2017-07-07

Indianin Waldek i prezydent Trump na wspólnej trasie


Późną wieczorową porą wracam sobie zwyczajnie z treningu. Zwyczajnie, czyli rowerkiem, taszcząc  na sobie duży plecak z przepoconym strojem i innymi elementami przepoconego sprzętu, potocznie majtkami.

Tradycyjnie też na głowie czapka z daszkiem, a ponieważ wieczór jest chłodny, karczycho i część twarzy pokryte mam tzw. kominem.

Niestety, przepocony sprzęt tego dnia okazał się chyba cięższy niż zwykle, bo jedno ucho mojej torby nie wytrzymało. Trzymam więc je w ręku, żeby dowieść bezpiecznie swoje smrody do miejsca mojego pomieszkiwania.

Docieram do jednej z głównych ulic, a tam wita mnie chmara policjantów. Nie byłem w stanie policzyć, ilu ich tam dokładnie było, tak jak nigdy nie mogłem się doliczyć bezdomnych psiaków w schroniskach, które czasami odwiedzam, a nie wiedzieć czemu, właśnie ze schroniskiem miałem w tych okolicznościach swoje pierwsze skojarzenia.

Policjant – schronisko. Nadal nie rozumiem tej zależności, ale wtedy zrozumiałem inną rzecz – oni są tutaj po to, żeby pilnować przejazdu niejakiego Trumpa przed tą garstką kilkudziesięciu cywili, która stała na skrzyżowaniu, trzymając flagę USA.

I tak oto, w ten wesoły tłumek wdzieram się ja, wyłaniając się z ciemności, na swoim rowerku, z maską na twarzy i torbą z przepoconymi majtkami, przerzuconą przez bark i dodatkowo trzymaną przez pierś w jednym ręku, jak jakiś zapalnik (przypomnę: jedno ucho torby rozdarło mi się chwilę wcześniej).

Mówię sobie – spokojnie, bez paniki – może cię nie zdejmą, jako potencjalnego zamachowca-samobójcę. Na sytuację, że jak zwykle potrafię się znaleźć we właściwym miejscu, o właściwej porze reaguję właściwym dla siebie nieskrywanym uśmieszkiem, co tylko wzbudziło jeszcze większe zainteresowanie ze strony służb mundurowych. Miejscowa publika nie reagowała – patrzyła bezrefleksyjnie, w pełnym napięciu oczekiwaniu, na pustą ulicę. Przezornie omijam jej ciemniejszą stronę. Tam mogliby mnie przejąć w sposób wręcz bezszelestny. Tutaj też mogą, ale przynajmniej na oczach kamer i całego świata.          

Nagle, od tyłu, w moją stronę pędzi nieoznakowany wóz na sygnale świetlnym. Myślę – oho, zgarną mnie na „wyjaśnienia”, a takie sytuacje, areszty „tymczasowe”, mogą przecież oznaczać lata przymusowych wakacji – w jednej chwili przypomniałem sobie o Maćku Dobrowolskim. Na szczęście pojazd mija mnie i jedzie dalej, wydając komendy policjantom, aby nakazali wszystkim gapiom trzymać się półtora metra od krawężnika. Wszystkim, czyli może dziesięciu osobom jakieś kilkaset metrów dalej.  

Dojeżdżam do kolejnego skrzyżowania, tym razem mojego. Tak więc – ocalony. Nic to, kątem kontuzjowanego oka widzę, że jeden z milicjantów chyba będzie chciał mnie zatrzymać. Wyraźnie zmierza w moją stronę. O nie, za blisko jestem celu, żeby teraz wymiękać. Sprawny rowerowy manewr i stróż państwa w uniformie odpuszcza.

Jeszcze tylko wjazd pod prąd w pustą jednokierunkową – tu nie było reakcji, bo policjant zajął się jakimś kierowcą. Wyjazd z jednokierunkowej – tu już była słowna reakcja, która spotkała się z moją ripostą w stylu: „Jakbyście nie zablokowali mi drogi, to nie jechałbym pod prąd”. („Zablokowali”, czyli nie tyle wyłączyli ulicę z ruchu, co postawili na trasie mojego przejazdu służbistę, który prawdopodobnie chciał mnie zatrzymać ze sobie tylko znanych powodów). Myk, i jestem już u siebie, nie licząc jeszcze jakichś tajniaków przy chodniku w samochodzie.    

Z telewizorni, która zupełnie nie służy mi do śledzenia tzw. programów informacyjnych, wyjątkowo podglądnąłem (wcześniej wyłączyłem głośność – tego nie idzie słuchać) przejazd oficjalnego przedstawiciela państwa zza wielkiej wody po mojej trasie przejazdu, zaraz po moim przejeździe.

Po tym wszystkim mogłem już oddać się przemyśleniom, wyciągnąć kilka wniosków i zadać kilka pytań:

- następnym razem muszę wyglądać groźniej, tak żeby polski milicjant czuł większy respekt. Może to zapewni mi łatwiejszy przejazd?

- telewizornia to niezła siła rażenia propagandy obecnej konstrukcji systemu, skoro nawet taki apaństwowiec jak ja, uznał za ciekawe prześledzenie trasy, jaką poruszała się kolumna samochodów Trumpa, jego dziatwy oraz funkcjonariuszy państwa.

- Derrick Jensen z Deep Green Resistance musi mieć rację, kiedy twierdzi, że mamy skolonizowane serca i umysły przez system. Odrzucić lojalność wobec systemu i przerzucić ją na świat naturalny – najważniejsza kwestia. Ale na początek trzeba omijać tzw. programy informacyjne.

- przejawem skolonizowanych umysłów i serc jest fascynacja danym politykiem, prezydentem, monarchą, celebrytą czy innym stworzeniem. Klakieryzm, oddanie i poklaski dla przedstawicieli systemu odpowiedzialnego za wojny i degradację ekologiczną Ziemi przypomina symptomy choroby psychicznej. W najlepszym przypadku to jest po prostu żenujące. A może to ten sławetny syndrom sztokholmski, czyli postrzeganie ludzi, których jesteśmy tylko zabawkami, jako swoich opiekunów, dobrodziei, zbawców?

- ciekawe, ilu spośród tych, którzy wywijali flagą USA, podparli swoją fascynację Panem Trumpem jakąkolwiek wiedzą o Stanach Zjednoczonych? Byli tam, albo chociaż poznali ten kraj z książek lub artykułów prasowych? I nie mówię tu o tekstach związanych z państwem i jego polityką, ale o życiu zwykłych ludzi. To tylko afirmacja sympatii do danego władcy świata? „Nasz jest lepszy, bo zabija mniej i sprawiedliwie, a tamten jest zły, bo zabija więcej i niesprawiedliwie”?

Fakt, iż komentuję ten cyrk ma swoje poważne powody. Dobra, nie będę ściemniał. Liczyłem, że Pan Tego Świata powie coś w stylu: „Kochamy was Polaczki. Pieprzyć granice, sztucznie narzucane przez państwa, wywołujące wojny o strefy wpływów. Znosimy wam wizy!”.

A co?! Kto mi zabroni takiego podejścia? Przynajmniej patrzę na sprawę praktycznie. Kto powiedział, że muszę żyć między wami, cywilizowanymi ludźmi, kiedy moja mentalność jest typowo indiańska? Panie Trump, pozwól mi Pan wjechać na terytorium Indian, a obiecuję, że zaszyję się gdzieś w rezerwacie i będę prowadził życie zgodne z prawami natury, nikomu nie wadząc, zanim ta wasza godna ocalenia zachodnia cywilizacja zysków zdegraduje cały ekosystem na Ziemi. Bądź człowiek, daj żyć.

Waldek



 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych