2013-12-16

Gowin – władza przede wszystkim


Och, jak się trudzi pan Idź-i-wygrywaj (Go-win), żeby przekonać do siebie i swojej postpisowskiej i postplatformiastej świty potencjalnych wyborców, którzy głosując na niego, przedłużyliby mu żywot na koszt podatników w instytucji zwanej Sejmem RP, a w najlepszym przypadku wywindowali całe jego towarzystwo do władzy.

Gowin obecnie kreuje się na obrońcę pokrzywdzonych przedsiębiorców, wyczulonego na każdą krzywdę, jaką ci doznają od państwa. Czy można mu wierzyć? Uważam, że nie. W jego ostatnich poczynaniach nie zauważyłem bowiem chęci poprawy sytuacji ekonomicznej Polaków (nie tylko przedsiębiorców). Raczej przebijała w nich chęć zaistnienia w mediach, niekoniecznie w odniesieniu do podejmowanej przez jego dawne ministerstwo problematyki deregulacji zawodów.

Owa deregulacja służyła jedynie budowaniu wizerunku „odnowiciela vel uzdrowiciela” polskiej gospodarki. To na pierwszym etapie budowania wizerunku i przyszłej formacji. Na drugim zaczęła dominować retoryka obyczajowa (związki homoseksualne itp.), której celem było już tylko świadome poróżnienie się z establishmentem PO z Tuskiem na czele. Nic tu nie można było ugrać, poza właśnie podkreśleniem swojej politycznej odmienności i odrębności, żeby w przyszłości potencjalni wyborcy nie przyporządkowywali za często partii Gowina z kolejną platformiastą odmianą partii Tuska. Teraz mamy wierzyć, że złodzieje przestali być złodziejami, bo zmienili legitymacje partyjne.    

Pan Gowin od jakiegoś czasu świadomie robił wszystko, aby zyskać miano rebelianta, tak aby stać się rozpoznawalnym i zyskać dobry punk wyjścia do realizacji swoich ambicji politycznych, których urzeczywistnieniem w jego mniemaniu może być tylko władza.

Tak, uważam że temu człowiekowi chodzi przede wszystkim o władzę. Bo jeśli Gowinowi rzeczywiście zależałoby na realnym uwolnieniu gospodarki i Polaków spod niewolniczej kurateli państwa i jego urzędników, to nie wyjeżdżałby z problematyką okołopedalską czy pozakomórkowo-zapłodnieniową, świadomie dożąć do wyjścia z PO, tylko zająłby się realizacją swoich projektów deregulacyjnych, jakie zaproponował, gdy był ministrem sprawiedliwości.

To wtedy miał realną szanse na wdrażanie postulatów wolności gospodarczej poprzez osłabianie pozycji państwa, niejako zwalczając je od wewnątrz. Nie skorzystał z tej możliwości, bo wolał zająć się budowaniem swojego wizerunku na potrzeby przyszłej kampanii wyborczej.

Dokładnie tak, jak swego czasu uczynił to Palikot, gdy stał na czele Komisji Nadzwyczajnej „Przyjazne Państwo” (na marginesie, niezły oksymoron: „przyjazne państwo”. Jak przyjazną może być instytucja, która ogranicza wolności obywateli? Co za absurd). Rezultaty jej prac, których po prostu nie było i dalej nie widać, dobitnie poświadczają, że w przewodzeniu jej chodziło przede wszystkim o budowanie wokół siebie nimbu „pioniera wolności”, którego głównym celem miało być przychylanie nieba obywatelom i walka z wyzyskującym państwem.

I tak, jak Paliktot robił cały ten cyrk ze staniem na stosie papieru-przepisów, aby wypromować się na „zbawcę Polski” (czyli w przyszłości nadać impet własnemu ugrupowaniu), tak analizując poczynania Gowina, można dojść do wniosku, że jego walka o wolność gospodarczą na stanowisku ministra sprawiedliwości posiadała wszelkie znamiona wybiegu politycznego, nastawionego na osiągniecie w przyszłości wymiernych korzyści politycznych.

I jeden, i drugi wyrażali ambicje tworzenia w przyszłości partii politycznej, do tego opartej na wolnorynkowym przesłaniu. Potrzebowali tylko punktu zaczepienia, medialnej trampoliny, która wybiłaby ich zamiary na realny grunt świata polityki i partyjniactwa. Tą trampoliną w pierwszej kolejności była Platforma – partia władzy, a potem to już tylko własna kreacja i pomysłowość.

Palikot już oszukał swoich wyborców, poza krzykactwem przeciwko krzyżom i krucyfiksom, nie mając im w rzeczywistości nic do zaoferowania. Co się stało z jego wolnością gospodarczą? Została porzucona lub jak kto woli: pozostała w warstwie sloganowej. Teraz przyszła kolej na podobny eksperyment, tyle tylko, że z teoretycznie drugiej flanki – konserwatywnej obyczajowo.

Zresztą, „konserwatywna” czy „lewacka” jest ta flanka, w sumie i tak wszystko sprowadza się do pasożytowania i skubania społeczeństwa, gdyż taki sens istnienia państwa i jego partii.     

Pamiętam jeden z wywiadów pana ministra Gowina, gdy zarzekał się w nim, że zrobi wszystko, aby jego ministerialne pomysły zostały zrealizowane. Na potwierdzenie tego przeprowadził genealogiczny wybieg słowny na swoim nazwisku, ostatniej jego sylabie (win – z ang. zwycięstwo) przyporządkowując swoją determinację w dążeniu do zakładanych przez siebie celów deregulujących, jako członka rządu. Jego dalsze postępowanie dobitnie potwierdziło, że nie chodziło mu jednak o ugranie czegoś dla wolności gospodarczej, tylko „wygranie dla siebie” rozgłosu.    

I teraz mamy wierzyć w jego troskę o Polaków, choć gdy miał jako takie możliwości, aby osłabiać państwo i wydzierać jego instytucjom tę wolność, przywracając ją społeczeństwu, wolał zdegradować się do roli osoby, której już tylko pozostaje wygłaszanie swoich pięknych tyrad o konieczności osłabiania państwa. W rzeczywistości, jak widać, gra nie toczy się o osłabianie państwa, a po prostu budowanie pozycji i kapitału politycznego, aby móc nadal czerpać z jego struktur. Zresztą między innymi do tego sprowadza się istnienie partii parlamentarnych.   

W świetle powyższego, musimy potem słuchać tych mało wiarygodnych, sloganowych wypowiedzi eksministra: Po pierwsze – ograniczanie sprawozdawczości. Rozpocząłem nad tym zagadnieniem prace jeszcze jako minister sprawiedliwości. Mieliśmy plan by ograniczyć te obowiązki o 20 proc. Oznaczałoby to likwidację około 1 tys. takich sprawozdawczych obowiązków. Panie Go-and-win, proszę więc powiedzieć wprost, dlaczego nie chciał pan zrealizować tego planu, tylko wolał pan się zajmować drażnieniem Tuska dla własnych, ambicjonalnych celów politycznych?

Jeszcze raz Gowin: Ostatnio często słucham piosenki Kazika Staszewskiego „Prosto”, gdzie śpiewa on „idę prosto nie biorę jeńców żadnych, idę prosto dopóki nie padnę”.O, to teraz nie tłumaczymy już determinacji „nazwiskowym zwycięstwem”?

Ustawę Wilczka, ustawę polskiego cudu gospodarczego, należy jak najszybciej przywrócić. Nie ma do tego żadnych przeszkód prawnych, szczególnie w przepisach unijnych – apelował 12 grudnia 2013 r. Jarosław Gowin na konferencji z okazji 25. rocznicy wprowadzenia tzw. Ustawy Wilczka.

Panie eksministrze, trzeba chyba raczej było bardziej zabiegać o swoje projekty do ustaw, aniżeli teraz o ustawę z minionego wieku? Wówczas miałoby to jakiś sens, przełożenie na działanie, podczas gdy teraz można sobie tylko pogadać w gronie łapczywych na poselskie stołki sojuszników. Ale rozumiem, że to tylko takie wybiegi i gierka pod publiczkę. Mam jednak nadzieję, że nabierze się na nią jak najmniej uprawnionych do głosowania.

Waldek


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych