2017-06-22

Pożegnajcie się ze swoją rodziną


Trochę myślałem nad tym, jak zachęcić ludzi do uprawiania sportu za pomocą słowa pisanego, ale w końcu doszedłem do wniosku, że sportu nie da się zrozumieć, tylko trzeba go poczuć.

Mogłem więc napisać, jak dobrze jest być aktywnym fizycznie, jak poprawia to samopoczucie, ile to korzyści zdrowotnych, ale to nie miałoby sensu. Zrozumienie tego wszystkiego przychodzi dopiero z chwilą regularnego uprawiania sportu. To trzeba przeżyć. Poza tym „nawracanie” tzw. ludzi przestało mnie już zbytnio interesować, w tym sensie, że ich zdrowie jest mi obojętne. Każdy ma swój rozum, więc niech robi z niego użytek.

Wyjątkiem mogą być oczywiście moi najbliżsi lub jeszcze nie do końca zdająca sobie sprawę ze szkodliwości pijackiego życia dzieciarnia. Dlatego trochę przykro mi patrzeć na gnijącą w bezruchu rodzinę i tonących w używkach dzieciaków. Ci ostatni marnują młodość, która mogłaby stanowić podstawę szybkiego rozwoju. Nie tylko w sporcie. A rodzina, wiadomo. Prawie każdy ma rodzinę, więc może warto byłoby się już pomału żegnać z tymi, spośród jej członków, których tryb życia wyznacza konsumpcja, stres i leżenie przed telewizorem?

Tak, żyjemy w otyłym społeczeństwie kalek chodzących o kulach. Jest przyczyna i jest skutek, więc grom tego kalectwa upatruję w sposobie myślenia nastawionego na sportową bierność. Żadne choroby losowe czy genetyczne. To, jak się prowadzimy, generuje to, co otrzymujemy od swojego organizmu na dalsze lata życia.

Pieprzenie o tym, że „wykonuję pracę fizyczną, więc zażywam aktywności” również można sobie włożyć na półkę między książeczki z innymi bajkami. Praca fizyczna a regularny sport to zupełnie inny rodzaj wysiłku, na co duży wpływ ma przede wszystkim nastawienie psychiczne oraz szereg innych czynników z zakresu metodyki ruchu. Marnie to wygląda, jeśli ktoś od tej strony próbuje wykręcić się od aktywności sportowej i usprawiedliwić swoje lenistwo.

Piszę z własnej perspektywy i podobnych do mnie, więc jeszcze raz zasugeruję pożegnać zawczasu bliskie wam osoby, które dajmy na to: są po wylewie, zawale (lub mają problemy z sercem), są otyłe i nie trzymają diety, piją alkohol i nie znajdują nawet 5 minut w tygodniu na aktywność sportową.

Osoby palące papierosowe sk...o, które wam mówią, że „na coś trzeba umrzeć” zapytajcie, dlaczego nie kochają swojej rodziny, skoro chcą od niej przedwcześnie odejść (przy okazji dopytajcie, dlaczego serwując wam dym tytoniowy chcą również zabrać do grobu i was).

To prawda, że ciężko w takich sytuacjach śmiać się z najbliższych, którzy dziwią się, że mają problemy ze stawami (lub ogólnie aparatem ruchowym), choć przecież „większość życia przesiedzieli i nic z nim nie robili”. Jak wytłumaczyć takiej osobie, że właśnie owe „nic nie robienie” jest przyczyną ich bolączek? Jak przekonać do jazdy rowerem do pracy dla odciążenia stawów i samych ćwiczeń w jednym, gdy często słyszymy „nie, bo nie”? Nie? To goń później na operację. Trudno. A potem narzekaj, że już nie możesz chodzić, że boli już wszystko i pozostaje tylko łóżko i telewizor. Czyli dochodzimy do kolejnego etapu gnicia.

Od leczenia cukrzycy ważniejsze wypady na libacje? To skąd teraz ten płacz, że trzeba wizytować szpitale? Skąd biorą się te nagłe przypływy miłości do rodziny? Jakby oczekując współczucia, na które nigdy się nie zasługiwało.

Pożegnajcie tych ludzi, bo oni już – świadomie lub nieświadomie – dawno temu pożegnali się z tym światem. Może nie ich wina, że miniona epoka nauczyła ich pracowitości, chciała tylko wyeksploatować, ale zapomniała wykształcić prozdrowotny instynkt samozachowawczy. Ich wina, a raczej głupota polega na tym, że ignorują docierające do nich oznaki śmierci. Skoro już więc witają się z nią na progu, to żegnają się z rodziną. Siłą rzeczy i wy pożegnajcie się z nimi jak najszybciej, bo możecie nie zdążyć.

Waldek (jest postacią NIEfikcyjną o fikcyjnym imieniu). Kiedyś pisywał częściej, ale od teorii woli praktykę, więc tworzył opisy otaczającej go rzeczywistości tylko w głowie. Ich nadmiar bywa dokuczliwy, więc Waldek resetuje swoją głowę dopuszczając przez „nieuwagę” kilka ciosów swoich przeciwników z ringu. Kiedy brakuje treningu, a myśli kłębią się aż pod sklepieniem czaszki, czasami coś wypluje na papier. Tak, do zeszytu. Bo Waldek gardzi techniką. W ogóle znany jest jako cichy, skromny, cierpliwy (do czasu), a więc nielubiany chłopak o gołębim sercu, któremu bliska jest filozofia życia dinozaura Denvera: nie skrzywdzi nawet pchły. Dlatego też pogardza gatunkiem ludzkim, choć lubi przebywać w jego otoczeniu.


 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych