2015-03-05

Kobieta – rzecz zbędna


W kontekście najnowszych doniesień o krytycznym przyroście naturalnym w Polsce, nie sposób nie zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Otóż, od lat sytuacja kobiet w naszym kraju jest niezmiennie ciężka na rynku pracy, czego zapewne doświadczyła prawie każda z nas.

Oczywiście powodów takiej sytuacji jest wiele, jak pisaliśmy już w artykule zamieszczonym w Internecie pt. Przyczyny ujemnego przyrostu naturalnego, pracodawcy mają obowiązki wobec ciężarnych kobiet, od praw określających przywileje pracujących kobiet w ciąży, poprzez składki ZUS, a na powrocie kobiet do pracy kończąc. Pozornie wszystko to jest zasadne i pozwala kobietom w tym stanie czuć się komfortowo (nie mogą brać nadgodzin, pracować nocą czy wykonywać prac uciążliwych), jednak w rezultacie powoduje to spychanie kobiety na dalszy plan podczas tego stanu i zastępowanie jej wydajniejszymi pracownikami. Po urodzeniu dziecka kobieta nie jest także pewna, że będzie nadal wykonywać taką samą pracę i każda obawia się zwolnienia tydzień po powrocie.

Obecnie sytuacja finansowa nie pozwala większości rodzin utrzymywać się z jednej tylko pensji małżonka. Wydatki związane z posiadaniem dzieci są kolosalne, licząc choćby pampersy czy mleko w pierwszych latach życia malucha. Do ciężarów rodzicielstwa, a szczególnie macierzyństwa dochodzą również problemy z otrzymaniem i utrzymaniem pracy. Młode kobiety, jeszcze bezdzietne, nie są mile widziane przez pracodawców, ponieważ w każdej chwili mogą zechcieć posiadać potomstwo. Wówczas pracodawca musi liczyć się z kosztami związanymi ze zwolnieniem chorobowym, co trwać może nawet kilka miesięcy.

Do tego dochodzi następnie urlop macierzyński, za który co prawda płaci ZUS, ale pracodawca, jak wspomniałam, ma obowiązek umożliwić po nim matce powrót do pracy. Z punktu widzenia pracodawcy nie jest to korzystne, koszty są ogromne i kłopot choćby z szukaniem zastępstwa. Sama ostatnio doświadczyłam tego na własnej skórze, kiedy potencjalny pracodawca kazał zgłosić się wtedy, gdy będę już posiadać potomstwo, aby zaoszczędzić sobie koszty.

Dla młodej kobiety jest to podcięcie skrzydeł i rzucanie kłód pod nogi. Przecież jest to wiek, w którym osoby są ambitne, szybko się uczą i mają zapał do pracy. Dziecko może pojawić się równie dobrze za kilka lat lub ze względów zdrowotnych w ogóle. Nie jest również z góry ustalone, że każdy chce je posiadać. Poza tym pojawia się pytanie, czy po urodzeniu dziecka pracodawca nie zacznie się obawiać potencjalnych zawirowań w kwestii dyspozycyjności matki – dzieci często chorują, szczególnie przebywając w żłobkach/przedszkolach, czy po prostu rodzice nie mają ich z kim zostawić.

Oprócz tego nie jest powiedziane, że posiadając jedno dziecko rodzice nie zapragną kolejnych. I tutaj słowa pracodawcy o zgłoszeniu się po dorobieniu się pierwszego dziecka stają się bezzasadne. W związku z tym, młoda kobieta będąc bezdzietna, nie ma możliwości skutecznie starać się o wymarzoną pracę w dzisiejszych realiach.

Natomiast fakt jest taki, że nawet jeśli zatrudniona kobieta zajdzie w ciążę, to po powrocie do pracy będzie w nią bardziej zaangażowana. Po pierwsze, będzie osobą spełnioną, a po drugie będzie musiała solidnie wywiązywać się z obowiązków, ponieważ musi przecież utrzymać rodzinę.

Czy warto zatem obawiać się kobiet w pracy? Myślę, że nie. Owszem, również posiadając dziecko wolałabym spędzać z nim czas i wychowywać w domu, co wpłynęłoby pozytywnie na jego rozwój. Jednak nie oszukujmy się, czasy niestety się zmieniły i dziś z wielu względów, przede wszystkim finansowych, nie jest to możliwe.

Co w związku z tym można zmienić, aby kobiety mogły godnie żyć, zarabiać i posiadać potomstwo bez obaw? Należy znaleźć odpowiednie rozwiązanie, które rzeczywiście pozwoli rozwiązać tę patową sytuację kobiet, pracodawców, a co za tym idzie całego społeczeństwa, aby się nie wyludniało. I nie optuję oczywiście za parytetami, które są, powiedzmy to wprost – idiotyczne. Warto zastanowić się nad realnymi zmianami, dzięki którym ta sytuacja mogłaby ulec zmianie.

Po pierwsze, pracodawcy powinni mieć możliwość wykorzystywania ulg podatkowych na kobiety ciężarne, a także możliwość zmniejszenia składki ZUS na osoby wychowujące dzieci. Po drugie, skoro i tak zabierane są nam środki przy każdej wypłacie, które w większości idą na przeżarcie dla polityków, warto zastanowić się, czy część składek nie powinno być przeznaczane na realne potrzeby związane z macierzyństwem. To zachęciłoby kobiety do posiadania rodziny, a pracodawców do zatrudniania ich. Przy okazji politycy i urzędnicy mieliby mniej funduszy na przyznawanie sobie premii i nagród. Wszystko byłoby, jak powinno. Kobiety mogłyby spokojnie wychowywać dzieci na macierzyńskim i wychowawczym wiedząc, że mogą wrócić na stałe do pracy, a szefowie nie byliby obciążeni takimi kosztami utrzymywania niewygodnego pracownika.

Niestety, politycy poruszają niewygodne kwestie jedynie przed wyborami lub by utrzymać się przy władzy. Kilka lat temu pojawiły się propozycje uzależnienia wieku emerytalnego kobiet od liczby urodzonego potomstwa czy opłaty składek emerytalnym kobietom przebywającym na urlopach wychowawczych. Byłyby to dość istotne kwestie, nad którymi warto się pochylić i rozważyć, jednak przecież nasi rządzący mają tyle istotniejszych spraw na głowie – pilnowania własnego nosa i finansów.

Czy jest zatem nadzieja na realną pomoc młodym ludziom przy zakładaniu rodziny? Na pewno tak, ale społeczeństwo musi się obudzić i zacząć walczyć o swoje.

►Monika Arszewińska

⇒Społecznościowiec nr 1 / 2014


 
 
Sierpień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych