2014-06-04

4 czerwca – Dzień Wolności dla establishmentu i korporacji


Znam takie sytuacje z doświadczenia, takich ludzi, którzy pracują w tzw. szarej strefie zarówno na własny rachunek, jak i będąc u kogoś zatrudnionym. Dlaczego to robią? Proste – bo nie mogą znaleźć „legalnego” zatrudnienia albo nie stać ich na opłacenie haraczu państwowym mafiosom.  

Kiedy oni ledwo wiążą koniec z końcem, a ich praca jest kryminalizowana i ścigana przez agendy przymusu podatkowego, międzynarodowe korporacje korzystają sobie z przywilejów państwa na ulgi podatkowe, ze swobody transferowania zysków czy niekiedy finansowe wsparcie od polskich podatników. Obciążenia prawne i nowe podwyżki podatków dotykają małych i średnich polskich przedsiębiorców, wypychając ich do szarej strefy, podczas gdy międzynarodowy kapitał cieszy się swoją uprzywilejowaną pozycją.

Od razu widać w czyjej kieszeni siedzi nasza klasa panująca. Gdy ta dogaduje się z międzynarodówką finansowo-korporacyjną, przeciętni Polacy pracują w pocie czoła, żeby zapewnić sobie przetrwanie. Masa bezrobotnych w kraju, grom młodych osób wyjeżdżających za granicę, reszta myśląca o tym już na etapie edukacji. Pozostali chwytają się wszelkich sposobów zarobkowych, albo wykonując jakieś otępiające czynności, albo planując „karierę” w jakimś korporacyjnym phone center, albo po prostu postępując, że tak powiem – nie zawsze do końca moralnie i etycznie, czyli kradnąc.

W czym należy upatrywać głównych przyczyn zaistniałej sytuacji, w której bezrobocie wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, a młodą klasę pracującą, w tym usiłujących rozkręcić własny biznes, zepchnięto na pozycję niewolników systemu, którym pozwala się przeżyć, ale już nie godnie zarobić, skubiąc ich za pośrednictwem podatków? Jak to się stało, że nad rzeszą polskiego nowego i młodego „proletariatu”, podzielonego obecnie na usługowy i korporacyjny, panuje z międzynarodowego nadania wąska klasa menadżerska, zarabiająca po kilkadziesiąt i kilkaset tysięcy złotych, żyjąca dostatnie na swoich ogrodzonych osiedlach lub w wielkich domach?

Powód pierwszy – brak myślenia w kategoriach rozwoju polskiego kapitału. Niektórym wydawało się, że nie potrzebujemy polskich firm, przedsiębiorstw, przemysłu, a patriotyzm w gospodarce to ułuda. Dlatego wpuszczono na nasz rynek kapitał międzynarodowy, który jednak myślał kategoriami patriotycznymi, po kolei kosząc polskie firmy, wykupując je, zamykając lub obniżając ich standard. Nie ma polskiego przemysłu, to nie będzie też polskiej myśli technicznej, nakręcającej rozwój w poszczególnych sektorach gospodarki. Jesteśmy kolonią, którą eksploatują międzynarodowe korporacje – wykorzystujące polską tanią siłę roboczą i transferujące zyski za granicę. Ktoś chciał konkurencji na rynku, ale zapomniał, że potrzeba do niej co najmniej dwóch graczy. Polski odpadł, więc został tylko zagraniczny.

Powód drugi – obciążenia prawno-podatkowe państwa, stosowane na małych i średnich polskich przedsiębiorcach. Mówi się, że to właśnie małe i średnie firmy stanowią trzon polskiej gospodarki. Jeśli rządzący mają tego świadomość, to chyba nie chcą, aby tych firm przybywało, a Polacy stawali się zamożniejsi. Firmy te z reguły nie uzyskują niebotycznych dochodów, ale mimo wszystko nakładane na nich obciążenia ciągle rosną. Tymczasem władza wybiera opcję ułatwień dla biznesu zagranicznego, reakcji Polaków na wyzysk państwa w ogóle się nie obawiając. Cóż, korporacje mają wpływy, a społeczeństwo jest bierne, zajęte walką o byt, rozproszone i podzielone, więc nie zagraża zastanym regułom gry i tzw. porządkowi.

Po trzecie – u podstaw takiej, a nie innej sytuacji ekonomicznej, znajdują się przemiany ustrojowe, które z taką pompą świętuje obecnie elitka III RP. Dokonano więc umiejętnej podmiany systemu gospodarczego z centralnie planowanego na wolnościowy. Dla mas, szarych ludzi, nie trwało to długo i zostało zapoczątkowane tzw. ustawą Wilczka, kiedy pozwolono Polakom na wolność gospodarczą. Sens tej podmiany polegał na tym, aby sternicy państwa mogli na czas odnaleźć się w nowych realiach i uwłaszczyć na państwowym majątku, już jako „prywatni przedsiębiorcy”. Skorzystali na tym trochę sami Polacy, którzy wyłapali pewne okruchy wolności, jakie spadły z pańskiego stołu, zakładając swoje uliczne stragany i małe biznesy. Jednak to nie narodowi miała służyć transformacja, ale właśnie państwowej nomenklaturze, gdyż większość majątku narodowego przypadła w udziale „partyjnym”.

To oni, dzięki ułatwieniom prawnym, utworzyli swoje firmy na bazie rozkradzionego majątku państwowego, czerpiąc z tego zyski do dnia dzisiejszego. Korzystali przy tym rzecz jasna ze swojej uprzywilejowanej pozycji, jaką nie dysponowali zwykli śmiertelnicy. Raz, że mieli dostęp do państwowego majątku, dwa – do zagranicznych kredytów, trzy – posiadali chody w instytucjach publicznych, obsadzonych przez „swoich” ludzi, i w końcu cztery – propaganda medialna należała zarówno wtedy, jak i obecnie właśnie do nich. Mogli więc swobodnie manipulować opinią publiczną, co też czynią do dnia dzisiejszego, gdy na siłę nakłaniają Polaków do radowania się ich własnym szczęściem z „udanej” transformacji.  

Po okresie ustawy Wilczka, kiedy państwowcy zagarnęli co mogli, następuje stopniowe ograniczanie wolności gospodarczej poprzez wprowadzanie coraz to nowych obostrzeń prawnych i podatkowych (patrz: powód drugi). Robi się to w celu dość oczywistym, czyli w ramach eliminacji niepotrzebnej konkurencji dla obecnej elitki III RP, która broni w ten sposób swoich interesów (w tym powiązanych z nimi interesów międzynarodowych korporacji). Tak więc, jak zajdzie potrzeba podniesie podatki, a jak komuś spoza towarzystwa mimo wszystko uda się za bardzo wybić, to odwoła się do swojego prawa „stosowania przymusu bezpośredniego”. Klasycznym przykładem na tym polu jest wtrącony do więzienia prezes Optimusa, Roman Kluska. Nie bez znaczenia pozostaje również zasada, że państwo jest konstrukcją, która samoczynnie dąży do rozrostu swoich struktur, a co za tym idzie, poszerzania zakresu ucisku. Ale to już temat na inną rozprawkę.

4 czerwca polityczno-biznesowe elitki świętują uwłaszczenie się na państwowym majątku, swoją wolność, która dla przeciętnego Polaka oznacza to, o czym pisałem powyżej. To symboliczna data, która oznacza sprzedanie szans na budowanie zamożnego społeczeństwa i silnego narodu, sprzedanie robotników i nadziei obecnie żyjących młodych Polaków na lepszą przyszłość.   

Autor: Sponarchista


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych