2014-08-08

Wyzwolenie Mielca – a gdzie w tym prawda?


Że Polacy są społeczeństwem upośledzonym historycznie jest wiadome już od dawna. Problemy z określeniem własnej tożsamości, hołdowanie zbrodniarzom, nazywanymi wyzwolicielami. Naprawdę zawiłe są nasze dzieje najnowsze, a jeszcze bardziej tok rozumowania ludzkiego.

Zawsze dopada mnie ta refleksja, gdy widzę skromne bo skromne, ale jednak oficjalne mieleckie uroczystości związane z oddawaniem czci żołnierzom radzieckim, których przyjęło określać się mianem „wyzwolicieli”. Już samo posługiwanie się tym zwrotem jest dowodem na ignorancję u osoby go wypowiadającej. Wyzwoliciele? Ci, co nieśli gwałty, rabunek i nową podległość to w znaczeniu języka polskiego „wyzwoliciele”?

Rozumiem, że można tak po ludzku oddać hołd zmarłym i poległym, ale jest wielce wymowne, że po pierwsze – nie robi się tego skromnie, ale pod oficjalnymi auspicjami (jakby niektórzy próbowali zachować partyjną ideologiczną ciągłość z minionym ustrojem), po drugie – robią to przedstawiciele władzy, a po trzecie – że jakoś niewiele osób kwapi się do nakreślenia przy tej okazji prawdziwego tła historycznego owego „wyzwolenia”, które przecież dla Polaków niosło ze sobą pasmo cierpień i upokorzeń. Jakby miało to stanowić jakiś nieistotny detal.

Jak podały mieleckie serwisy informacyjne, pisząc o tzw. 70. rocznicy wyzwolenia Mielca:

Hołd poległym żołnierzom oddali przedstawiciele władz samorządowych powiatu i  miasta przedstawiciele organizacji kombatanckich i społecznych z terenu powiatu oraz przedstawiciele Komendy Powiatowej Policji w Mielcu.

Mam nadzieję, że przynajmniej ludzie ci mają świadomość tego, czym było to „wyzwolenie”. Dla przypomnienia nasz artykuł sprzed dwóch lat.

Wyzwolenie pod nową okupację

Dokładnie 68 lat temu, czyli 6 VIII 1944 roku, Mielec został zajęty przez armię sowiecką, co błędnie przyjęło się określać mianem „wyzwolenia”, choć obiektywnie rzecz biorąc mieliśmy tu raczej do czynienia z nową okupacją, poprzedzoną bandytyzmem czerwonoarmistów.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że w ramach akowskiej akcji „Burza” Mielec został również zajęty przez polską armię podziemną, a do miasta wkroczyli wówczas żołnierze AK z oddziału „Hejnał”, któremu dowodził por. Piotr Pazdro. Z kolei sam Mielec został oddany przez Niemców praktycznie bez walki.

W tym krótkim okresie, nad bezpieczeństwem i utrzymaniem porządku publicznego w Mielcu czuwał pluton AK por. Mariana Manowskiego, który dozorował obiekty administracyjne i gospodarcze oraz wyłapywał volksdeutschów.

Ciekawych informacji o działalności sowieckich „wyzwolicieli” na terenie Mielca dostarcza nam relacja Edwarda Glassona, afrykanera z RPA, lotnika, a po ucieczce z niewoli niemieckiej żołnierza AK. Bombardier Glasson twierdził, że rabunek na większą skalę zaczął się dopiero z chwilą przybycia oddziałów drugiej linii. Żołnierze [Armii Czerwonej] po nocach wchodzili do mieszkań i kradli przede wszystkim przedmioty świecące się, takie jak lustra, zegarki, zapalniczki itp.

Wspomniany oddział AK por. Manowskiego starał się przeciwdziałać tym rabunkom. Jednak już 12 VIII 1944 r. sowiecki komendant miasta nakazał rozbrojenie oddziału Armii Krajowej oraz zażądał wcielenia jego żołnierzy do „wojska Berlinga”. 

Od tego momentu zaczęła się sowiecka polityka strachu i terroru.  Wiezienia zapełniały się akowcami, a co najmniej 66 żołnierzy AK z Obwodu Mielec trafiło potem do sowieckich łagrów. Jedynym ich przewinieniem była obrona polskiej ludności cywilnej przed bandytyzmem, jaki przywędrował tu wraz z nową okupacyjną władzą komunistyczną.

W skali całego kraju zjawisko sowieckiego bandytyzmu było ogromne. Terytorium Polski po raz kolejny zalała wielotysięczna fala żołdactwa sowieckiego, co skutkowało aktami zwykłego wandalizmu, dewastacją mienia, a także kradzieżami, morderstwami i gwałtami na masową skalę.

Represje NKWD nie tylko wobec zbrojnego podziemia, ale także ludności cywilnej osiągnęły niebotyczne rozmiary. Z notatki Berii dla Wiaczesława Mołotowa z 17 sierpnia 1944 r. wynika, że w tym czasie w obozach NKWD dla jeńców wojennych przetrzymywanych już było 3415 Polaków.

Wkraczając do Krakowa w styczniu 1945 r. żołnierze 1 i 4 Frontu Ukraińskiego dopuszczali się licznych przestępstw wobec ludności cywilnej. Do najczęstszych należały gwałty na kobietach, rabunki, bezprawne rekwizycje w poszukiwaniu alkoholu. Stan bezpieczeństwa na ziemiach polskich w 1945 roku przedstawiał się więc tragicznie.

Na przykład 21 sierpnia 1945 r. wieczorem, dwóch uzbrojonych czerwonoarmistów dokonało napadu na osadę rybacką Wadąg pod Olsztynem. W okrutny sposób wymordowali trzyosobową rodzinę Trębalów: Stanisława i Stefanię oraz ich 10-letniego syna, Józefa. Przed śmiercią znęcali się nad swymi ofiarami. Rodzicom rozpruli brzuchy, a dziecku odrąbali ręce. Jak wynikało z relacji świadka wydarzenia, zabójstwa tego dokonali prawdopodobnie żołnierze nasłani do Wadąga przez telefonistów z posterunku NKWD. Ci bowiem wcześniej odgrażali się rybakom za to, że dostawali od nich za mało ryb.

Jesienią 1945 roku z województwa poznańskiego donoszono o nieprzychylnym, a często wręcz nieprzyjaznym zachowaniu Sowietów wobec ludności, rabunku mienia, licznych gwałtach i awanturach z ich strony. Strzelaniny, gwałty i bójki wywoływane przez pijanych żołnierzy należały tu do zjawisk codziennych.

Na Pomorzu poszczególni dowódcy Armii Czerwonej często wtrącali się w sprawy gminne, zmuszali osadników do robót na rzecz swoich jednostek, rekwirowali konie i bydło. W Malborku, w województwie gdańskim, gwałcenie kobiet bez względu na ich wiek i stan zdrowia było na porządku dziennym. Co więcej, wypadki takie miały miejsce nie tylko we wsiach, ale i w samym centrum miasta w środku dnia.

Częstotliwość dokonywanych przestępstw zależała oczywiście od liczby stacjonujących na danym terenie wojsk radzieckich i była do niej wprost proporcjonalna. Co więcej, bezkarność i okazja łatwego zysku powodowały, że w procederze tym uczestniczyli nie tylko szeregowi, ale także oficerowie.

Z kolei w rejonie Szczecina urządzenia i budynki miejskie były systematycznie rabowane i dewastowane. Towarzyszyły temu liczne rozboje, gwałty, kradzieże i morderstwa. Tylko w marcu 1946 r. aż 80 proc. zgłoszonych zabójstw było dziełem żołnierzy Armii Czerwonej.

Przykładów tego rodzaju można niestety mnożyć, a wszystkie one skłaniają do postawienia pytania: jak w kontekście powyższych faktów i na jakiej w ogóle podstawie, operującą na terytorium Polski po zakończeniu II wojny światowej Armię Czerwoną, można jeszcze nazywać „wyzwoleńczą”?

BIBLIOGRAFIA

Mielec i powiat mielecki w latach 1944-1956, red. Zbigniew Nawrocki, Jerzy Skrzypczak, Mielec 2005.

Mariusz Lesław Krogulski, Okupacja w imię sojuszu. Armia Radziecka w Polsce 1944-1956, Warszawa 2000.


 
 
Sierpień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych