2015-02-19

Pieniądze nie czynią lepszym


Pieniądze i majątek od zawsze stanowiły kość niezgody i nierówności między ludźmi. Kiedyś stany lub klasy społeczne – dziś, choć już nie tak namacalne, to jednak nadal istnieją.

Obecnie warto zwrócić uwagę na tzw. klasę średnią, którą od tej najwyższej dzielą zarobki rzędu 20 tys., od najniższej natomiast zaledwie kilka tysięcy. Nie są to więc ludzie zarabiający najniższą krajową (1300 zł netto), ale osoby z dochodem 4-7 tys. miesięcznie. Dla tych z „wynagrodzeniem” najniższym w kraju są to zatem istni bogacze. Choć faktem jest, że ich zarobki są dla większości z nas kosmicznie wysokie (każdy z nas zastanowił się już pewnie, ile to miesięcznie udałoby się odłożyć), to jednak patrząc z perspektywy tych zarabiających jeszcze więcej, są to, co by nie mówić, płotki.

Zatem należy się zastanowić, skąd w tej naszej middle class tyle pychy i zarazem pogardy dla osób zarabiających mniej? Dostrzegam bowiem na co dzień wśród takich średniaków zachowania pokazujące, że uważają się oni za kogoś lepszego. Warto się jednak zastanowić, czy pieniądz świadczy o wartości człowieka. Moim zdaniem nie. Dlatego postawy wywyższania się, pokazywania, że mnie się należy, bo zarabiam więcej i wszyscy muszą wokół mnie skakać, bo taką mam zachciankę, są dla mnie po prostu odpychające.

Co ciekawe, z doświadczenia wiem, że osoby zarabiające po 10 tys. potrafią być bardziej ludzkie i odnosić się do wszystkich z szacunkiem bez względu na stan majątku. Może to i rzadkość, ale mi naprawdę zdarzało się spotykać takie przypadki. Stąd mój wniosek, iż osoby zarabiające trochę powyżej płacy minimalnej dostają małpiego rozumu i nie potrafią pozostać sobą. Nie znam osoby, która nie zmieniłaby się po awansie zawodowym lub solidnej – z mojego punktu widzenia – podwyżce. Owszem, takie podwyżki bardzo często są zasłużone, natomiast zastanawia mnie fakt, że ludzie ci od razu zaczynają nosić się wyżej. Ja im nie zazdroszczę, to nie o to chodzi. Widzę tylko, i jest to dla mnie niezrozumiałe, że człowiek staje się wówczas inny.

Razem ze znajomymi mieliśmy takiego koleżkę w składzie, którego poznaliśmy jeszcze podczas studiów. Jego działania pokrywały się ze światopoglądem, który człowiek ten wyznawał. Odpowiedzialność za innych, za wspólnotę, to była kwintesencja naszych wspólnych wartości. Potem jednak nasz znajomy znalazł dobrze płatną pracę i nagle odpowiedzialność za wspólnotę w działaniu ustąpiła przeświadczeniu, że liczy się tylko jego własna satysfakcja, bo jak kiedyś sam zauważył – „ja nie muszę się już o nic martwić, mam dobre zarobki, co mnie obchodzą inni”.

Nasze drogi musiały się rozejść, co było rzeczą naturalną. W końcu, czy można koegzystować z człowiekiem, który myśli już tylko o zaspokajaniu swoich przyziemnych potrzeb, a do całego otoczenia przejawia postawę, ujmując to eufemistycznie – olewczą? Po pewnym czasie nie dało się już z nim wytrzymać, aż w końcu miarka się przebrała i... (nie) do zobaczenia. Pytanie, co takiego musiało zajść w jego umyśle, że z człowieka naprawdę przychylnego i otwartego na współdziałanie, przeistoczył się on w egocentryka, który gdzieś po drodze zagubił takie wartości, jak koleżeństwo, wspólnota, solidarność? A może zawsze taki był, a większe wpływy na konto były tylko bodźcem, który wyzwolił negatywne zachowania?

Tak na marginesie – a ile jest takich osób, które odwracają się od was bynajmniej nie tylko dlatego, że nagle zaczęły dobrze zarabiać, co w naszych warunkach gospodarczych przecież nie zdarza się zbyt często? Bo korzystnie jest dla nich po prostu przestać się z wami zadawać, bo „nie mają czasu” i „mają swoje sprawy”, które kolidują ze znajomością z wami, z dalszym wspólnym działaniem, jeśli sprawa dotyczy relacji na poziomie aktywistycznym. Czyli wcześniejsze relacje, budowane na zażyłości i braterstwie, nagle nie mają znaczenia i przegrywają z przyziemnymi sprawami, zniechęceniem, a może tylko ze zmianą stylu życia – z tego bardziej charakternego na rozleniwiający i imprezowy. A jak już co poniektórzy wpadną w sidła tzw. miłości, to można się pomału z nimi żegnać. Uganianki i podchody za tą „jedyną” przysłaniają im świat, który nagle nie ma żadnego znaczenia. Dosłownie jak zwierzęta. Ehh, działacze i koledzy...

A czy kogoś w ogóle można dzisiaj określać tak doniosłym słowem, jak kolega? Jeśli ktoś, poza rodziną oczywiście, może kogoś dzisiaj tak określić, bo wie, że może na tego kogoś liczyć niezależnie od swojego położenia, to naprawdę gratuluję i zazdroszczę zarazem. Dzisiejszy świat nie przywiązuje już wagi to wypowiadanych słów. Dlatego uważajcie, jeśli kogoś nazywacie swoim kolegą, bo kiedyś się przeliczycie i z „kolegi” wyjdzie wam zwykły „znajomy”. I to ostatnie słowo chyba najlepiej oddaje charakter dzisiejszych relacji, jakie zachodzą pomiędzy zadającymi się ze sobą ludźmi. Kolega, przyjaciel, to chyba na współczesne realia za dużo powiedziane. Po prostu znajomy, czyli taki, którego znam, i po którym nie mogę się spodziewać zbyt wiele. Przyjaźń? Umarła już dawno temu. Czasami czytam o niej w książkach, podziwiając zażyłość i bliskość relacji pomiędzy dwojgiem ludzi, które tylko w czasach współczesnych mogą być odbierane w karykaturalnej formie i przyjmowane głupkowatymi drwinami.

Tylko współcześnie wypaczone przez skrajny indywidualizm umysły, które już nie rozumieją prawdziwej doniosłości przyjaźni, mogą upatrywać w zażyłości pomiędzy dwojgiem ludzi zachowań homoseksualnych, jak swego czasu pewne persony salonu zaczęły określać przyjaźń pomiędzy „Rudym” a „Zośką”, bohaterami „Kamieni na szaniec”. Dobrze, że ci oczerniacze nie wzięli się za książkę Zbigniewa Kabaty ps. Bobo pt. „Byłaś mi radością i dumą”, żołnierza oddziału partyzanckiego „Jędrusie”, w której opisuje on w wyjątkowo piękny i poetycki sposób swoje relacje koleżeńskie, jakie dzielił ze swoim druhem Zdzisławem de Ville. Wiadomo, jak zostałby odebrany przez nich opis zimnej nocy, podczas której dwaj partyzanci musieli ogrzewać się własnymi ciałami. Nie miałoby wówczas znaczenia, że „Bobo” opisywał tej nocy na prośbę swojego kolegi postać ukochanej „Zdzicha”. Liczyłoby się tylko zinterpretowanie „tej bliskości” na modłę współczesną, parodiującą, a za „dowód” kolejnej „homoseksualnej rewelacji” posłużyłyby zapewne inne opisy Kabaty, w tym wiersze, w których wspominał on czule swojego kolegę, zabitego przez Niemców 22 sierpnia 1943 roku.

Przyznam, że nie wiem tak do końca, w czym tkwi sedno sprawy? Dlaczego ludzie tak łatwo przekreślają znajomość i wspólne relacje, która trwała nawet od najmłodszych lat, dlaczego obecnie patrzą na nią, jak na jakiś przeżytek? Czy problem tkwi w naszej polskiej mentalności i lubowaniu się w przechwałkach, czy po prostu w „magii” pieniądza, która dopada każdego człowieka, bez względu na narodowość czy urodzenie? Może tylko określone sytuacje rodzą prawdziwe przyjaźnie, a natura ludzka i charakter danego człowieka odgrywa tutaj tylko drugorzędne znaczenie? A może przyczyn rozluźnienia więzi społecznych należy doszukiwać się jeszcze głębiej, a mianowicie w zachowaniach kulturowych, które w dobie skrajnego indywidualizmu, promują właśnie takie postawy społeczne, jak samolubstwo, egoizm, snobizm, zysk indywidualny poza standardami etyki?

Wracając do kwestii już tylko czysto finansowych. Widzę, że ludzie czerpią przyjemność z przechwałek i chcą chlubić się w zazdrosnych spojrzeniach innych, kiedy ci dowiedzą się, że szkolenie kosztuje 6 czy więcej tysięcy, a „mnie jest na nie stać i jest to dla mnie wydatek taki, jak dla Ciebie biedaku na buty z bazaru za 40 zł”.

Rada na koniec – pieniądz nie mówi o wartości człowieka, bo dziś on sam jest wart tyle, ale jutro może już być przydatny jedynie do podkładania go pod gorący kubek na stole. I nie nazywajcie kogoś przyjacielem w czasach, gdy wszystko mierzy się wartością pieniądza i korzyściami osobistymi. Przyjaźń to poświecenie, co przekładając na rozumowanie ludzi współczesnych oznacza tylko tyle, że nie przynosi korzyści i jest zbyt drogie. Niektórzy nawet myślą, że przyjaźń, a nawet miłość (uczuciową, nie tylko cielesną) można sobie kupić. Pytanie, czy to jakieś skrajne przypadki, czy jednak już powszechność?   

►TeO

⇒Społecznościowiec nr 1 / 2014


 
 
Maj 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych