2015-12-11

Książka: Marek Orzechowski, „Mój sąsiad islamista. Kalifat u drzwi Europy”, Warszawa 2015


Marek Orzechowski to dziennikarz, publicysta oraz pisarz. Przez wiele lat był telewizyjnym korespondentem w Brukseli, a także w Bonn. Jego doświadczenie związane z życiem na Zachodzie, w połączeniu z ostatnimi wydarzeniami rozprzestrzeniającego się terroru Państwa Islamskiego, stanowią doskonały opis krytycznej sytuacji Europejczyków w zderzeniu z wszechobecnym już islamem.

Pozycja ta w związku z aktualnością opisywanych zdarzeń jest ciekawym źródłem wiedzy szczególnie dla osób, które nie mają większego rozeznania w temacie tzw. islamizacji Europy, i chcą dowiedzieć się czegoś więcej o genezie terroryzmu islamskiego, niż na co dzień dostarczają media w swoich zdawkowych przekazach. Z kolei ci, którzy orientują się już mniej więcej w demograficznym i społecznym położeniu państw europejskich, i dla których wiadomości przekazywane przez autora są w większości znane, również będą mogli odnaleźć w książce coś dla siebie.

Czytając tę książkę nie da się nie ulec przeświadczeniu, że jest to przekaz człowieka, który odchodzi od wiary w zgodne wielokulturowe społeczeństwo, choć jeszcze niedawno zapewne wierzył w jego istnienie. Opisywane przez Orzechowskiego wątki poruszają szerokie spektrum tematów, od ideologicznego przybliżenia religii islamu, poprzez charakterystykę mentalności islamistów, aż do zaprezentowania na przykładzie poszczególnych krajów europejskich roli islamistów w życiu rdzennych obywateli. Można dowiedzieć się o tym, że niektóre dzielnice lub miasta Europy są już w całości muzułmańskie, i że choć niepoprawne politycznie wydawałyby się tezy o fiasku polityki wielokulturowości, to fakt ten jest już niepodważalny.

Muzułmanie nie należą do typu obywateli, którzy po przybyciu do państwa europejskiego, chcą w nim koegzystować z rdzennymi mieszkańcami. Sami świadomie wyrzekają się życia we wspólnocie pond podziałami i zamykają się w kręgu swoich pobratymców, często odnosząc się z niechęcią lub nieufnością do tych, którzy nie wyznają Allacha. Co za tym idzie, nie chcą oni respektować prawa oraz obyczajów państw, w których żyją, opierając się raczej na własnej wizji prawa – szariacie.

Kwestie poruszane przez autora, związane z coraz bardziej śmiałymi żądaniami muzułmanów w takich tematach jak ubiór, pożywienie czy propagowanie obcego kulturze europejskiej stylu życia potwierdzają, iż islam jest już bardzo silny na naszym kontynencie. Państwa europejskie, a w zasadzie ich zarządcy, zdają się tego nie dostrzegać albo po prostu się tym nie przejmują. Co więcej, politycy dostarczają wiele dowodów na to, że sytuacja ta nie jest dla nich problemem.

W kontekście wydarzeń z ubiegłego miesiąca (13 listopada), gdzie kolejne ataki terrorystyczne we Francji pochłonęły ponad setkę niewinnych ofiar, książka Orzechowskiego staje się jeszcze bardziej aktualna. Widać niestety, że wizja straconej pozycji państw europejskich, naświetlona przez autora, urzeczywistnia się każdego dnia. Przepaść pomiędzy islamem a światem zachodnim pod względem światopoglądu jest ogromna. Rokowań, co do poprawy stanu napięcia i zażegnania konfrontacji, nie widać.

Wydawać by się mogło, że sprawy te nie do końca dotyczą Polski, czy po prostu osób tutaj żyjących. Nic jednak bardziej mylnego. Może faktycznie nie jesteśmy rajem socjalnym, do którego ciągnęliby imigranci. Zgodnie jednak z narzuceniami UE, jako obywatele zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia grup uchodźców, z którymi nie radzą sobie inne kraje. Fakt, uchodźcy szybko z Polski i tak wyjadą. Jeśli jednak wśród nich znajdą się nawet tylko jednostki, spośród osób o religijnie ekstremistycznym usposobieniu, powinno to budzić uzasadnione społeczne zaniepokojenie. Poza tym, z islamistami stykamy się również za granicą, podczas podróży, wakacji, czy na emigracji zarobkowej. Dlatego temat ten dotyczy również nas. Dziś nigdzie nie jesteśmy bezpieczni, ani w knajpce w romantycznej Francji, ani na wakacjach w ciepłych krajach.

Czy w związku z powyższym religijni fanatycy osiągnęli tym samy swój cel? Tak, według Orzechowskiego. Na jego pierwszym etapie udało im się skutecznie zastraszyć społeczność europejską. Drugim etapem ma być już pełna kulturowa i demograficzna, co zawsze idzie w parze, dominacja islamu nad Europą.

I jeszcze kilka uwag końcowych w ramach drążenia tematu. Autor cytuje prezydenta Turcji Erdogana, gdy ten mówi o demokracji, jako systemie, który pozwoli uzyskać islamowi przewagę nad innymi państwami (str. 54). Typowe spostrzeżenie autokratów vel państwowców, które nie rozróżnia prawdziwej demokracji, gdzie decydują ludzie, od systemu, który kreuje państwo i jego urzędnicy. Gdyby to ludzie sami mogli decydować o kształcie swojego najbliższego otoczenia, głosując w ramach demokracji bezpośredniej, nie byłoby problemu z religijnym ekstremizmem ani ekspansją islamu w Europie. W obecnej konstrukcji to państwa, nazywane demokratycznymi, narzucają ludziom różnych kultur życie obok siebie, tworząc sztucznie społecznie twory. Dlaczego to robią, i że społecznościami podzielonymi i skonfliktowanymi jest łatwiej manipulować, to już temat zasługujący na osobną analizę.

Może zastanawiać, skąd u Orzechowskiego wiara w statystyki i przekonanie, że odzwierciedlają one aktualny stanu rzeczy w kwestii liczby imigrantów, przy przeświadczeniu osobistym, że jest ich mało. Czy autor nie zapomina aby przypadkiem, że obok danych oficjalnych, szczególnie w materii imigracji, istnieją jeszcze dane nieoficjalne, znacznie zawyżające średnią i nie tak znowu nierealne, jeśli wziąć pod uwagę wymykające się klasyfikacjom statystycznym hermetyczne, poligamiczne i zamknięte społeczności imigrantów?

Orzechowski dowodzi, dość przewrotnie, że problemy z islamistami byłyby do uniknięcia, ale nie są dlatego, że islamiści kierują się lojalnością wobec religii, nie narodu-gospodarza (str. 101-102). Autor nie dostrzega, że narastanie problemu roszczeń islamistów jest generowane postawą samych Europejczyków, ich defensywnym nastawieniem, rezygnacją z obrony swoich praw i tożsamości. Orzechowski tyle miejsca poświęca zgubie politycznej poprawności, a sam wpada w jej sidła – nie widzi problemu w postawie Europy, która nie jest w stanie się bronić, bo jest sparaliżowana oskarżeniami o rasizm i ksenofobię. Autor skupia się na otwartości religijnej wobec islamu, w tym tylko zjawisku upatrując słabości Europy. Jakie są przyczyny owej otwartości religijnej? Dlaczego Europejczycy, w przeciwieństwie do islamistów, nie myślą kategoriami etnicznymi i demograficznymi? Tego już niestety nie wyjaśnia.   

Za podejście życzeniowe autora można uznać przekonanie, że można swobodnie wyrażać swoje zdanie, nawet bez wyraźnie otwartego i obraźliwego tonu wobec kogokolwiek. Kto się o tym przekonał wie doskonale, jak to wygląda w praktyce. Niestety, ponieważ żyjemy w rzeczywistości dyktatu państwa, istnieje spora uznaniowość, a co za tym idzie karność prawna, w kwestii tego, co można, a czego już nie wolno głosić. Ocena należy do aktualnie sprawujących władzę, którym przy okazji wysługują się tzw. kapłani politycznej poprawności, zawsze gotowi donieść na kogo trzeba, i gdzie trzeba. Tylko ile ma to wówczas wspólnego z wolnością wypowiedzi?

Słabe momenty w książce przytrafiają się również Orzechowskiemu w miejscu, gdzie pochwalając „wolność, równość, braterstwo”, nie nazywa narzucania ideologii przez państwo po imieniu, jako dyktat, tylko pisze o laicyzacji. Trochę to więc dziwne, gdy obok tych stwierdzeń zauważa, że zamykano szkoły katolickie, a księży pozbawiano możliwości nauczania. Wychodzi więc na to, wbrew temu co twierdzi autor, że państwo nie pozostawiło ludziom swobody decyzji czy chcą chodzić do określonych szkół. Tak więc nie było i nie ma żadnej wolności tam, gdzie zastępuje się dyktat Kościoła dyktatem państwa.

Z racji wielowątkowości tej pozycji, niektóre tematy zostały w niej tylko zasygnalizowane. Autor na przykład pisze o zjawisku „powrotu do religii chrześcijańskiej”, ale tłumaczy to tylko antagonizmem do rozwijającego się islamu. Czy wzrost nastrojów religijnych wśród Europejczyków nie może być podyktowany również innymi czynnikami? Ciężko też dyskutować z krótkimi, dokończonymi uwagami, które niczego nie wyjaśniają, jak ta, z której możemy wyczytać jednoznacznie, że w Niderlandach wszyscy są tak samo traktowani przez prawo. Tak, wedle prawa wszystko wygląda pięknie. A praktyka? Czy na pewno nie brakuje tam obywateli albo osób tylko przebywających, które państwo traktuje w gorszych kategoriach? Nie twierdzę, że tak jest, ale skąd u autora to święte przekonanie, skoro poruszone zagadnienie wymaga rozległej wiedzy?

Jak więc widać z książką „Mój sąsiad islamista. Kalifat u drzwi Europy” można dyskutować, co tylko czyni ją bardziej atrakcyjną. Warto polecić, nie tylko osobom zainteresowanym tematyką islamu w Europie, a także tym czytelnikom, którzy interesują się kształtowaniem relacji społecznych na styku różnych religii, obyczajów i kultur.

TeO



 
 
Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych