2014-09-25

Wolę być utopistą, niż niewolnikiem


Instytucja władzy jest dla nas szkodliwa pod każdym względem, czy to finansowym, bo przecież sama na siebie nie zarabia, czy na gruncie rozleniwiania społeczeństwa, bo utwierdza w ludziach przekonanie, że wszystko zostanie załatwione bez zaangażowania obywatelskiego, a z inicjatywy władzy.

Według nas ludzie będą sobie sami w stanie najlepiej pomóc, gdy nie będą wypatrywali zbawienia z przysłowiowej „góry”. Jeśli ktoś utwierdza w nich takie przekonanie, to po prostu ich krzywdzi, a ze społeczeństwem obywatelskim i demokracją, czyli samorządzeniem się ludzi we własnym zakresie, nie ma to wiele wspólnego. Przypomina to raczej zależność na linii władca-poddani, pan-niewolnik.

Członek władz i społeczeństwo obywatelskie? Nie ma takiego zwierza, co podpowiada praktyka polityczna i życie zwykłych ludzi. To nawet wyklucza się z logicznego punktu widzenia. Jak niby przedstawiciel klasy ciemiężycieli (władza) miałby budować podstawy społeczeństwa wolnego od jej dyktatu? Naiwnością jest kupować taki schemat i wierzyć w jego realność.

Jeśli któryś z przedstawicieli władzy obiecuje więcej swobód obywatelskich to albo jest kłamcą, albo zwykłym hipokrytą. Nawet jeśli udałoby mu się ograniczyć biurokrację, to sam fakt, że będą nas okradać w mniejszym zakresie niż dotychczas czyni ze złodzieja (państwo) przykład moralności?

Celem władzy nie jest pomaganie, a zniewalanie. Samo jej utrzymanie pochłania więcej, niż niejeden rzekomy polityk-społecznik jest w stanie zaoferować społeczeństwu. Więc skoro jest tak dobrze z tym pomaganiem, to dlaczego jest tak źle i za każdym razem mimo wszystko trzeba pomagać? 

Jeśli utopią nazywają dążenie do wyzwolenia społeczeństwa spod ucisku władzy, to wspieranie stosunków społecznych opartych na władzy nazwijmy po imieniu, czyli dążeniem do niewolnictwa?

To nie jest problem, który dotyczy tylko konkretnych osób, ale konfrontacja dwóch wizji społeczeństwa – niewolników/przeciwników wolności, z wiarą w instytucję władzy, i przeciwników władzy – z wiarą w zmiany na lepsze, ale tylko w oparciu o społeczeństwo obywatelskie i prawdziwą demokrację. W tym przypadku bezpośrednią i uczestniczącą.  

„Przejmowanie kompetencji państwa przez aktywne grupy obywatelskie” to zastępowanie modelu, gdzie jakaś urzędnicza góra decyduje wbrew woli ludzi, na model oparty na angażujących się w sprawy społeczne obywateli, podejmujących decyzje we własnym zakresie (demokracja uczestnicząca), do których należy głos ostateczny (demokracja bezpośrednia). Bez żadnych pasożytniczych pośredników państwa. Konstrukcję tą ciężko pojąć umysłowym niewolnikom, przyzwyczajonym do łaski pańskiej.

Stąd też wynika negatywny wpływ władzy w obecnym kształcie na całe życie społeczne. Zniechęca ona ludzi do działania, bo społeczeństwo widzi, że decydowanie o sobie to mit, a wszystko i tak zależy od woli panów urzędników. Nie mając żadnego wpływu na obrót spraw ludzie ulegają rezygnacji, nie angażują się w sprawy lokalne, a na domiar złego przyzwyczajają się do żebractwa.

Autor: Wojciech Bratek


 
 
Maj 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych