2014-12-25

Spo-nar-chizm, czyli społeczny, narodowy, anarchistyczny


Dywagacje i dysputy na tematy ideologiczne mogą przez jednych zostać uznane za jałowe i nudne, ale ja stoję na zupełnie innym stanowisku – uważam, że pozwalają one na wzbogacanie swojej wiedzy i zachęcają do poszukiwania rozwiązań problemów w sposób pokojowy. Warto więc dyskutować na każdy temat.

Swego czasu do redakcji Społecznych napisała osoba, która była ciekawa stosunku sponarchistów do takich zagadnień, jak postulowana przez nas „własność społeczna” i „równość społeczna”, „stosunek sponarchizmu do wiary chrześcijańskiej, libertarianizmu, własności intelektualnej, aborcji, eutanazji oraz prohibicji narkotykowej (w sensie samego pomysłu karalności posiadania i handlowania narkotykami)”. To pierwsza kategoria „niewiadomych”, do której trzeba się będzie odnieść w innym miejscu.

Ponadto nasz Czytelnik był ciekawy różnic, jakie miałyby zachodzić pomiędzy ideą sponarchizmu, a takimi koncepcjami, jak anarchokapitalizm, anarchokonserwatyzm i anarchomonarchizm. Przy okazji nasz rozmówca słusznie zauważył, że sponarchizm zbliża się pod względem swoich wartości nadrzędnych do koncepcji woluntaryzmu, która mówi, że społeczeństwa o różnej orientacji ideologicznej mogą żyć obok siebie, a życie nie musi być podporządkowywane jednej odgórnej koncepcji. O stosunku do kapitalizmu ogólnie pisaliśmy tutaj: Sponarchizm – stosunek do zwolenników kapitalizmu.

Aczkolwiek uczciwie musimy nadmienić, że jedno to „kapitalizm”, rozumiany jako usankcjonowanie globalizacji i władzy korporacji, niszczących lokalne gospodarki narodowe, a także jego prymat „zysku” za wszelką cenę, prowadzący w rzeczywistości do wyzysku społeczeństwa i terroru sprzedaży, który nie liczy się z żadnymi kosztami natury pozamaterialnej – czyli wyzysku. Inna sprawa to tzw. wolny rynek, pojęcie tożsame z walką o wolność gospodarowania własnymi środkami poza kontrolą władzy państwowej. Dlatego kapitalizm to niekoniecznie to samo, co warta poparcia idea wolnorynkowa. Możemy z sympatią patrzeć na przykład na handel uliczny bez jakiejkolwiek zgody urzędników, co jest zdrowym objawem wolnego rynku, ale działalność wielkiego biznesu, sprzężonego z państwową biurokracją w niszczeniu lokalnej gospodarki, zawsze będzie budzić nasz sprzeciw. I to określamy kapitalizmem. To w ramach uzupełnienia do anarchokapitalistycznego wątku.

Zawsze staramy się to tłumaczyć osobom pytającym o sponarchizm – świat wolnych, naturalnie kształtujących się wspólnot o odmiennej orientacji ideologicznej i celach społecznych, leży u podstaw idei sponarchizmu. Sprowadzanie toku myślenia ludzkości do jednej koncepcji jest po prostu nierealne i niewykonalne. Historia podpowiada, jak mogą zakończyć się takie eksperymenty. Jednakże mówimy sponarchizm, a nie woluntaryzm. Dlaczego?

Ponieważ, pomimo propagowania świata zróżnicowanego pod względem ideologicznym, kulturowym czy etnicznym, gdzie każdy człowiek powinien znaleźć swoje miejsce i żyć w gronie bliskich sobie osób, propagujemy swój własny typ ideologiczny. Jego podstawą jest wspólnota społeczna – zorganizowana społecznie zbiorowość, która bierze czynny udział w kreowaniu otaczającej jej rzeczywistości. Robi to w sposób demokratyczny, dobrowolny (jak stowarzyszenia u E. Abramowskiego) i co najważniejsze – lokalny (bez narzuconego odgórnie podziału administracyjnego). Obecnie to do państwa należy głos decyzyjny, a społeczeństwo ma się dostosować do wszelkich rozporządzeń góry. Oczekujemy, że w obecnych warunkach będzie powstawać coraz więcej niezależnych od władzy grup, organizacji, stowarzyszeń czy fundacji, które będą stopniowo przejmować kompetencje urzędników. Jak? Swoją aktywnością w konkretnych, wybranych przez siebie i wyspecjalizowanych dziedzinach aktywności obywatelskiej.

Dalej sponarchizm odwołuje się do idei zbiorowości etnicznej, tej naturalnie ukształtowanej społeczności, budującej swoją jedność w oparciu o wspólną tradycję, tożsamość pochodzenia, historię i kulturę. Przez wielu wątek narodowościowy jest ignorowany, przyjmowany jako niepotrzebny balast na drodze do wyzwolenia wyzyskiwanych społeczeństw, ale może odegrać on pozytywny wpływ na kształtowanie zdrowych uniwersalnych dla danego narodu wzorców zachowań i wytwarzać poczucie solidarności pomiędzy poszczególnymi i rozproszonymi grupami społecznymi w łonie danego narodu. To wartość jednocząca i kształtująca ludzi, zachęcająca ich do szukania porozumień poza swoimi zamkniętymi drobnymi grupami społecznymi. Zaprzeczeniem tego modelu mogą być tendencje szowinistyczne i ksenofobiczne, jako przejaw zachowań rozbijających wspólnotę interesów. Solidarność międzynarodowa, szczególnie w dobie wyzysku kapitalizmu globalnego, jest więc jak najbardziej pożądana. I łatwiej ją osiągnąć na poziomie zbiorowości etnicznych, nawet drobnych, bo współpraca ta przybiera znamion współpracy strukturalnej, niż tylko pojedynczych grup społecznych, działających w obrębie wybranych tylko dziedzin życia, ale jednak pozostających w rozproszeniu.

Anarchizm, to nieodłączny element sponarchizmu. Nie jako doktryna, bo takiej chyba nie ma, ale jako filozofia życia, której nadrzędnym celem jest poświadczanie swoją postawą, że należy tworzyć swój własny porządek życia, oparty na dobrowolności porozumień, wypierając tym samym system oparty na przedstawicielstwie władzy, której dajemy jakiekolwiek przywileje względem większości. Nasz anarchizm to próba podważenia tego systemu nierówności społecznych, w jakim obecnie przyszło nam żyć. To poszukiwanie własnego prawdziwie demokratycznego porządku, gdzie tworzą go sami ludzie, właśnie poprzez wspomniane aktywne grupy społeczne. Tu nie ma miejsca na przedstawicielstwa, urzędy, sejmy itp. przejawy władzy niewolniczej, gdzie drobna uprzywilejowana mniejszość żyje na koszt wyzyskiwanej większości. Liczy się inicjatywa własna, której niestety nie można wyuczyć, oddolnych grup społecznych, tworzących swój własny porządek i zasady życia. W końcu anarchizm to porządek, tyle że nie ten oparty na utrzymywaniu hierarchów.

Jako sponarchiści nie uznajemy żadnych usankcjonowanych autorytetów i hierarchii społecznej, która opierałaby się na instytucji władzy i stanie posiadania. Autorytety naturalne, posiadające przydatną wiedzę – owszem, przewodnictwo tymczasowe i w pełni kontrolowane przez ogół, bez dodatkowych uprawnień i przywilejów, powoływane dla prowadzenia spraw bieżących – nie mamy nic przeciwko, choć z zastrzeżeniami. Ale władza w obecnym kształcie, dzieląca ludzi na uprzywilejowanych prawnie i wyzyskiwany ogół, wprowadzająca nierówności społeczne – nie do zaakceptowania. Stąd silny akcent na propagowanie samorządu opartego na demokracji bezpośredniej, eliminującej wybieralność tzw. „reprezentantów narodu”, a w rzeczywistości jego wyzyskiwaczy.

Wierzymy, że ludzie w swojej naturze nie są organizmami destrukcyjnymi, że wygrywa u nich chęć porozumienia i utrzymania porządku, aniżeli totalne rozprężenie i chaos. To raczej organizacje polityczne typu państwo wprowadzają niepotrzebne zamieszanie, sprowadzając człowieka do roli pokornego niewolnika systemu. Słusznie pisze nasz Czytelnik: „Spowodowane jest przez opiekuńczość państwa, które odbiera ludziom odpowiedzialność za siebie i innych”. Dlatego upadek danej instytucji nie musi oznaczać upadku moralność jako takiej, jak twierdzi propaganda instytucji. Nie wierzymy więc, że likwidacja organizacji ucisku typu państwo doprowadziłaby do tego rozprężenia i chaosu. To samo tyczy się podejścia ludzi do kwestii natury obyczajowej, czy po prostu regulowania norm życia społecznego. Do tego nie potrzeba przepisów i karnego nadzoru sił przymusu bezpośredniego, czy też silnej władzy instytucji, ale nacisk społeczny na eliminację aspołecznych zachowań, który z pewnością by się pojawił, gdyby to naród, a nie państwo przejął na siebie taką powinność. Życie prywatne, jak chociażby legalizacja związków homoseksualnych, byłoby regulowane przez tradycję i zasady współżycia społecznego, co nie wywoływałoby takiego zamieszania, z jakim mamy obecnie do czynienia za sprawą wtrącania się w te sprawy urzędników. Ludzie chcieliby takich związków, to niech je mają. Inni nie wyrażają zgody, to powinni mieć prawo to wyrazić, najlepiej w oparciu o demokratyczny wybór. Związki homoseksualne nie zyskały aprobaty społecznej – to niech homoseksualiści to zaakceptują i może stworzą sobie jakąś odizolowaną społeczną enklawę afirmowania swoich preferencji, z szacunku dla uczuć większości. To by się mogło odnosić do anarchokonserwatyzmu, tak w felietonowym uogólnieniu rzecz jasna.

Anarchomonarchizm? Przyznam szczerze, że nigdy nie potrafiłem rozgryźć z czym to się zajada w praktyce, nie teorii. Jeśli miałoby to jednak prowadzić do usankcjonowania czyjejś władzy i zapatrzonego w jej „majestat” tłumu wyznawców, to w myśl zasady „każda władza to zbrodnia” i ze wstrętu do świadomej rezygnacji z niezależnego myślenia, złożonego na ołtarzu ślepej wiary w swojego pana – zdecydowany brak poparcia. Tam gdzie nie ma miejsca na krytycyzm, tam mamy do czynienia z niewolnictwem, czy to dosłownym, czy tylko intelektualnym. Przypomnę – autorytet naturalny – tak, ale nie ten, który jest próbą wymuszania podporządkowania się władzy instytucjonalnej. Czy Kościół katolicki jest tutaj najlepszym przykładem ze swoimi kapłanami i głową Kościoła w roli papieża? I tak, i nie. Bo jeśli ambicje duchownego nie wykraczają poza posłannictwo i nauczanie, ale nie narzucanie swojego stanowiska, otrzymujemy przykład pozytywny. Jeśli z kolei stanowisko autorytetu duchownego wykorzystywane jest do manipulowania społecznością wiernych, przymuszania ich do określonego zachowania zamiast namawiania do dobrowolności, jest to przykład negatywny.  

To tak ogólnie w odniesieniu do wymienionych wyżej anarchizmów. Nie zapominajcie jednak, że skoro sponarchizm, to i przyzwolenie na swobodne kształtowanie zasad współżycia dla osób o sygnalizowanych tu poglądach, ale tylko w ramach swojej własnej społeczności i bez ideologicznego ekspansjonizmu wobec innych społeczności. Niech każdy żyje według swoich zasad, ale niech nie próbuje też narzucać ich siłą (bo racjonalną argumentacją można jak najbardziej) innym ludziom. Bo i po co, skoro na siłę jeszcze nikt nikogo i nigdy szczerze nie przekonał do swoich racji.

Tyle w kwestiach ogólnych.

►Sławomir Gródecki


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych