16 - 06 - 2014

„Państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”


Rzadko odnoszę się do rozstrzygnięć personalnych „na górze”, ale z bardzo prostej przyczyny. Politykierstwo to gra pozorów i aktorstwo, którego celem jest zwodzenie mało uświadomionej części społeczeństwa w celu pozyskania i podtrzymywania poparcia wyborczego. Czasem jednak poznajemy prawdziwe oblicze władzy, właśnie dzięki tajnym nagraniom. Na mnie jednak, tajne nagrania rozmów na szczytach władzy, nie robią większego wrażenia, właśnie dlatego, że jej charakter i cel istnienia jest mi bardzo dobrze znany.

Przedstawiciele władzy załatwiają swoje sprawy. Zarówno ci, co dali się nagrać, jak i ci, co ich nagrali. I co w tym takiego niesamowitego? Przecież taka właśnie jest władza, niezależnie od szerokości geograficznej. Taki marny spektakl, którego nawet nie warto komentować, przy założeniu, że i tak więcej rozstrzygnięć dla jakości naszego życia posiadają urzędnicze „doły”, z którymi przeciętni obywatele muszą zmagać się na co dzień bezpośrednio, aniżeli fasadowe „góry”, posiadające przede wszystkim funkcje wchodzenia w konflikty lub sojusze z wysokimi urzędnikami funkcjonariuszy państwowych innych krajów.

Przysłowiowe „góry” nie wpływają zasadniczo na kształt życia obywateli w tym sensie, że większość kompetencji i tak stosowanych jest w praktyce na gruncie lokalnym przez przedstawicieli niższego szczebla urzędniczego. „Góra” co najwyżej wyznacza pewne kierunki, ich ogólny zarys, nawet poprzez obsadzanie pewnych stanowisk w regionach, ale grom postanowień i interpretacji prawa zależy od urzędników lokalnych struktur państwowych. Oczywiście są wyjątki od tej reguły, jak na przykład wtedy, gdy władze centralne chcą przeprowadzić jakąś akcję propagandową, mającą na celu propagandowe uzasadnienie sensu swojego istnienia. Wymowny przykład z ostatnich lat: nieudana wojna z „dopalaczami”.

Wniosek jest prosty: „góra” mówi, co robić, doły zajmują się realizacją. Dlatego uzasadnionym wydaje się pytanie, po co nam w ogóle władza centralna? „Góra”, jako władza centralna, mogłaby w zasadzie przestać istnieć (jest niepotrzebna), co mogłoby mieć swoje pozytywne skutki pod postacią decentralizacji. Im bowiem większa decentralizacja, tym mniejszy ucisk państwowy, tym samym większe możliwości samorządzenia się sobą dla obywateli takich lokalnych, zdecentralizowanych organizmów społeczno-politycznych. A biorąc pod uwagę, że to właśnie władze centralne odpowiadają za wywoływanie konfliktów zbrojnych, jej likwidacja niosłaby za sobą zbawienne skutki dla pokoju na świecie.

Dlaczego więc istnieje urzędnicza góra, władza centralna, skoro pożyteczną rzeczą byłaby jej likwidacja? Głównie z dwóch przyczyn. Po pierwsze, państwo to taka struktura, która powstawała w wyniku podbijania lokalnych struktur społeczno-etnicznych przez samozwańczych panów, dysponujących odpowiednią siłą militarną, co postępowało aż do momentu, gdy usankcjonował się podział na władze-poddani i podział strefy wpływów-wyzysku z innymi organizmami państwowymi. Żyjemy w tym niewolniczym ucisku od przysłowiowego początku istnienia państwa do dnia dzisiejszego, a ludzie władzy nie zwrócą nam przecież dobrowolnie wolności. Przecież to by się im nie opłacało.

Po drugie, władze podtrzymują ten mitologiczny argument, że bez „odgórnego kierownictwa” ludzie nie będą w stanie sami kierować swoim życiem. Dlatego władze muszą istnieć w celach już czysto propagandowych. Mało tego – stale muszą poszerzać swoje kompetencje i uprawnienia, kosztem oczywiście wolności obywatelskich. Przeciętni obywatele są już do tego stopnia zindoktrynowani propaństwową retoryką, że trzeźwe myślenie przegrywa u nich już nie tyle z lenistwem przed samorządzeniem, co psychologią strachu przed życiem „bez opiekuna”.   

Jak w powyższym kontekście odbierać słowa wysoko postawionego urzędnika państwowego – Bartłomieja Sienkiewicza, który wedle nagrań ujawnionych przez tygodnik „Wprost” miał powiedzieć, że „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”? Biorąc pod uwagę skalę oddziaływania polityki państwa (władz centralnych), powyższe słowa mogą być przyznaniem się do słabości w konfrontacji z innymi organizmami państwowymi oraz niewydolności struktur państwowych w tych dziedzinach, w których państwo chce odgrywać przodującą rolę, jak na przykład w zasygnalizowanej w tych nagraniach dziedzinie nadzorowania budowy dróg. Dodalibyśmy do tego jeszcze szkoły publiczne, kolej, opiekę zdrowotną i wszystko, co tam państwo jeszcze dzierży w swoich łapach.

Nie oznacza to bynajmniej, że państwo to przestało wypełniać swoje funkcje, wynikające z trzymania społeczeństwa w ryzach ucisku prawnego i finansowego. Świadczą o tym wzrastające obciążenia podatkowe i zaostrzenie polityki pozyskiwania nowych dochodów do budżetu na przestrzeni ostatnich kilku lat. Zrzucenie ze społeczeństwa obciążeń prawnych, co sugerowałaby wypowiedziana fraza braku istnienia państwa, również nie nastąpiło. Kilka propagandowych ruchów pod publiczkę przy tzw. deregulacji zawodów nie wpłynie na poprawę jakości życia ogółu społeczeństwa. Nawet sam B. Sienkiewicz, jako minister spraw wewnętrznych, dawał swego czasu dowody, że państwo ma się dobrze, gdy zapowiadał odgórną wojnę z tzw. mową nienawiści, czyli walkę ze środowiskami „niepoprawnymi politycznie”. Regionalne prokuratury dostały stosowne rozporządzenia i rozpoczęły swoją wielką misję rozprawienia się z myślącymi inaczej niż partia nakazała. Gdzie jest więc ta słabość państwa?

Zresztą, co ja tu będę się produkował? Przejrzyjcie swoje rachunki, daniny, haracze do ZUS-u, PIT-y, CIT-y itp., a sami przekonanie się, że państwo nie tyle istnieje, co ma się bardzo dobrze. A że jest niewydolne i marnotrawi pozyskane od nas pod przymusem środki finansowe, że jego elitki są pośmiewiskiem na arenie międzynarodowej? Ale nowość.

Autor: Wiktor Biskupiec


kategorie: Artykuły,
Lipiec 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1
2345678
9101112131415
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych