2018-03-01

Film: „The Circle. Krąg”. USA, ZEA 2017


Czasy, w których przyszło nam żyć, charakteryzują się wszechogarniającą naszą przestrzeń cyfryzacją i digitalizacją. Osoby, które nie posiadają kont na coraz bardziej rozpowszechnionych portalach społecznościowych, już dziś uważane są na autsajderów. Jeśli wydaje nam się, że proces rozwoju cyfryzacji nigdy nie przybierze karykaturalnej formy, w której ludzie dają się zachłysnąć nowinkom technicznym na masową skalę, możemy zmienić zdanie w tej materii oglądając film „The Circle. Krąg”.

Akcja tego obrazu kręci się wokół korporacji zajmującej się nowymi technologiami i sposobami sprzężenia ich z nowymi wzorcami zachowań ludzkich. Firma niejako próbuje wykreować nowe zwyczaje, aby w ten sposób sprzedać swój produkt. Z pozoru ma dużo do zaoferowania, jednak w zamian wymaga od swoich pracowników, aby ci pracowali i żyli w obrębie jednej społeczności, dosłownie i w przenośni, a przy okazji uzewnętrzniali się przed współpracownikami. Nie ma więc mowy o prywatności, kiedy do informacji na temat danego pracownika, nawet tych bardziej osobistych, mają dostęp pozostali pracownicy korporacji.

Coś, co na początku wydaje się być dla głównej bohaterki atutem w pracy w tak „postępowej” społeczności, z czasem może ją przytłoczyć, a nawet doprowadzić do załamania nerwowego. Ale czy na pewno? Postać nowej pracownicy korporacji, granej przez Emmę Watson, jest niejednoznaczna. Widz może mieć problemy z udzieleniem odpowiedzi na pytanie, czy wizja świata, w której ludzie wiedzą o sobie prawie wszystko, jest dla niej przerażająca. Wydawać by się mogło, że jako nowicjusz, dopiero co wkraczający w krąg bezwzględnej cyfryzacji, dozna olśnienia i zatęskni za realnym światem, z którego się wywodzi, charakteryzującym się namacalnymi relacjami międzyludzkimi, a także poszanowaniem pewnej sfery prywatności. Jej historia pokazuje jednak, że kariera i chęć tworzenia czegoś nowego może być dla niektórych ważniejszą wartością, niż bezpośrednie relacje interpersonalne.

W pewnym momencie możemy dojść do wniosku, że film nie odkrywa czegoś szczególnie nowego, z czym byśmy się nie spotkali współcześnie w już po części wirtualnym życiu. Reżyser przeniósł na ekran wiele zachowań ludzkich i sytuacji, mających już odbicie w rzeczywistości. Zachłyśniecie się nową technologią, które prowadzi do rezygnacji ze swojej prywatności. Wszechobecne smartfony, za pośrednictwem których nagrywamy i zamieszczamy w sieci każde wydarzenie. Kamery śledzące ludzi czy to w miastach, czy nawet lasach, sprawiają, że film nie jest fikcją, jest po prostu opisem rzeczywistości.

Fabuła jest jednak do tego stopnia fikcyjna, że pozostawia nam pewien zakres wolnej interpretacji, aby spróbować się zastanowić nad kwestiami związanymi z etycznym wykorzystaniem nowych technologii. Czy ludzie chcący żyć własnym życiem, bez uczestnictwa w wirtualnym świecie, przestaną istnieć na pewnych płaszczyznach życia grupowego, czy zostaną zmuszeni do podporządkowania się większości? Pytania o stosowanie przymusu, nawet już nie bezpośredniego, są całkowicie uzasadnione i już mniej fikcyjne. Łatwo przychodzi wyobrazić sobie sytuację, gdy młodzi ludzie, dostrzegający tylko pozytywy nowych rozwiązań technicznych, ku uciesze wszelakich instytucji (banki, urzędy itp.) nadają ton nowym trendom i wzorcom społecznym, podczas gdy cała reszta musi albo się dostosować, albo stracić jakikolwiek dostęp do świata. I tutaj rodzi się kolejne pytanie, zasadnicze dla tego typu produkcji: ile jesteśmy w stanie zapłacić za wygodę? Z ilu niezbywalnych praw jednostki jesteśmy w stanie zrezygnować, żeby jednym dotknięciem palca łączyć się z wirtualnym światem? Dlatego filmowy opis zastosowania nowych technologii może wydać się nam dziwnie znajomy, gdy coraz częściej trudno załatwić pewne sprawy bez Internetu.              

Na osobną uwagę zasługuje postać szefa korporacji, granej przez Toma Hanksa. Charakterystyczny dla przedstawicieli tego klasowego gatunku, czyli szefów korporacji technologicznych, sposób ubierania się, zachowań z rodzaju tych towarzyskich i marketingowych zarazem. Wesoły szef wydaje się być postacią pozytywną, motywującą do zmian i ciężkiej pracy, która może przynosić tylko satysfakcję, która rozwija i wzbogaca człowieka. Otoczony nimbem doskonałości, człowiek mentor, może liczyć na tłumy ślepo zapatrzonych w niego wyznawców. Za tą fasadą pozorów kryją się jednak bardziej przyziemnie cele człowieka, który posiada środki do tego, aby sterować masami dla własnych korzyści. Jego działania, z pozoru niewidoczne dla głównej bohaterki, sprawiają, że pozwala ona korporacji na dużą ingerencję w jej życie prywatne. Ilu takich jak ona, dzisiaj, przyklasnęłoby na pomysły w rodzaju pełnej jawności, przy okazji nie zastanawiając się, że jest to prosta droga do jeszcze większej kontroli społeczeństwa?

Starsze pokolenie, jeszcze niezbyt przychylne korzystaniu z „dobrodziejstw” techniki, zostanie kiedyś zastąpione tymi, którzy wychowują się dziś poprzez Internet i nie wyobrażają sobie bez niego życia. Jaka przyszłość czeka świat relacji wirtualnych? Ile danych na nasz temat będzie gromadzonych? Przecież już teraz nie działamy w Internecie anonimowo, a instytucje państwowe czy firmy zbierają o nas coraz więcej informacji. Czy film przedstawia w pozytywnym świetle taką przyszłość? To już powinien ocenić każdy indywidualnie po jego obejrzeniu.

N.



 
 
Maj 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych