarzeń organizowanych przez związki, a została poprzedzona spotkaniem pod polskim parlamentem, na którym zjawili się przedstawiciele środowisk nieprzychylnych poczynaniom obecnego rządu. Oprócz naszych aktywistów, byli tam obecni m.in. anarchosyndykaliści, a także szukający ostatnio poparcia przed wyborami do europarlamentu – członkowie Ruchu Narodowego, formacji powstałej na bazie porozumienia głównie Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego.

Główne ostrze krytyki ze strony związków zawodowych pod adresem rządu spada na zbytnią liberalizację prawa pracowniczego oraz stosowanie polityki cięć socjalnych. Środowisko nacjonalistyczne podkreśla z kolei konieczność oparcia życia społeczno-gospodarczego kraju na zasadach solidaryzmu społecznego. Z tym że, nie precyzuje ono dokładnie, w jaki sposób stosowanie owego solidaryzmu miałoby przebiegać w praktyce. Większość postulatów tego środowiska nie wykracza poza sferę antykapitalistycznego sloganowego krzykactwa, przy częstych przejawach bagatelizowania zgubnego wpływu państwa i jego funkcjonariuszy na jakość naszego życia.

Ażeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę można dodać, że są też osoby, które uważają, że to, z czym mamy obecnie do czynienia, i co dokładnie widać na przykładzie zbiurokratyzowanego państwa i struktur Unii Europejskiej, to nie jest żaden kapitalizm, a po prostu „socjalizm” (ewentualnie godzą się na określenie „kapitalizm państwowy” lub „kompradorski”). To elektorat, który może odegrać swoją rolę podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdy postara się on o dobry wynik partii sceptycznych w stosunku do Unii Europejskiej.

Please, at first, describe your ideology. On what principles it is based? What public figures, philosophers, ideologists are influenced on your group?

Our idea, which we describe as sponarchist, in its main message manifests itself as the will to gradually liquidate the omnipotence of state administration, at the same time replacing their competences with grass-roots civil initiative, which, generally speaking, should refer to the principles of direct participatory democracy. Of course, this does not exclude the functioning within a given social, or - more widely – nationalist community, civil groups specialised in a given field, however, their activity wouldn't be based on the top-down diktat and the enforcement of the authoritarian will on the entire nation, as it is happening now in reality. These active civil groups, which come to life wilfully, and sometimes only for the accomplishment of specified social tasks, would accomplish their goals in accordance with the following principle – “people know better what they need, and will do anything to reach an agreement”.

In our opinion this approach would enforce a constant increase of the competences of people who would engage in actions for the benefit of their local communities. Their knowledge would automatically have to grow in direct proportion to the scale of difficulty of the tasks they face. So, this is how the idea of civil society would be put into practice, which is now suppressed by the state clerical machine, whose interest is by no means in an aware and active citizen, but in an obedient and quiet payer of taxes (tribute). On the other hand, the cooperative dimension of this social grass-roots activity comes down to the elimination of the interest of groups privileged by the state, who conduct their policy over the heads of nations, often setting them at variance only to achieve their particularistic interests.

Yes, we strongly believe that the liquidation of state can bring about the increase of awareness, knowledge, and grass-roots involvement of people, and as a result can contribute to the release of the entire positive potential which lies within every person. After all, these are states and their ruling classes who antagonise and incite conflicts, while ordinary people strive for cooperation and peaceful coexistence. For when people can choose between a peaceful cooperation and a destructive conflict, human nature tells them to seek for agreement, which is beneficial for all. Unfortunately, this harmony and peace are not in the interest of all this criminal state machinery, which has taken the old principle of “divide and conquer” as a credo for its existence. When you conquer, you divide people, setting them at variance, so you generate conflicts which are beneficial only from your viewpoint. Abandoning the rule of conquering from the perspective of privileged groups, and directing the competences to wide masses, results – as we have already mentioned – in the development of their awareness and knowledge on one hand, and in building the foundations of a new better world, through which we gain the opportunity to live in harmony and peace, on the other.

A natural complement to our system of values, which does not accept the top-down diktat of privileged groups, are all types of social concepts which call for the grass-roots organisation of the collective life of a given community. Therefore, we count on any social activity, perceiving it as the only chance to organise the life of a given nation with respect for the right to freedom and to decide about self. That is why we emphasise the necessity to create even small civil groups which could assume the form of small informal neighbourly agreements, as well as bigger associations and cooperatives, created for the benefit of a given community. The setting up of these active civil groups, which depends solely and exclusively on the will of people and the level of democratic culture that they represent, would take place, as it were, next to the existing official state structures, which would extend their influence and significance as the  awareness of the civil society increases. We hope that this process would eventually lead to the total limitation of the prerogatives of the state, while the created gap would be simultaneously filled by social initiatives.

Our task is to convince people to take up such activities, demonstrating on our example that even in the conditions of universal exploitation, top-down restrictions, or general disapproval for social initiatives, one can act independently, even on a small scale, and in harmony with own opinions. And what is the most important – one can achieve one's goals, which can coincide with the interest of the entire society, and it is worth to act together, because only through cooperation we can achieve much more than we could if we acted for dispersed interests. Therefore, our task is to convince people to assume responsibility for their own lives through searching for the community of interests and social involvement. Thus, we persuade people to live outside official structures and to find their own independent way of conduct, which could be the only way to ensure respect for social opinion, which is often in conflict with the interest of social bureaucracy or greedy corporate policy. This is an incentive to create such agreements both in everyday life and in the workplace, either in the form of syndicators, trade unions, or cooperatives. The choice of means is wide and should depend only and exclusively on the recognition and involvement of the society.  

As you can see, our activity is based on naturally formed social structures, which we are trying to carry out on a wider scale through building a similar community of interests on other naturally formed structures, such as a family and a nationalist union (community of families). A family and nation are natural social units, which hold people together into communities which aim to normalise the rules of life. We believe that acting against a family and nation (i.e. destroying their unique morals, cultural uniqueness, and ethnic unity) introduces socially unnecessary chaos.

Combining our thoughts in one simple idea: out of individual interests we derive civil solidarity  within active civil groups. Out of civil solidarity we derive social community. Out of social community we derive a social and nationalist community of interests.

However, we do not close ourselves with our views within our own community, our society. If we assume that it is not the state, but voluntary associations who will decide about the directions of their social or economic activity, we take for granted that these agreements will take on an international character. We believe that at the later stage of development of independent associations, already formed civil groups and cooperatives of a given nation, closer relationships with similar civil activists of other nations will develop, which will create an agreement between the people and representatives of these nations, based on common interests. Therefore, between individual nations a natural community of interests should be created, which is so difficult to accomplish today, firstly because of the activity of criminal state mechanisms, which incite conflicts and resurrect the demons of chauvinism, and secondly as a result of the primacy of the present economic system (you can write here any word that you want to describe it). So, we opt for these social relationships whose tone shall be set by voluntarily formed civil communities, which drive away the presents structures of material exploitation and the will to amass wealth at the expense of people's lives and health.

There is one more important characteristic of our approach to the surrounding reality, which assumes full freedom in the determination of the rules of coexistence within a given group in accordance with the message of participatory and direct democracy. Therefore we have a certain catalogue of values at our disposal, values such as democratisation of the society, lack of leadership, pro-social, identity, nationalist and traditionalistic beliefs in the sphere of morality. But we do not call for same specific political system according to which the society should be organised, for example on the basis of a given model of economic or political life. Neither would we like to impose our world view on other independently formed civil groups.

We respect the division into groups of citizens which are governed by their own rules, but we also hope that they will not allow for socially unhealthy occurrences on the path of internal choices. According to our vision of society, each civil group makes conscious decisions based on their own world view, and the relations between these groups should be based on cooperation and resignation from imposing their arguments on other groups.

It cannot be said that our world view is strongly based on some specific philosophy or ideology. The truth is that we draw on the achievements of anybody who in their output called for the need of organisation of social life on the basis of grass-roots initiatives, who condemned the callousness of bureaucratic institutionalism, and we also value the voices which emphasize the significance of maintaining ethnic community as a cultural and social value.

However, if we were forced to name such thinkers, it would be justifiable to mention Edward Abramowski's cooperatism and Wincenty Lutosławski's philosophy. We are also influenced by Piotr Kropotkin and Michał Bakunin. We probably don't have to introduce these two to you.  Edward Abramowski was a Polish political thinker, philosopher, psychologist and sociologist. He was born in Ukraine. He called for setting up of cooperatives and friendly societies, he criticised the state for the oppression and persecution of individuality. Wincenty Lutosławski was an uncle of an outstanding composer Witold Lutosławski. For us, his philosophy is interesting not only because he raised the issue of the creation of civil structures, associations, or – if you prefer -  organisations independent from the state, which were to form as a result of grass-roots social work leading to tightening of nationalist bonds.

His activity is also attractive for us because he called for abstinence from alcohol and nicotine, and encouraged to maintain sexual abstinence and not to use swear words. We must add that health-related issues are close to our world view.

How long has your group? In what cities have your supporters?

We continue the activity of Opcja Społeczno-Narodowa (Social and Nationalist Option), an organisation based on autonomous principles, acting since December 2003, until 2011 under the name of Opcja Socjalnarodowa. At present, we have departed from organisational nomenclature to more strongly display the idea of not-hierarchized civil groups. We will not list the towns where passive or more and less active supporters of sponarchism live, in some cases involved in activities not directly related to our group, although supporting us to some extent. However, among the centres which refer openly to sponarchism in their activities we can name Mielec and Warsaw.

What is your relationships with other political movements? Do you have any political or ideological allies?

As we have partly mentioned, the idea which sets the tone for our activity is a new phenomenon in Poland, therefore it is difficult to decide about the scale of sympathies among potential allies. The same refers to the attempts to determine our relationship with other political movements. So far, a few persons have privately expressed their support for our world view. However, this has not turned into support followed by a concrete systematic activity.

At present, our relations with non-associated persons or circles concentrated around non-political civil initiatives have to act as a reliable source of the determination of the relations with “the outside world”. And these relations are appropriate if we take into consideration the words of support from people whom we are trying to support in their social and charity work.

These are mainly called in and organised ad hoc groups of citizens who are in conflict with local authorities for various reasons. More rarely, these are circles with specified ideological objectives, although in the past we supported such groups as well, which met with gestures of recognition from them.

It is worth to mention that we are successfully trying to build sympathies not only through participation in external initiatives, but also when we are trying to draw the outsiders into our own initiatives. That is why we devote so much of our activity to social issues, for example charity, cultural or ecological issues.

Another thing is that we should determine our present relationship with the nationalist circles, because after all, our ideological origin has its roots in Polish patriotism. It seems that on this ground this relationship is simply dull, by which we understand indifferent existence next to each other, occasionally alternated with signs of mutual liking or ignorance, but this takes place more in the individual dimension rather than the organisational one.

Not going on at length about this topic. From our perspective it looks like that: each political group with a nationalist world view creates their own hermetic environment, to a lesser extent based on some complicated social ideology, but more based on symbolism typical of these groups, basic message of the nationalist idea, that is historical identity, and normal social contact.

With such groups one can both have good relations, and be indifferent to one another, and in some cases manifest dislike for one another. But this is not strange if political relations do not depend on tactical and ideological reasons, but on sympathies and antipathies with emotional and environmental foundation.

A different situation takes place when we determine our position in relation to people who pass themselves off as representatives of the anarchist movement in Poland. In theory, our relations should be at least all right. In practice, taking into consideration the obsessive prejudice of local declarative anarchists against the concepts of identity and patriotism, and the relationship of this circle to other issues of social and political nature, our relations can be rather hostile. 

Although, what is interesting, we have recently taken note of individual cases of interest in sponarchism among the representatives of anarchism. But as you can see, it still has an individual form, therefore nothing more permanent follows, which would allow us to believe that in the future any agreement between the circles could be possible.

What is your opinion to the March of Independence in Warsaw?  Do you take part in it?

The March of Independence embraces a wide spectrum of Polish society, plus, of course, the delegations from other European countries. These are representatives of various social and political circles, representatives of many professions, students, veterans' circles, and even families with children. A large social group are representatives of football supporters' communities from all over the country, and – obviously – groups of patriotic and nationalist nature, from which the entire initiative actually originated. However, this does not change the fact that the majority are definitely people who can be simply called  “ordinary citizens”. The communities of “organised” people are only a margin of all the demonstrators.

The fact that the March has become a place that unites all these circles is believed by us to be a positive phenomenon. This shows that many people are interested in the future of their homeland, thus in their own future, and the future of their families. One must take into consideration that a certain range of participants of the March do not gather on this particular day for the sole purpose of manifesting their patriotism and attachment to their homeland, although it is a dominant factor. For many people the March is simply an opportunity to express their dissatisfaction with the social and political situation of the country, the scale of repression of the state apparatus, or poor living conditions. Such attitudes are a natural complement to true patriotism, which does not only mean celebrating in the spirit of admiration for their homeland and its past, but also the will to improve the present living conditions, where the concern for the future gets the better of the consumerist and cosmopolitan experience of the present.

Yes, we take part in the March of Independence, but the participation does not evoke any particular mobilisation on our part. Just like we wrote after last year's March: “We believe that most of the time during a year should be devoted first of all to social actions, which better stimulate the society to join the life of the community and to be actively interested in really important matters, such as work, salary, material conditions, the economic future of the country. (...) Demonstrations, mainly the ones with patriotic overtones, should be a modest addition, not the essence of activity. Some kind of “relaxation” after the entire year of social activity.”

It is also worth to take into consideration that in Poland, apart from the March of Independence, there are also some minor street initiatives connected with the Independence Day. For example, in Wrocław on the same day there is a march also organised by nationalist circles, which regularly attracts a few hundred people.

Whether in Poland, the potential for the spread of ideas of self-government and direct democracy?

This potential increases as the resentment in the assessment of parliamentary and clerical politics gets deeper. Grass-roots civil initiatives come to life, often summoned to carry out only the regional, even community tasks, such as the protection of green areas, the fight for public space with developers and clerks who support them, the efforts to keep the place of residence clean, etc.

The idea of participatory budgets, which give the inhabitants of some towns the possibility to decide how to spend some money from town budgets, was carried out, although only marginally and under the pressure of independent organisations. This is not really much, but it is something. We hope that the authority will make more concessions, but in order for this to happen a stronger pressure and greater commitment of the society are needed. The latter cannot be seen on the horizon yet.

Increased significance of the idea of self-governance and democratic attitudes could suggest that the party called Direct Democracy will take part in the nearest elections. However, it is a relatively unknown circle, which cannot count on significant support from the party-dependent and passive society.

Unfortunately, Polish people do not have a strong tradition of democracy and self-governance without representatives. If such a tradition existed, it would bind them more with their place of residence (e.g. town), and not with the representatives of the privileged caste, as it now dominates in our consciousness.

Professor Bronisław Łagowski proves that post-gentry elites committed “structural violence” on Polish people, forcing us to identify with their own – class – history. This would explain why grass-roots initiatives, which would aim to make decisions without the interference of “top officials”, are so poorly developed here, and why so many Polish people demonstrate subservient tendencies towards the state and the institution of authority.

We should add that since 1989 in Poland there has been a system acting to the disadvantage of any civil self-governance. It is called representative (read: party) democracy. It neutralised grass-roots civil activity and, as it is pointed out by many experts – assumed paternalist features, i.e. the ones “at the top” always know better what is good for the ones “at the bottom”. In Poland, especially among party and clerical elites, there is still a dominant conviction that civil society is a threat.

It seems that at present the state does not have to worry too much about civil activity which would aim at gradual taking over of clerical competences, and giving them to the hands of active civil groups. Polish society is exceptionally passive civil-wise, and in addition, the opening of Western labour market and mass exodus of the most mobile people and people dissatisfied with the situation in Poland allows the authority to sleep peacefully, because they have such an efficient safety valve. At least for now.

Аre there among the Polish people the dissatisfaction with the capitalist system?

Polish people do not include in their assessment the present social and economic conditions of a particular ideology, and if they criticise anything, they focus on those in power and the system as a whole. They generalise in their assessment, and they are rather hazy about capitalism as a certain concept which takes form around them. On the other hand, they give in to stereotypical slogans, created mainly by the media, and constructed on the basis of historical negation of the period of state socialism (up to ’89), which propagate the superiority of mythical capitalism over any other form of an economic system.

But it should be stressed once more that there are no deeper analysis and simple orientation in the basic nuances of ideological nature. And because the influence of particular ideological trends on the quality of life in Poland is intangible for an average citizen, hence the intuitive, otherwise justified, charging the ruling class, who laid foundations of the system called sometimes “state capitalism” or “crony capitalism”, with the responsibility for negative economic and social occurrences. State capitalism is a system where business groups and corporations favoured by the authorities have the most to say, while ordinary citizens are subject to devastating legal and fiscal oppression.

Apart from people who are not at all interested in the issues discussed here, there is a category of people who are nostalgic for the past system, i.e. the period of the so-called Polish People's Republic. Except for the obvious beneficiaries of that system, these are people who criticise the existing reality with words such as “at least everyone had a job then”. It is difficult to say to what extent these opinions dominate in Polish society. In our opinion they are not supported with a matter-of-fact, in-depth analysis, but they express certain resentment, caused by constant wrestling with the conditions of life in Poland.

In the social groups that openly criticise the neoliberal political standards we would include the representatives of trade unions, small intellectual circles clustered around their periodicals, the margin of the non-parliamentarian and anarchist Left, and the nationalist movement.

It seems that at present it is the trade unions, including the biggest one - “Solidarity”,  which originated in the period of fighting with party nomenklatura, that set the tone of the capitalist rhetoric. An accurate picture of that was the anti-government demonstration that went down the streets of Warsaw last September, which was considered the biggest demonstration after 1989. It was the culminating point of the weekly programme of events organised by trade unions, and was preceded by a meeting at the Polish parliament, with representatives of circles disapproving of the actions of the present government. Apart from our activists, there were also anarchosyndicalists, and members of the Nationalist Movement, a group based on the agreement of mainly Młodzież Wszechpolska and Obóz Narodowo-Radykalny, who have been recently seeking support before the election to the European Parliament.

The main edge of trade unions' criticism of the government falls on the excessive liberalisation of labour law, and the policy of social cutbacks. On the other hand, the nationalist circle emphasizes the necessity of basing the social and economic life of the country on the principles of social solidarity. However, it does not specify how this solidarity should be applied in practice. Most demands of this circle do not go beyond the sphere of anticapitalist slogan litigiousness, with frequent signs of underestimating the destructive influence of the government and government functionaries on the quality of our life.

To complicate matters even further, one can add that there are also people who think that what we are dealing with now, and what is clearly visible on the example of the bureaucratic state and structures of the European Union, is not capitalism at all, but simply “socialism” (they can agree to “state capitalism” or “comprador capitalism”). This is the electorate which can play their part during the election to the European Parliament in May, when they will try to achieve a good result for parties sceptical about the European Union.


kategorie: Artykuły,

Towarzysz PePeSza

2014-07-27 00:00:16
Z całym szacunkiem dla redakcji ale irytuje mnie jak ktoś pisze że to co mamy obecnie to "socjalizm"(przynajmniej daliście to w cudzysłów) i mieszanie socjalizmu z etatyzmem. Pisaliście przecież że obecnie anarchiści przeczą pierwotnej idei jaką reprezentował Bakunin. Podobnie jest z socjalizmem, przypominam że Edward Abramowski którym się inspirujecie był socjalistą(jak sam zaznaczał bezpaństwowym), nie był on w swoich podglądach odosobniony. polecam zapoznać się z terminem wolnościowy socjalizm(libertarian socialism) oraz wielu innych myslicieli jak np. Gustav Landauer, który brał udział w Bawarskiej Republice rad a jednocześnie przestrzegał przed bolszewizmem i był krytyczny wobec państwa ale nie wobec narodu który w przeciwieństwie do tego pierwszego był tworem organicznym. Nawet sam Marks twierdził że państwo powinno z czasem ulec rozkładowi a jego rolę miało przejąć społeczeństwo, choć poglądy jego spaczyli tkz. "Marksiści"(jako ciekawostkę powiem że Marks po przeczytaniu dzieł marksistów stwierdził że nie jest marksistą)i Bolszewików. Z polskich publikacji oprócz Abramowskiego polecam również Wiktora Altera http://lewicowo.pl/panstwo-wolnosciowe-czy-biurokratyczne/ Niestety obecnie na nacie panuje pogląd że socjalizm=etatyzm, co skrytykował nawet Kelthuz. PS. Prosiłbym nie równać również lewicowości z multi-kulti. Pozdrawiam redakcję i z góry dziękuję za odpowiedź.

Spoleczni.net

2014-07-29 00:00:09
...Tak, nie jest to żaden socjalizm, tak jak PRL nie był żadną kwintesencją komunizmu, a co najwyżej państwowego socjalizmu, zamiennie „nomenklaturyzmu”. Najlepszym określeniem na obecny stan rzeczy byłby właśnie etatyzm, ewentualnie kapitalizm państwowy. Tu się zgadzamy. Edward Abramowski inspiruje nas koncepcją bezpaństwowych struktur kooperatywnych, stanowiących alternatywę wobec kapitalizmu, gdzie dominuje jedynie zysk wąskich grup uprzywilejowanych, zawdzięczających swoja pozycję sile pieniądza i dobrym kontaktom z władzami państwowymi. Nie jest to miejsce, aby wgłębiać się w filozofię Marksa i analizować, na ile jego poglądy znajdowały pełne odzwierciedlenie w postępowaniu tzw. marksistów. Nie zmienia to faktu, że inspirowani tym człowiekiem osobnicy ustanawiali pod każdą szerokością geograficzną autokratyzm, socjalizm państwowy i dyktaturę partyjną. Nie przemawia do nas również wykładnia marksizmu w swej wersji podstawowej, czyli uniwersalny materializm, determinizm, który bagatelizuje takie czynniki, jak tożsamość czy też inne motywacje życia społecznego. Oczywiście, że promocja multi-kulti nie jest automatycznie przypisana do lewicy. Tak samo, jak propagowanie ruchów homoseksualnych itp. Rozumiemy to. Ale znowu nie zmienia to faktu, że środowiska określające się mianem lewicowych, w zdecydowanej mierze w Polsce, mocno akcentują swój multikulturowy i prohomoseksualny światopogląd. Ciekawie na tym tle jawią się wypowiedzi Jarosława Leontiewa, znawcy tematyki rosyjskiej („Inny Świat”, nr 1/41): ...prawica kilkakrotnie groziła zwolennikom „trzeciej drogi” z Wolnicy i stale stosowała wobec nich ostracyzm w Internecie. Z kolei koordynator „rosyjskich socjalistów”, Dmitrij Żygałow, znany w blogosferze ze swojego „Dziennika narodowego anarchisty” oraz strony „Nacjonaliści przeciwko Hitlerowi” – był kilkakrotnie napadnięty. O wiele bardziej skomplikowanie, niźli w schematycznych rozumowaniach, wszystko wygląda w praktyce. Na przykład wśród tych, którzy organizowali wiec ku czci Hercena w kwietniu 2012 r., jedna z osób wkrótce dołączyła do narodowo-socjalistycznej wspólnoty „Restrukt”, z kolei inna (Włodzimierz Akimenkow) została aresztowana w sprawie masowych zamieszek 6 maja. Obecnie siedzi na ławie oskarżonych wraz z anarchistami, a w swoich listach z aresztu deklaruje przejście na pozycje antypaństwowe i potępia nazistów. Wolnica rozpadła się na dwie grupy: narodowo-rewolucyjną „Wolę Ludu” i lewicową „Zorzę Wolności”, współpracującą z grupą anarchistyczną „Czarno-Czerwony Front”. (...) Oddzielna kolumna „Wolnicy” brała udział w przemarszu sił lewicowych 7 listopada 2012 r., a „rosyjscy socjaliści” pod własnym sztandarem uczestniczyli wcześniej w „czerwonym” marszu 7 listopada 2011 r. W tym roku 1 maja lewe skrzydło „Wolnicy” stanęło pod sztandarami czarno-czerwonego bloku. Obecnie również w środowisku antyfaszystów odbywają się podziały. Jeszcze w latach 2009-2010 uwidoczniła się tendencja na pojawienie się patriotycznego skrzydła w ruchu „Antifa”. Najpierw odbył się wiec „Rosjanie przeciwko faszyzmowi”, a później miał miejsce znany atak na budynek administracji miejskiej w Chimkach pod hasłem „Obronimy rosyjski las”. Wiosną 2012 r. aktywiści Wolnicy pomagali anarchistom i antyfaszystom przy obronie innego podmiejskiego parku leśnego w Żukowskim. Ostatnie podziały w ruchu anarchistycznym były związane z akcentowaniem swoich pseudo-idei przez zwolenników mniejszości seksualnych i feministek oraz narzucaniem dyktatu przez mniejszość. Podczas marszów 1 maja i 12 czerwca („Marsz przeciwko katom”) anarchiści z powodu tych kontrowersji szli dwiema alternatywnymi kolumnami. Jednak procesy dyferencjacji jeszcze się nie skończyły i trwają. To pokazuje, że nie można nikogo szufladkować, a na otaczającą nas rzeczywistość należy patrzeć z szerszej perspektywy. My staramy się to właśnie tak ujmować w swojej publicystyce.



Kwiecień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych