15 - 01 - 2014

Czym oddychamy w Warszawie?


Roczna ocena jakości powietrza w województwie mazowieckim za 2012 r., a także badania sporządzone przez Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie (stan na maj 2013 roku), dostarczają podstawowych informacji o tym, czym obecnie oddychamy w stolicy.

Niestety, nie jest to wiedza krzepiąca. Okazuje się, że na co dzień warszawianie muszą zmagać się z kilkoma trującymi i szkodliwymi dla naszego zdrowia substancjami chemicznymi. Najgorzej na tym tle wypada zachodnia Warszawa, z takimi dzielnicami jak Wola, Włochy, Śródmieście i Ursus, gdzie poziom zanieczyszczonego powietrza przekracza kilkakrotnie dopuszczalne wskaźniki. 

Najgorszą z trujących substancji wydaje się być rakotwórczy benzoalfapiren, którego wdychanie przez dłuższy czas, powoduje odkładanie się go w organizmie i może nawet prowadzić do mutacji genetycznych. Tymczasem stężenie benzoalfapirenu na terenie całej Warszawy przekracza bezpieczne dla zdrowia normy.

Od benzoalfapirenu nie są wolne nawet takie dzielnice jak Wilanów, Wawer, Białołęka i Bielany, postrzegane jako czyste z racji położenia w okolicach Wisły, która przewietrza, a przez to oczyszcza Warszawę. Stężenie benzoalfapirenu wynosi tam 1,3 – 1,4 µg/m³, co oznacza przekroczenie dopuszczalnych wskaźników.

Konsekwentnie najgorsza sytuacja występuje w dzielnicach, które są usytuowane w dalszej odległości od rzeki. Mowa o Wesołej, Targówku i Wawrze, ale przede wszystkim o zachodniej Warszawie, w pierwszej kolejności z Wolą, Bemowem, Włochami i szczególnie z Ursusem, na czele z wchodzącymi w skład dzielnicy Czechowicami. Tutaj, pomiędzy ul. Spisaka a Regulską, normy benzoalfapirenu przekroczone są czterokrotnie.  

Częściową odpowiedzialnością za występowanie tego szkodliwego węglowodoru w powietrzu należy obwiniać... biedę oraz brak świadomości. Benzoalfapiren trafia bowiem do powietrza w wyniku spalania toksycznych śmieci, plastiku i węgla gorszej jakości. Dlatego krąży głównie nad osiedlami domków jednorodzinnych (Wawer, Włochy), a także kamienic (Praga Północ), których mieszkańcy nie są podłączeni do miejskiej sieci ciepłowniczej. W takiej sytuacji ludzie ocieplają swoje mieszkania węglem gorszej jakości bądź po prostu odpadami. Miejscami newralgicznymi są także działki, których właściciele jednocześnie spalają liście i odpady.  

Do szkodliwych substancji unoszących się nad Warszawą należy jeszcze dodać dwutlenek azotu, powodujący choroby dróg oddechowych, w tym zmiany w płucach, astmę oskrzelową, a także przyczyniając się do obniżenia odporności naszych organizmów.

O szkodliwości dwutlenku azotu możemy mówić w sytuacji, gdzie obok siebie występuje wzmożony ruch samochodowy, a także utrudniające przepływ powietrza wysokie budynki. Za emisję dwutlenku azotu odpowiedzialny jest również przemysł.    

Najwyższe przekroczenie dopuszczalnych norm dwutlenku azotu stwierdzono między ul. Górczewską a ul. Kasprzaka, czyli znowu na Woli, gdzie prawie 2/3 powierzchni terenu dotkniętych jest jego występowaniem w stopniu szkodliwym dla zdrowia.    

Ze zwiększoną ilością dwutlenku azotu stykamy się również w Śródmieściu przy ulicach: Towarowej, Marszałkowskiej, Świętokrzyskiej i Al. Jerozolimskich, a także w rejonie ul. Puławskiej, al. KEN, ul. Rosoła (Mokotów, Ursynów), al. Krakowskiej przy lotnisku, skrzyżowania Al. Jerozolimskich i ul. Łopuszańskiej (Włochy), ul. Górczewskiej (Bemowo) oraz ul. Powązkowskiej dochodzącej do Trasy AK (granice Żoliborza, Bemowa i Bielan).  

Obok benzoalfapirenu i dwutlenku azotu, jakość naszego powietrza pogarszają również drobinki metali ciężkich i dioksyn. Są one mikroskopijnej wielkości, dlatego łatwo przenikają do naszych płuc, a nawet do krwi, co stwarza ryzyko zachorowań na choroby płuc, serca i nowotwory.

Drobinki te nie powstają w wyniku działalności przemysłowej. Według wyliczeń 1/3 z nich pochodzi spoza stolicy, natomiast pozostał część wytwarzana jest przez ogrzewających na własną rękę właścicieli domów i kamienic, a także ruch samochodowy.

W przypadku ogrzewania domów i kamienic, mamy tutaj sytuację podobną do tej z wydzielaniem benzoalfapirenu. Emisję drobinek metali ciężkich i dioksyn powoduje ogrzewanie mokrym drewnem, gorszej jakości, a przez to tańszym węglem, śmieciami. W przypadku wzmożonego ruchu samochodowego problem stanowi unoszący się przy ulicach kurz, w którym występują cząstki klocków hamulcowych czy ścieranych opon. To one, a nie zanieczyszczenia z rur wydechowych, stanowią najgroźniejszy element opisywanych drobinek metali ciężkich i dioksyn.

Według badań, które uwzględniają wiele zmiennych i stałych elementów warszawskiej przestrzeni, takich jak chociażby emisja przemysłowa, wysokość budynków, położenie gospodarstw, informacje meteorologiczne, oprócz poddania analizie stężenia wyżej wymienionych substancji, nie stwierdzono w warszawskim powietrzu przekroczenia norm występowania benzenu, ołowiu, tlenku węgla oraz dwutlenku siarki.

I to jest ta optymistyczna wiadomość. Do pełni szczęścia potrzeba jednak większej świadomości samych warszawiaków, co do tego, czym „wzbogacają” nasze powietrze. Okazuje się bowiem, że za emisję części szkodliwych substancji w pewnym stopniu odpowiadamy sami. Ale to się raczej prędko nie zmieni w warunkach ogólnej biedy, uniemożliwiającej świadomą inwestycję w zdrowe środowisko osobom, których zwyczajnie na to nie stać.

Dlatego należy zrozumieć ludzi, którzy często ogrzewają swoje mieszkania szkodliwymi odpadami, którzy w XXI wieku żyją w mieście, w stolicy europejskiego miasta, a mimo wszystko nadal nie korzystają z miejskiej sieci ciepłowniczej.

Autor: Filip Niedzielski


kategorie: Komentarze, Kraj,
Luty 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych