2017-02-01

Natura, wycinka drzew, błędy człowieka


Dotyka mnie widok wycinanego drzewa, nawet tego rzekomo „martwego”, spróchniałego. Żyjąc w mieście docenia się każdy skrawek zieleni, która toczy swój bój w nierównej walce z betonem, kostką brukową, spalinami i innymi zanieczyszczeniami.

Roślinność, która utrzymuje człowieka przy życiu i zdrowiu, również psychicznym, posiada jeszcze jednego przeciwnika. Tego kategorycznego, właściwego. Można to traktować w kategoriach paradoksu, ale tym przeciwnikiem jest właśnie człowiek.

Człowiek, istota wyalienowana z natury, konsekwentnie, w przenośni i dosłownie podcina gałąź, na której siedzi. I tu kolejny paradoks – niby funkcjonuje coś takiego jak ustawa o ochronie przyrody, a na jej podstawie ustalane są zasady wycinki drzew. Nie sadzenia nowych, ale wycinki właśnie.

Choć każdy cywilizowany kraj może poszczycić się stosowaniem podobnych ustaw, to nie zmienia to w niczym faktu, że natura i tak jest zmuszona ugiąć się pod naporem działalności człowieka. Dodajmy, że działalności destruktywnej, zatruwającej nasze środowisko.

Kiedy przyjdzie opamiętanie? Trudno powiedzieć? Po kolejnych doniesieniach o związkach pomiędzy umieralnością a zatruciem powietrza? Po wykazaniu związku pomiędzy zachorowalnością na nowotwory a chemiczną pseudożywnością?

Trudno uwierzyć w zmianę podejścia do przyrody, kiedy za przekładanie zwrotnicy w tej kwestii zabierają się szanowne ponadnarodowe twory polityczne zwane państwami, raczej nie zainteresowane naturą, prędzej wskaźnikiem PKB. Do tego odpowiedzialne za eksploatację środowiska naturalnego.

Prowadzą swoją zawoalowaną grę polityczną, przerzucając się limitami na emisję dwutlenku węgla, dekretami itp. Wszystko w celu realizacji partykularnych interesów, ideologii, nie ochrony środowiska. Efekty zawsze są te same, czyli nijakie. Dziwne, że tzw. organizacje ekologiczne dają się wciągać w te rozgrywki na poziomie nierealnym, czyli politycznym.  

Tymczasem realna walka o świadomość ekologiczną człowieka toczy się na dole, między nami. Tutaj jesteśmy w stanie zdziałać najwięcej dla przyrody. Zabieganie o jak największą ilość zieleni w miejscu swojego zamieszkania powinno być troską podstawową w tej materii. Szczególnie, gdy żyjemy w betonowej miejskiej dżungli, zatęchłej i śmierdzącej od spalin.

Tym bardziej razi ekspansja betonu czy kostki na miejską zieleń, ten ostatni skrawek natury dla mieszkańców miast. Ci ostatni, jeśli chcą żyć w zdrowym otoczeniu, nie mają większego wyjścia – muszą po porostu zacząć interesować się tym, co dzieje się z przyblokową zielenią. Przy okazji muszą też uwrażliwiać swoich sąsiadów na potrzebę zabiegania o zielone miejsce zamieszkania. Jeśli chcemy mieć zza okna widok drzew, które przed wycinką niestety same się nie obronią, to trzeba podjąć jakąkolwiek w tej sprawie reakcję, nawet edukacyjną.

Edukacja jest potrzebna, bo jak niedawno można było się dowiedzieć od prezesa jednej z warszawskich spółdzielni – od nowego roku spółdzielnie nie muszą już ubiegać się o zezwolenie na wycinkę drzew.

Okazuje się, że to jednak nieprawda. Nowelizacja ustawy „o ochronie przyrody” zezwala na wycinkę drzew, jeśli nie ma to związku z działalnością gospodarczą. Mimo wszystko nowe przepisy nadal obligują spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe do występowania o zgodę na wycinkę oraz wnoszenie z tego tytułu stosownych opłat. Przykłady płyną pod tym względem chociażby z Wrocławia, Krakowa, Lublina, Olsztyna czy Białegostoku.

Z kolei opłaty za wycinkę mogą być ustawowe lub lokalne, co w tym ostatnim przypadku zależy od decyzji miasta, gminy. Stawka ustawowa wynosi 500 zł za wycięcie jednego centymetra drzewa.

Tak to wygląda od strony formalnej. Inna sprawa, że zamiast o wycince wolelibyśmy raczej czytać o sadzeniu nowych drzew czy pielęgnacji tych istniejących, co byłoby nawet zgodne z przesłaniem ustawy – „o ochronie przyrody”. Ale to już dotyka owego paradoksu, gdzie „o ochronie” rozprawia się dzisiaj w kontekście „wycinania”. W tym miejscu nie będziemy jednak dyskutować o błędach interpretacyjnych i poznawczych człowieka, choć z pewnością jest to jedna z jego przypadłości, obok braku poszanowania dla natury.

A może jedno wynika z drugiego? Może człowiek zatracił kontakt z rzeczywistością, gdyż za bardzo poczuł się panem natury, istotą od niej niezależną? Ten błędy tok rozumowania nie wróży jednak zarówno przyrodzie, a tym samym uzależnionemu od niej człowiekowi nic dobrego.  

S.G.



 
 
Kwiecień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych