02 - 03 - 2014

To nie Bandera. To Putin


Kiedy Ukraińcy, podkreślmy to – o zróżnicowanej orientacji politycznej, z przewagą tej prozachodniej i demokratycznej – podjęli otwartą walkę z reprezentującym putinowskie interesy reżimem Janukowycza, pojawiały się gdzieniegdzie opinie, że nie warto ich wspierać, bo jest to równoznaczne ze wspieraniem „morderców polskich dzieci”, banderowców, którzy po swoim zwycięstwie, stworzą podwaliny pod jakiś bliżej nieokreślony i niedoprecyzowany reżim banderowski. Dominowała więc retoryka kremlowska.

Nie dostrzegano przy tym, że sławetny Majdan to nie tylko owi banderowcy, czyli w domyśle antypoloniści, ale także grom Ukraińców, również nacjonalistów, którzy odrzucają szowinizm i optują za budowaniem dobrych sąsiedzkich relacji. No ale jeśli komuś ideologia i historyczne uprzedzenia przysłaniają trzeźwe myślenie, to raczej nie będzie starał się dociekać meritum sprawy. Wybierze raczej doszukiwanie się przyczyn zrywu narodowowyzwoleńczego w agentach Mossadu czy innych teoriach spiskowych.

Oczywiście należy brać poprawkę na probanderowskie zachowania części demonstrantów, ale żeby od razu kreować wizję przyszłej banderowskiej Ukrainy, z której przyjdzie do nas zagrożenie, jest lekką przesadą, biorąc chociażby pod uwagę to, co obecnie wyczynia największe zagrożenie w tej części świata – Putin i jego imperialistyczne sługusy.

Chcę przez to powiedzieć, że zamiast wywyższać rangę rzekomego banderowskiego zagrożenia, należało skupić się na poparciu ukraińskich sił nieszowinistycznych w ich walce z putinowskim reżimem na Ukrainie w osobie satrapy Janukowycza. Bo że prawdziwe zagrożenie idzie z imperializmem Putina, dowodzą dobitnie już nie tylko jego ostatnie posunięcia na Krymie, ale szereg innych imperialistycznych posunięć. I to jest prawdziwe zagrożenie dla wolności narodów w tej części globu, a nie mityczny szowinistyczny banderyzm – nurt niekoniecznie dominujący na Majdanie.  

No cóż, niektórym naprawdę ciężko wyrwać się z uprzedzeń szowinistycznych i myślenia jedynie kategoriami ideologicznymi i historycznymi. Nawet ci, którzy dzisiaj atakują Rosję (wiadomo, „Ruska k...” i tym podobne argumenty), żyją jedynie Katyniami i Smoleńskami, zamiast w pierwszej kolejności skupić się na rzetelnej ocenie rzeczywistości, teraźniejszości, oczywiście nie ujmując z tego osądu przeszłości. Ale po co zaraz nadawać tej retoryce przeszłości znaczenia dominującego, zarówno odnośnie do naszych relacji z dawną Ukrainą, jak i sowiecką Rosją?    

Tymczasem to, co obecnie rozgrywa się na Krymie, zostało już opisane w tekście Ukraińca, który zamieściliśmy na naszym portalu jeszcze przed putinowską interwencją na Krymie. Dla przypomnienia: Kreml też jest w szoku. Prowadzili swoją cienką KGB-owską grę, wspierając bandytów donieckich, cichaczem zwiększając wpływy na Ukrainie oraz skupując kluczowe aktywa. Powoli planowali przyłączenie połowy Ukrainy pod przykrywką „dobrowolnego przyłączenia”, rozwijając tu prawdziwą piątą kolumnę, a nie sytuacyjną w postaci Bandy donieckiej. A tu ten tępy debil początkowo zajechał swoimi manewrami w postaci wyłudzania pieniędzy za przystąpienie do Unii Celnej, a następnie nieumiejętnie zagrał i narobił jakiegoś całkiem niepotrzebnego bałaganu. Po dobroci trzeba czołgi wprowadzać do Donbasu i na Krym, póki jeszcze nie jest za późno...(Artykuł Ukraińca odnośnie sytuacji na Ukrainie).  

Czyli wniosek płynie z tego taki, że Ukraińcy pokrzyżowali swoją rewolucją plany reżimowej administracji Putina na pokojowe zagarnięcie całej Ukrainy i zbliżenie się tym samym pod naszą wschodnią granicę. Czyli ta rewolucja była niejako w naszym interesie, a teraz imperializm putinowski próbuje zniwelować jej skutki, zagarniając terytorialnie to, co jeszcze będzie możliwe do zagarnięcia. Nie udało się po cichu całości, to wyrobi się plan choćby częściowo.

A swoją drogą, to wyjątkowo piękna jest ta konstrukcja polityczna zwana państwem. Najpierw ogranicza twoje wolności i wyniszcza cię podatkami oraz innymi obciążeniami natury prawno-fiskalnej, potem zabija cię, gdy protestujesz przeciwko wyzyskowi, a na koniec wywołuje konflikty zbrojne, w których giną zwykli ludzie oraz ci wysyłani na rzeź, podczas gdy wierchuszce nawet włos z głowy nie spadnie.

Nie ma co, kochane są te państwa nasze i ich zabójcza natura.

Autor: Sławomir Gródecki


kategorie: Artykuły,
Wrzesień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych