2015-03-13

Dlaczego jestem straight edge?


Wiele osób, które mnie poznaje, często wyraża zainteresowanie i zdziwienie moim podejściem do życia. Najczęściej pytają mnie o mój stosunek do alkoholu, prosząc o uzasadnienie mojej stuprocentowej abstynencji. Zdarzają się i tacy, którzy próbują zracjonalizować swoje uzależnienie od tytoniu, a inni – sporadyczne zażywanie narkotyków (głównie marihuany).

Moja przygoda z sXe zaczęła się mniej więcej w wieku 15/16 lat. Zawsze odrzucało mnie od imprez, na których ludzie jedyne, co robili, to pili, palili oraz najczęściej uprawiali seks, niczym zwierzęta. W życiu kilka razy zdarzyło mi się być pijanym. Dzisiaj wiem, że decyzja o całkowitym odrzuceniu tych form prymitywnego hedonizmu była słuszna. Przede wszystkim kwestia alkoholu. Podczas alkoholowych libacji ludzie doprowadzają się do stanu, który nazwać „żałosnym” to za mało. Nie zdają sobie sprawy, co robią, wygadują głupoty, ośmieszają się, a przy tym często dochodzi do sytuacji, które na trzeźwo nie miałyby miejsca: np. przygodny seks w toalecie lub bezsensowna bójka. Oczywiście to nie koniec. Połowa następnego dnia zwieńczona jest ogromnym kacem, który uniemożliwia koncentrację na czymkolwiek. Alkohol również nie spada z nieba. Ludzie wydają dużo pieniędzy na świństwo, które nie dość, że prowadzi ich ścieżką odmóżdżenia i fałszywej radości, to dodatkowo zabija ich szare komórki!

Ten ostatni argument zwolennicy alkoholu próbują odeprzeć w następujący sposób: umiarkowane picie wcale nie jest szkodliwe dla szarych komórek; lampka wina do obiadu okazuje się być zdrowa (jak nawet podają naukowcy). Kontrargument ten brzmi niezwykle przekonująco. Zapytajmy się jednak tych, którzy go wykorzystują, czy sami się stosują do zasady jednej-lampki-wina-dziennie. Czy nie jest przypadkiem tak, że granica między jedną lampką wina, a kieliszkiem wódki, browarem z przyjaciółmi jest bardzo cienka? Dzisiaj mówię „jedna lampka wina”, jutro powiem „libacja alkoholowa”. Nie dajmy się zwieść tym sofistom. Nawet gdyby ktoś z nich faktycznie pił przez całe życie tylko jedną lampkę wina dziennie (w co śmiem wątpić), to i tak byłby narażony na alkoholową pokusę podczas każdego spotkania ze znajomymi, na urodzinach, imprezie czy meczu. Plusy z niepicia alkoholu to nie tylko zachowanie trzeźwości myślenia, większa kasa w portfelu i panowanie nad sobą, ale to również ćwiczenie charakteru. Każdy, kto konsekwentnie odmawia spożywania jakichkolwiek trunków wykazuje się siłą woli i nieugiętą postawą. Jak wiadomo, w życiu są one bezsprzecznie niezbędne.

Problem papierosów wydaje się prostszy. Wciągamy do płuc nikotynę, której „zbawienne” skutki wszyscy znamy. Na pewno każdy z Was, gdy wytknął palaczowi, że umrze na raka, spotkał się z tekstem „na coś umrzeć muszę”. Zastanawiam się, czy żal do takich ludzi wynika z ich głupoty, czy z tego, że faktycznie się zabijają. Jasne, każdy na coś musi umrzeć, ale paląc, nie dość, że przyśpieszamy ten proces (ryzykując niezwykle okropnego i uciążliwego raka płuc), to jeszcze nasze ciało wiotczeje, a kondycja spada. Nie mówiąc o kwestiach finansowych, bo za jedną „ramę” szlugów płaci się nawet kilkanaście złotych!

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jakiś kosmita postanawia odwiedzić Ziemię, by zaobserwować jej mieszkańców. Przypatruje się biurowcom, z których regularnie wychodzi masa ludzi, by w niezrozumiałym dla niego celu zapalać dziwne przedmioty, które wtykają do ust, by po chwili wypuścić z nich dym. Jedyne, co z tego mają, to mniej pieniędzy, mniej zdrowia, tracą czas, a na dodatek śmierdzą! Z pewnością taki kosmita uznałby ludzi za idiotów, w czym wcale by się nie mylił.

Niektórzy palacze mówią mi, że kręci ich sama „kultura palenia”, inni zaś mówią o chęci „zamyślenia się z papierosem w ustach”. Sądzę, że pierwszy argument to kompletna bzdura, zwykły przejaw dziecinady. Ktoś się truje, truje innych i wydaje grubą kasę tylko dlatego, że podoba mu się jakaś wydumana „kultura palenia”? Ciekawe, czy tego samego życzyliby swoim dzieciom? A palącym myślicielom radzę nauczyć się zamyślać bez papierosa. Nie ma chyba nic bardziej uwłaczającego ludzkiej godności od małego śmierdzącego gówna, którego potrzebujemy, by móc pomyśleć.

Kwestii narkotyków nie trzeba nawet omawiać. Nie muszę mówić czym skutkuje zażywanie jakiegokolwiek rodzaju „dragów”, nawet tej rzekomo nieszkodliwej (lub mało szkodliwej) maryśki.

Generalnie ludzie szanują moje poglądy, zawsze ktoś mi mówi, że czuje do mnie respekt właśnie dlatego, że mam twardy charakter i stałe poglądy. Pamiętam jedną sytuację, gdy nowopoznany jegomość stwierdził, że mi zazdrości, bo sam nie potrafi się dobrze bawić, jeśli nie pije. To naprawdę smutne, do czego prowadzi alkohol. A to, że nie można się bawić bez używek, to mit! Ja i moi niepijący znajomi jesteśmy tego najlepszym przykładem. W każdej sytuacji potrafimy wspólnie spędzać czas, czy to na treningach, czy na dyskusjach lub innych formach rozrywki.

Na razie bardzo niewiele powiedziałem o czwartym aspekcie abstynencji sXe. Jak wiadomo, straight edge nie pali, nie pije, nie zażywa narkotyków, ale również nie uprawia seksu przygodnego. Prawdziwą obrzydliwością jest „robienie tego” z kimś, do kogo się nic nie czuje, dla zwykłej, zwierzęcej przyjemności. Wady tego są następujące: przede wszystkim w naszym życiu nad rozumem zaczynają dominować instynkty i niskie emocje; tracimy wtedy to, co odróżnia nas od zwierząt, czyli rozumność. Myślę, że zabija to w nas również możliwość głębszego uczucia, które jest gwarantem prawdziwej miłości (również tej cielesnej); przyzwyczaiwszy się bowiem do przygodnego seksu bez zobowiązań, nie pojmujemy sfery intymnej jako sfery sacrum, którą oddajemy tej jedynej, najbliższej nam osobie. Co więcej, jaki dajemy przykład naszym dzieciom? Co zrobisz, gdy Twoja 14, 15-letnia córka zapyta się Ciebie, z kim to robiłeś i ile razy. Co, gdy poprosi o pozwolenie na wyjazd z kolegą pod namiot? Skoro Ty to robiłeś, dlaczego ona by nie miała? A Twoja żona? Chciałbyś, aby mała 20 kochanków przed Tobą? Przyzwyczajenie do seksu bez zobowiązań prowadzi również do sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie wziąć na siebie ciężaru odpowiedzialności. Żyjemy dniem dzisiejszym, a nasze pokusy są tym większe, im częściej oddajemy się naszej zwierzęcości.

Jako istoty racjonalne, powinniśmy odrzucić model życia, w którym wszystko obraca się wokół marnych pseudoprzyjemności. Jednym z najlepszych wyborów mojego życia było właśnie wkroczenie na ścieżkę straight edge. To dzięki niej bez problemu mogę uprawiać sport, jestem zdrowy, zaś do zabawy nie potrzebuję ani odrobiny alkoholu. Co więcej, umiem powiedzieć stanowcze „nie”, mam twardy charakter i stabilny kręgosłup moralny. Nie mówię tego, by się chwalić czy wywyższyć. Pokazuję Ci tylko, co to znaczy być sXe i jakie daje to korzyści. Stajesz się wzorem do naśladowania dla innych, a każdy wie, że jesteś osobą silną i godną podziwu. Nie zastanawiaj się, kiedy, zrób to już teraz! Wyrzucić papierosy, odstaw alkohol, pokaż, że naprawdę jesteś człowiekiem – istotą obdarzoną rozumem, mającą świadomość tego, co czyni, jednostką moralną i dobrą. Sobie i Wam wszystkim życzę całego życia z sXe!

►T.

⇒Tożsamościowiec nr 1 / 2013


 
 
Listopad 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych