2014-10-13

Mała ojczyzna, regionalizm, decentralizacja – na dobry początek


Jestem regionalistą, co oznacza, że cenię sobie przywiązanie do lokalnej tradycji i kultury. Posiada to swoje uzasadnienie w tym, że duże organizmy polityczne kojarzą mi się z wyzyskiem, a co za tym idzie – rozbudowaną do granic absurdu strukturą biurokratyczną. Konsolidacja dużych zbiorowości zawsze bowiem szła w parze z funkcjonowaniem wielkiej machiny biurokratycznej. Historia wiele by mogła na potwierdzenie tej tezy powiedzieć, ale nie miejsce, żeby ją o to tutaj szczegółowo pytać. Na chwilę obecną wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie, że dostrzec jak rak biurokracji zniechęca do samorządzenia się przez ludzi.

Inna sprawa, że tożsamość mniejszej zbiorowości postrzegam jako trwalszą od tożsamości grup ilościowo dużych, często konsolidowanych w sposób sztuczny, na przykład przez wytyczanie abstrakcyjnych granic państwowych. Mniejsze grupy odczuwają silną solidarność między sobą, bo dotykają ich wspólne problemy, a efekty ich wspólnej pracy mogą być widoczne namacalnie, tu i teraz, co z pewnością motywuje do dalszego zacieśniania współpracy i solidarności. Ta prawdziwość tożsamości lokalnej, a nie życie w ramach sztucznej wspólnoty ponadregionalnej, to dla mnie mocny argument za regionalizmem. Przynamniej wiem, że obok mnie żyją prawdziwi, a nie tylko życzeniowi patrioci. Ludzie szczerze oddani wspólnej sprawie i przywiązani do miejsca, w którym przyszli na świat, i gdzie żyją.

Zbiorowość żyjąca w ramach dużych organizmów politycznych często nie dostrzega efektów swojej pracy, które marnotrawione są (podatkowy haracz) na potrzeby funkcjonowania wielkiej administracji i jej zarządców, żyjących często z dala od samych ludzi i ich problemów. To nie zachęca przedstawicieli tej wielkiej zbiorowości ani do solidarności między sobą, ani do aktywności społecznej. W końcu po co się wysilać, jak płacimy podatki, za które powinni pracować urzędnicy, mający nam w założeniach służyć. Tak, wiemy jak ta służba wygląda w praktyce, ale ludzie bierni tak to właśnie chcą widzieć. Każdy w takich warunkach myśli już tylko o zaspokojeniu swoich własnych potrzeb. Skoro bowiem nie widać efektów naszej pracy, to lepiej zająć się własnymi sprawami w duchu egoizmu i samolubstwa, niż wołać o braterstwo ponad regionami. W mniejszych zbiorowościach taki tok rozumowania to samobójstwo. Jeśli bowiem wyłączą mi prąd w kamienicy bądź nastąpi jakikolwiek inny kataklizm na mojej dzielnicy, osiedlu – moje zdrowie będzie często zależało od pomocy sąsiada, a jego od mojej. Ta zależność wręcz sama się narzuca w określonych okolicznościach.

Zbiorowością większą można też w łatwy sposób manipulować i kontrolować, gdyż nie posiada ona zdolności do szybkiej mobilizacji i obrony wspólnych interesów. Jest ona zwyczajnie rozproszona, a  szybki przepływ informacji, która konsolidowałaby do działania, jest zakłócony. Panuje szum informacyjny, dezinformacja i podziały.  Tej wspólnoty po prostu nie odczuwa się tutaj z tak wielką siłą, jak w przypadku przedstawicieli wspólnot lokalnych, gdzie jak wspomniałem relacje są bliższe, a ochota na bronienie własnych interesów i wsparcie sąsiedzkie zdecydowanie większe. O względach logistycznych i technicznych, które zawsze są po stronie grup mniejszych, jako bardziej mobilnych i lepiej skomunikowanych, nie warto się rozpisywać – to oczywistość.

Możliwość adaptacjiwspólnot lokalnych do nowych warunków życia jest też z wiadomych względów szybsza, a przez to skuteczniejsza, niż reakcja społeczna o zasięgu ponadregionalnym. Mniejsza zbiorowość potrafi po prostu szybciej wdrożyć wskazane w nowych okolicznościach rozwiązania i przystosować się do nowych warunków życia. I nie potrzebuje do tego żadnych zbawczych ustaw ani rozporządzeń urzędniczej góry. Przy tym lepiej odczuwa lokalne społeczne potrzeby i gdyby pozostawić jej duży zakres prawnej swobody decyzyjnej (tłumniej dzisiaj przez państwo), byłaby ona w stanie rozwiązywać pojawiające się problemy w sposób szybki i skuteczny. Duże zbiorowości zazwyczaj wymagają, aby potrzebne dla ich dobra zmiany zostały wcześniej zatwierdzone przez wiszący nad nimi aparat biurokratyczny, co tylko uniemożliwia wdrożenie na czas skutecznych rozwiązań, jak i generuje dodatkowe koszty (działalność biurokracji, która do tego rozrasta się automatycznie, musi przecież kosztować).

Zwiększajmy więc znaczenie naszej małej ojczyzny poprzez propagowanie prawdziwej decentralizacji i samorządności, czemu może służyć w obecnych warunkach zakładanie lokalnych stowarzyszeń i nieformalnych grup pomocy wzajemnej. Nauczmy się doceniać swoje małe ojczyzny i kulturotwórczą oraz polityczną siłę konsolidacji społeczeństwa za ich pośrednictwem. Ja wybieram tę swoją, bo czuję, że łączą mnie z jej mieszkańcami wspólne problemy, czyli tym samym konieczność szukania wspólnych pomysłów na ich rozwiązanie. Moje życie określa puls spraw mojej małej ojczyzny.

►Sponarchista


 
 
Sierpień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych