2014-02-16

Aktywizm? Robię to dla siebie!


Warszawa, okolice Metra Centrum, ruch, szybko przemykające przed oczami postacie, wyalienowane i obojętne na otoczenie. Rozdawanie gazety w takich warunkach,  to pewny kontakt z ludźmi, którzy nawet nie spojrzą w twoim kierunku.

Każda tego typu akcja to ciekawe doświadczenie o randze wręcz naukowej, wchodzącej w zakres socjologicznej analizy interakcji na linii aktywni kontra bierne społeczeństwo – „ktoś chce kogoś ruszyć, a jego to nie rusza”, ewentualnie „rusza” i wywołuje pozytywne rekcje. To ostatnie oczywiście zdecydowanie rzadziej.  

Ale mimo wszystko, to z tego drugiego powodu warto bawić się w aktywizm. Zresztą z tego pierwszego też. Nie, przepraszam – przede wszystkim z tego pierwszego. Ujrzeć i poczuć obojętność zapatrzonego tylko na siebie egocentryka, podrażnić jego bierność – bezcenne.

Inną motywacją do działania może być chęć podirytowania swoją obecnością i aktywnością oponentów ideologicznych. Występowanie przeciwko tobie, powstałe z chwilą przedarcia się do świadomości naszych nieprzyjaciół odczucie twojej aktywistycznej obecności w ich okolicy – wszystko to daje solidnego pozytywnego kopa. Oby twoi wrogowie nienawidzili cię ze wszystkich sił, bo to świadczy o twojej wartości działacza.

Często spotykam się z opiniami ludzi z naszego środowiska, że dla tych zwykłych ludzi nic nie warto robić, bo oni i tak to mają w głębokim poważaniu. Zresztą sam na to po części przystałem kilka linijek wyżej. Prawdą jest, że dotyczy do znaczącej liczby osób. Ale są przecież jeszcze ci „drudzy”, których możemy policzyć na palcach jednej ręki, mimo wszystko gotowych zainteresować się naszymi poglądami na otaczającą nas rzeczywistość, na tyle otwarci, żeby nas wysłuchać. Może więc, choć w niewielkim stopniu, to dla nich warto się poświęcać?  

Na szczęście są bowiem jeszcze ci bardziej dociekliwi, którym być może nie wystarcza oficjalna i płytka propaganda szklanego ekranu, albo po prostu nie jest im „wszystko jedno”, jak wszelkiej maści sybarytystom. Zdarzają się nawet tacy, którzy są skorzy do pomocy. Ale to oczywiście wyjątki.     

Argument o budowaniu świadomości politycznej, społecznej i ekonomicznej wśród ludzi określanych na wyrost mianem narodu również nie jest pozbawiony sensu. To swego rodzaju specyficzna forma pracy organicznej, której rezultatów powinniśmy upatrywać w skumulowaniu nastrojów niezadowolenia społecznego i ukierunkowaniu ich na publiczne żądanie rzeczywistych zmian. Tak, to swego rodzaju „podburzanie mas” do buntu przeciwko systemowi, dawanie świadectwa, że nie tyle można, co trzeba protestować i walczyć o swoje.   

Z tych bardziej błahych motywacji aktywistycznych. Działanie, wspomniane interakcje personalne z napotkanymi osobami, tworzą również podatny grunt do narodzin wielu anegdot, niewątpliwie ubarwiających nasz aktywizm. Bo aktywizmem trzeba się też potrafić bawić, tak żeby nie stał się on tylko nudną formalnością, ale przynosił satysfakcję. Zresztą, nie trzeba się tu zbytnio wysilać – puść gości do miasta z workami na akcję ekologiczną sprzątania ulic ze śmieci i kabaret gotowy. Albo zainscenizuj przy milicjantach na manifestacji przekazywanie sobie rzekomych „zakazanych” filmów (do wiadomości smutnych panów i ludzi, którzy nie znają się na żartach – oczywiście nikt z nas takimi filmami nie dysponuje). Ubaw gwarantowany.

Skoro już zaczęliśmy naukowo, to i tak skończmy, wpadając w objęcia innej nauki, a mianowicie psychologii, tej określającej nasze wewnętrzne przeżycia. Dla kogo to robię i po co? Mimo wszystko, to pytanie powraca jak bumerang, a często, coraz częściej, pada wymowna odpowiedź: dla siebie. W tym „dla siebie” zawiera się następujące przesłanie: żeby się odróżnić od tego zapijaczonego, zobojętniałego, trywialnego, materialistycznego, konsumpcyjnego, pustego motłochu. Dla życia, a nie wegetacji!    

Waldek (tym razem nie ten na zdjęciu)


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych