2017-09-08

Książka: Colin Woodard „Republika Piratów”. Kraków 2014


Wiedzę o piratach, buntownikach-marynarzach, czerpiemy z produkcji filmowych. Słyszymy też o ich współczesnych naśladowcach, grasujących gdzieś w okolicach wybrzeża somalijskiego. Warto to wszystko skonfrontować z relacjami historycznymi, za którymi stoją fakty, podparte warsztatem naukowym. Czymś takim, a jednocześnie wciągającą opowieścią, miała być „Republika Piratów”.

Autorem jest Colin Woodard, który przedstawia nam losy najsławniejszych z piratów, jacy grasowali po Karaibach w XVIII w. Sama narracja nie wydaje się wciągająca i raczej nie jest to mocna strona tej książki. Atutem tej pozycji jest poznanie kilku faktów z pirackiego życia tamtego okresu. Dowiemy się, jakie były motywacje to działania pod czarną banderą, poza oczywiście chęcią szybkiego wzbogacenia się, oraz jakimi zasadami kierowało się bractwo pirackie. Dzisiaj raczej mało osób się orientuje, że i piraci mieli swoje zasady, nawet coś w rodzaju własnego kodeksu postępowania. Jakże to przeczy powszechnej opinii na temat tych buntowników, jakoby byli tylko żądnymi krwi złodziejami.

Co skłaniało do zostania piratem? Woodard opisuje zalążki piractwa, jako bunt przeciwko fatalnym warunkom, w jakich musieli egzystować marynarze. W obliczu tego buntu rodzą się standardy demokratyczne w postaci kolektywnie podejmowanych decyzji przez załogę czy demokratycznego wynoszenia do funkcji kapitana człowieka, który wcale nie był szczególnie uprzywilejowany w porównaniu z resztą załogi. Skąd dokładnie ten egalitaryzm i chęć wprowadzenia sprawiedliwości u piratów? Powód był oczywisty – wyzysk i poniżanie na królewskich okrętach. Do piractwa garnęli się ludzie, którym ówczesny system fundował jedynie cierpienie. Byli wśród nich nawet niewolnicy, którzy uciekli od swoich panów. Osoby decydujące się na piractwo chciały w ten sposób zanegować wszystkie te zasady, jakim musieli podlegać na okrętach należących do ówczesnych panów świata – królów i kupców.

Jeśli nawet wybrano kapitana, ten mógł zostać pozbawiony swojej funkcji, jeśli nie sprawdził się. Swoją pozycję mógł wykorzystywać jedynie w obliczu zagrożenia i walk, jako organizator. Jeśli jednak się sprawdzał, mógł liczyć na wierność do końca. Wiemy, że resztę decyzji, co do planów działania i celów, podejmowała cała załoga w sposób demokratyczny. Dbano o równą redystrybucję tego, co udało się zrabować, o równy podział obowiązków, a i samo wynagrodzenie dla kapitana nie było dożo większe, niż dla reszty załogi. Przykłady te dowodzą, że piraci byli prekursorami systemu opartego na sprawiedliwości społecznej, jakiej nie oferowała im zastana rzeczywistość. Autor „Republiki Piratów” podejrzewa nawet, że niejaki Bellamy, jeden ze sławniejszych piratów, był buntownikiem z przekonania, a jego negatywny stosunek do wyzysku, jaki oferował świat królów i kupców, podzielała również jego załoga. Czyli już nie tylko rabusie, ale pionierzy walki o lepszy świat. A jeśli są jeszcze jakieś wątpliwości na tym polu, to warto wiedzieć, że piraci zwracali wolność czarnym niewolnikom, zachęcali ich do wstąpienia w szeregi pirackiej braci, traktując ich tak samo, jak resztę załogi.

Oczywiście piraci wiedli różne życie, ich postępowanie też mogło odbiegać od nakreślonej tu wersji, w której wcielają się w rolę szlachetnych wojowników o godność ludzką. Jednak, jak to zazwyczaj bywa z obiegową opinią, ta, mówiąca, że byli jedynie pozbawionymi skrupułów złodziejami morza wydaje się daleka od prawdy.  

Po resztę ciekawych faktów o piratach odsyłam do książki. Przede wszystkim warto dowiedzieć się, jak potoczyły się losy wielu z tych, którzy zbuntowali się przeciwko światu, na znak czego wywieszali na swoich okrętach czarną banderę, do dziś uchodzącą za symbol protestu i oporu.  

G.



 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych