2013-10-27

Film: „Sierpniowe Niebo. 63 dni chwały”


Niewielka publika, co stanowi tylko atut, gdy nie muszę się rozpraszać chrupaniem, siorpaniem i dźwiękiem odbieranych esemesów, dochodzących z mojej najbliższej okolicy, jakieś pojedyncze persony w koszulkach z patriotycznymi motywami – i seans w tematyce powstańczej, w jednym z warszawskich kin, można zacząć.

Uprzedzam fakty – film do przełknięcia, jak na polską produkcję, do których jestem uprzedzony. Atutem jest kompozycja współczesna, umłodzieżowiona, że użyję takiego określenia, i paradokumentalna. Współczesna, bo w treść wpleciono hip-hop z patriotycznym przesłaniem. „63 dni chwały” brzmią naprawdę pięknie, jeśli odczytywać treść tego utworu, odbierając obrazy Warszawy „wczoraj i dziś”, ukazane w tym filmie. Nawet chłopaki z Hemp Gru zagrali tutaj swój epizod.

Paradokumentalna, ponieważ przed oczami przewijają nam się migawki filmów archiwalnych, z autentycznymi postaciami, powstańcami warszawskimi. A to wszystko zostało wplecione w fabułę filmu, która odnosi się już do czasów obecnych, o których odtworzenie zadbała już obsada młodych aktorów.  

No właśnie. Z tą fabułą to wyszło trochę skromnie. Jak zwykle będę miał pretensję o ubogość dialogów, które rozwinięte nakreśliłyby pewien obraz psychologiczny pojawiających się tutaj postaci. Nie pogodzę się również z brakiem nakreślenia pewnych związków personalnych pomiędzy bohaterami powstania a osobami przedstawionymi jako osoby żyjące w czasach współczesnych.

Co na przykład stało na przeszkodzie połączenia w jedną postać, z właściwą dla niej dramaturgią przeżyć, młodego powstańca (postać fikcyjna) z powstańcem-kombatantem (postać autentyczna), który przemyka ulicami Warszawy i ostatecznie dociera na powstańcze groby? Przypomnę, że w filmie wystąpili prawdziwi powstańcy warszawscy, w tym Jerzy Romanowski, pseudonim „Drań".Świetnie by się to wszystko zazębiło. Tej spójności, która wprowadziłaby dodatkowy element zainteresowania daną postacią, jednak nie uświadczymy.

Taka już przypadłość polskich filmów. Trudno. Skądinąd siła tego dzieła tkwi w przekazie kilku scen, które ukazały obojętność współcześnie żyjących Polaków na poświęcenie i walkę o wolność minionych pokoleń. Polaków współczesnych, a więc wykorzenionych, wynarodowionych, dla których wartość przejawia tylko to, co przynosi materialne zyski, a historia Polski w najlepszym przypadku budzi obojętność.

Tylko drobny przykład. Młodzi ludzie tworzą patriotyczne graffiti, upamiętniające powstanie warszawskie. Co daje się słyszeć pod ich adresem z auta nastawionych tylko na robienie kasy, powiedzielibyśmy – biznesmenów? Coś w stylu: „nie mają się czym zając, wandale”. Współcześni, nie dostrzegający związku pomiędzy walką powstańców a ich własną wygodą i wolnością, pokolenie, które zerwało więzi z przeszłością, zatracając przez to własną narodową tożsamość. Ludzie, którym wydaje się, że o wolność nie trzeba już dbać, bo to stan naturalny i wieczny. Co czeka takie społeczeństwo w konfrontacji z narodami, które posiadają swoją tożsamość i jeszcze do tego się nią szczycą? W świecie, w którym zawsze istniała rywalizacja, czy tego chcemy czy nie? Możemy się tylko domyślić.     

Świetna końcowa scena. Raperzy, w rytm „63 dni chwały”, witają, a raczej dziękują jeszcze żyjącym powstańcom. Końcowe litery i autentyczne zdjęcia powstańców z opisem określającym ich personalia. Ta garstka widzów już wyszła, a oprócz mnie jeszcze tylko jedna osoba wpatrywała się w ekran. I może tak jak ja zastanawiała się, zanim jeszcze umilkła muzyka i pojawił się czarny ekran, co się stało z tym poświęceniem i braterskością? Czy ta idealistyczna Polska jeszcze wróci?

SG


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych