28 - 01 - 2014

Historia Kar(t)y warszawiaka z urzędniczym nieporządkiem w tle


Jak może wyglądać wprowadzany naprędce i pod zamówienie referendalne pomysł „urzędniczej góry”? A chociażby tak, jak to obecnie wygląda z Kartą warszawiaka, którą obiecała Hanna Gronkiewicz-Waltz, chcąc uratować dla siebie i swojej świty stanowiska we władzach miasta.  

Wysłałem wniosek o wydanie hologramu na swoją kartę miejską z początkiem grudnia, zaraz po tym, jak ogłoszono, że można już starać się o takowy. Koniec roku i żadnej odpowiedzi z „centrali”. Wysyłam więc pytanie do ZTM-u, czy mój wniosek jest w ogóle rozpatrywany. Przechodzę kolejną weryfikację i... dopiero pod koniec roku otrzymałem wiadomość, w której ZTM informował mnie, że nie należą mi się żadne zniżki, a tym samym wspomniany hologram. „Proszę wyjaśnić sprawę w siedzibie ZTM” – napisano.

W porządku. Idę więc w przeddzień Nowego Roku do siedziby ZTM-u ze swoim rozliczeniem PIT-u w Warszawie za 2012 rok. Jestem przy okienku, a tam pani... nie wie o co chodzi. No bo z magicznego i wszechwiedzącego komputera ni jak nie jest w stanie wyczytać, dlaczego mój wniosek o wydanie hologramu został odrzucony. Woła więc ze dwie koleżanki, wstrzymując tym samym wydawanie kart/hologramów innym zniecierpliwionym pasażerom, i wszystkie trzy głowią się, co to ze mnie za przypadek.

Obserwując to zamieszanie wokół siebie pomyślałem; „oho, zemsta Hanny Gronkiewicz-Waltz, zwanej Bufetową, jak nic. Najpierw za kampanię plakatową, w której wytykałem jej skubanie warszawiaków na biletach i likwidację linii autobusowych, a potem za sam akt wyborczy, w którym głosowałem za jej odwołaniem”. Nic to, sprawa ruszyła, gdy okazałem swoje zeznanie podatkowe. Pani z okienka, w swej łaskawości, wydała mi ów hologram, choć trzeba zaznaczyć, że wydawało się, iż robi to niechętnie. Chyba jeszcze nawet razem z koleżanką uradziły, żeby poddać mnie ponownej weryfikacji w samym ministerstwie. Mniejsza z nią i całym tym urzędniczym nieporządkiem. Osiągnąłem to, co chciałem.

Jest koniec stycznia. Wchodzę na swoją pocztę mailową, a tu kolejna informacja od ZTM-u, wysyłana chyba automatycznie do wszystkich zainteresowanych. ZTM... odmawia mi przyznania hologramu/karty, czyli wszystko po fakcie i utrzymane w tej samem konstrukcji i przekazie, jak to, co otrzymałem w mailu od nich pod koniec roku.

Burdel na kółkach, rzekłby klasyk, znający nasze realia. I muszę stwierdzić to ze smutkiem – Polacy chyba za bardzo oswoili się już z tą rzeczywistością vel burdelem, jakby nie wierząc, że można na nią wpłynąć. A dopóki będą wykazywać się obojętnością na podobne decyzje urzędników, od referendalnych wymysłów Hanny Gronkiewicz-Waltz poczynając, a kończąc na zagrywkach poniższych instytucji, dopóty ten cyrk za nasze pieniądze będzie trwał w najlepsze.

Tymczasem kolejne instytucje władzy włączają się w weryfikacje pomysłów władzy stołecznej. Przypominam, za nasze pieniądze. I tak, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych rozpoczął w kontrolę w stołecznym ratuszu, dotyczącą przetwarzania danych osób starających się o wydanie Karty warszawiaka. Proszę zauważyć jaka paranoja: system wziął się dzielnie za zwalczanie problemów, które sam generuje. Piękne jest to nasze państwo. Najpierw urzędnicza decyzja/bubel, a potem weryfikacja tej decyzji przez kolejnych urzędników. I jeszcze raz przypomnę, tym razem pytając retorycznie: kto za to płaci?

Zresztą to nie jest pierwsza kontrola Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w stolicy i w związku z Kartą warszawiaka. Podobną GIODO przeprowadził w połowie stycznia w Zarządzie Transportu Miejskiego. W wyniku tej pierwszej kontroli okazało się, że następnym podmiotem kontrolowanym powinien być ratusz – jak powiedziała MałgorzataKałużyńska-Jasak, rzecznik GIODO.       

Nie znamy konkretnych powodów rozpoczęcia obecnej kontroli, ale jak poinformowała Kałużyńska-Jasak, została ona wszczęta „na skutek zarówno wpływających do biura GIODO sygnałów, jak i doniesień medialnych”. Chodzi o sposób przetwarzania danych osobowych warszawian, którzy starali się o wydanie Karty warszawiaka oraz Karty młodego warszawiaka.

Uprawnienia do zniżek za pośrednictwem wspomnianych kart udzielano, gdy stwierdzono, że adres zameldowania jest w Warszawie, a rozliczanie podatku PIT dokonuje się w tutejszym urzędzie skarbowym. Ratusz weryfikuje te informacje na podstawie bazy danych Ministerstwa Finansów. Teraz trzeba ustalić, na ile proces ten dokonywał się zgodnie z przepisami ustawy o ochronie danych osobowych.

W jednym z wywiadów prasowych, Generalny Inspektor Ochrony Danych OsobowychWojciech Wiewiórowski powiedział: Generalnie gminy nie mogą pozyskiwać tego typu danych, jeżeli nie ma specjalnej, szczególnej podstawy prawnej, która by je do tego uprawniała. Wiewiórowski dodał też, że samorządy nie mają prawa pozyskiwać od obywateli informacji o tym, gdzie płacą oni podatki.

Czyli najpierw przed referendum pani Hanna pomyślała, że trzeba spróbować przekupić warszawian tą całą kartą warszawiaka, choć jeszcze 1 stycznia 2013 r. ceny biletów i tak poszły w górę (to tak dla przypomnienia), a z realizacją „jakoś to będzie”.

Proste urzędnicze myślenie. Uda się, to mniejsza już całym tym zamieszaniem za publiczne (nasze) pieniądze, jakie z tego wyniknie, co było zresztą nieuniknione. Trochę się wyda kasy na korygowanie pomysłu z kartą, ale to przecież publiczne, a więc niczyje. „Poza tym będę dalej prezydentową i kto mnie teraz ruszy”? Nie uda się wygrać referendum? „To co mnie wówczas będzie obchodził cały ten burdel z wprowadzaniem Karty warszawiaka?”.

I tak to właśnie jest skonstruowane w tej specyficznej instytucji, jaką jest państwo ze swoimi urzędami.         

PS To nie ja jestem na zdjęciu.

Autor: Wiktor Biskupiec 


kategorie: Artykuły, Kraj,
Kwiecień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych