2014-07-21

Kościół ducha czy Kościół instytucji?


Często bywa tak, że z Kościół katolicki opuszczają osoby, które zraziły się do jego instytucji. Na przykład ostatnio w Niemczech w ubiegłym roku łono Kościoła opuściło 180 tys. osób, czyli znacznie więcej niż w 2012 r. Powodem była afera finansowa, jaka dotyczyła osoby odwołanego biskupa Limburga Tebartza-van Elsta.

Liczba ta, wynosząca dokładnie 178.805, została podana przez Konferencję Episkopatu Niemiec w Bonn. Oznacza ona również tyle, że poziom wystąpień ze wspólnoty katolickiej zbliżył się poziomem do tego samego zjawiska z 2010 r. Wówczas przyczyny były zbliżone, tzn. Kościół katolicki opuściło 181.193 wiernych ze względu na skandal, jaki dotyczył molestowania dzieci przez księży.      

Obecna afera finansowa, która popycha Niemców do odwracania się od instytucji Kościoła, związana jest z ujawnieniem kosztów budowy rezydencji Tebartza-van Elsta. Wielu katolików, którzy utożsamiają swoją wiarę z instytucją kościelną, nie mogła spokojnie obserwować, jak hierarchowie kościelni wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję. Efektem wzrost wystąpień, o których mowa.

Zjawisko to jest dobrym powodem do przedyskutowania lub przynajmniej zastanowienia się, czym jest instytucja kościelna, i czy w ogóle jest ona potrzebna w obecnym kształcie, aby wiara katolicka mogła przetrwać. Wszystko to prowadzi do postawienia bardziej śmielszego pytania: czy katolicyzm mogły istnieć bez instytucji biurokratycznej, jaką jest współczesny Kościół, ze wszystkimi swoimi majątkami i przywilejami?

Oczywiste jest, że nie każdy, kto występuje z Kościoła, nagle przestaje żyć zgodnie z wykładnią wiary katolickiej, choć sam Kościół upowszechnia tezę, jakoby prawdziwy katolik mógł dostąpić swojego zbawienia jedynie poprzez Kościół. A może to tylko takie mamienie mas, żeby trzymać w garści społeczeństwo? Kontrowersyjna teza, ale nie zamierzam się tutaj pieścić z polityczną poprawnością. Poza tym to tylko pytania, na które niech każdy odpowie sobie we własnym zakresie.

Mnie osobiście czasami nachodzą podobne wątpliwości, na które staram się szukać odpowiedzi, choć nie formułuję ich nigdy w kategoriach prawdy objawionej. Wręcz przeciwnie – kolejne pytania rodzą kolejne wątpliwości. Jak jednak mawiali filozofowie – kto kwestionuje, ten wbrew pozorom jest najbliżej Boga. Zastanawiam się na przykład, czy Jezus, mówiąc o swoim Kościele, miał w rzeczywistości na myśli tak zbiurokratyzowaną instytucję, jak współczesny upaństwowiony Kościół, która niestety, ale za sprawą swoich przedstawicieli, często wykorzystuje naiwność swoich wiernych?

Czy chodzi o Kościół ducha, z ewentualnymi przewodnikami duchowymi, czy zbiurokratyzowaną instytucję państwowo-urzędniczą, ze wszystkimi jej ułomnościami. Skoro bowiem Jezus przestrzegał przed wyciąganiem błędnych wniosków, które sugerowałyby, ze Królestwo Niebieskie ma swój rodowód na ziemi?... Ksiądz wypełnia dla mnie jakiś papierek przy załatwianiu sprawy kościelnej i pytam go, czy to wszystko jest konieczne, na co on odpowiada mi: „Co Bóg złączy na ziemi...”. No dobrze, ale znowu: „Czy Bóg miał na myśli zawiązanie sprawy biurokratycznie za opłatą czy zawiązanie sprawy w wymiarze duchowego i katolickiego przeżycia?”.

Bóg jest moim ojcem, autorytetem, ale na samą myśl, ze jest moim Panem zaczynam się wzdrygać. Przedstawianie Boga przez Kościół jako Pana posiada swoje konsekwencje natury mentalnej. Ludzie potem widzą w konstrukcji pan-poddany rzecz całkowicie naturalną, przez co tak ciężko wyplenić z ich toku rozumowania myślenie kategoriami poddańczymi – głównie w stosunku do instytucji władzy państwowej, która jeszcze w średniowieczu wmawiała masom ludzkim, że posiada boskie nadanie. Papieże koronowali władców i cesarzy, a ludzie przyglądali się temu i akceptowali taką konstrukcję, w której władza jest wręcz boska. Czy coś z tego rozumowania nie pozostało do dnia dzisiejszego?  

Ale to było kolejne wypaczenie, w które niestety dał się wciągnąć Kościół katolicki, wykonując posłusznie polecenia władców dawnych instytucji państwowych. A czy nie byłoby lepiej dla samej wiary katolickiej, gdyby te kilka wieków wstecz Kościół pozostał bardziej strukturą duchowo-ewangelizacyjną, aniżeli biurokratyczną? Gdyby odpuścić ideę poskramiającego i strasznego „Pana” na rzecz „Ojca”? „Pan” był i jest potrzebny władzy, która lubi wykorzystywać wiarę do swoich politycznych celów, co do perfekcji opanowali islamiści. Dla nich nie ma wiary bez państwa, a państwa bez wiary. Boskie jest władzą, a władza jest boska. W Europie wygląda to na szczęście już troszkę inaczej, niż jeszcze kilka wieków wstecz, ale myślenie kategoriami poddańczymi wobec władzy jakiegokolwiek już Pana pozostało.  

Dzisiejsze kryzysy, powodowane zachowaniem przedstawicieli tego biurokratycznego tworu, nie miałyby tak spektakularnych konsekwencji, bo wiara byłaby czymś indywidualnym i osobistym, a miana przewodników duchowych Kościoła wiary, nie budynków i instytucji hierarchicznych, dostępowaliby ludzie naprawdę wierzący. Tych ostatnich nie wyposażanoby w przywileje, z których korzystają obecni księża, niestety ze szkodą dla wizerunku wiary.

Owszem, natura ludzka jest taka, a nie inna i zapewne w Kościele wiary zdarzałyby się osoby niegodne, ale tak przypuszczam, że gdyby na horyzoncie pojawił sie taki Tebartz-van Elst, to nie wierni odchodziliby od Kościoła, ale zmuszonyby został do tego tylko ten jeden człowiek. Poza tym, kto wówczas zezwoliłby na stawianie sobie rezydencji na bazie swoich duchownych przywilejów? Żaden duchowny nie mógłby cieszyć się żadnymi przywilejami, bo przywileje powstają tylko w ramach hierarchicznych, biurokratycznych tworów, które rodzą autorytety wykorzystujące swoje prerogatywy władzy.

Prawdziwa wspólnota ducha i wiary oparta być może na autorytetach, ale tych duchowych, które poza zasobem wiedzy, nie posiadają niczego, co mogłoby ich skłaniać do nadużywania swojej pozycji w społeczeństwie.  

Sławomir Gródecki


 
 
Maj 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych