2013-11-25

Banderas chce nacjonalizować


Felieton z gatunku tych sponarchistycznych 

Znany hiszpański aktor Antonio Banderas zaskoczył widzów podczas wywiadu w telewizji CNN, deklarując, że najlepszym sposobem na wyjście z kryzysu jest podążanie śladem Hugo Cháveza w Wenezueli. „Chávez złamał system, nacjonalizując wielkie korporacje. To najlepsze wyjście” – cytują Banderasa media elektroniczne w Polsce.

Człowiek w masce Zorro dodał: Tak naprawdę nie rządzą nami ludzie, których wybieramy w wyborach. Na dokładkę skrytykował prezydenta USA Baracka Obamę. Jego zdaniem prezydent nie spełnił żadnej ze swych obietnic składanych przed wyborami, bo tak naprawdę jest pod ogromną presją wielkich firm i rynków finansowych.

Jak można położyć temu kres?– spytała dziennikarka, a Banderas odpowiedział, że najlepiej iść śladem Cháveza w Wenezueli. On złamał system. Wziął wszystkie wielkie korporacje i je znacjonalizował. Nie było innego sposobu – skwitował aktor.

Banderas słusznie zauważa, że za kryzysem stoją grupy lobbingowe i wielkie korporacje. Może zapomniał jeszcze wyszczególnić banki, ale z pewnością i je miał na myśli, gdy podczas rozmowy z dziennikarką Aną Pastor wspomniał, że choć grupy te wywołały kryzys, uszło im to na sucho, a za ich grzechy muszą płacić ludzie, całe kraje i – i tu już nie do końca zgadzam się z Panem Desperado– ich rządy.

Cóż, pan Banderas to kolejna osoba, która łudzi się, że władza i rządy nie odpowiadają za sytuację gospodarczą i co najlepsze – nie widzi we władzy elementarnej, powiedziałbym nawet – najważniejszej części składowej systemu.

Tak, korporacje czy banki, które bawią się pieniądzem na tworzonych przez siebie tzw. rynkach finansowych, nie robią tego w całkowitym oderwaniu od realiów prawnych krajów, które z kolei ustalane są przez poszczególne rządy. Znaczy to, że banki, korporacje czy rządy to jedna k...a koalicja, wzajemnie się uzupełniająca i wspierająca przy wyciąganiu pieniędzy z kieszeni podatników. A kto niby ratował tyłki przedstawicieli banków i korporacji, jak nie rządy poszczególnych krajów, m.in. podnosząc obciążenia podatkowe?

Dlatego samo znacjonalizowanie korporacji, jak zrobił to Chávez, może okazać się niewystarczającym zabiegiem na drodze do odzyskania niezależności ekonomicznej i wejścia na drogę wzrostu zamożności obywateli. To raczej wybór mniejszego zła, bo cóż się takiego zmieni w położeniu wyzyskiwanych narodów, gdy wyzyskiwaczy korporacyjnych zmienimy na wyzyskiwaczy państwowych? Rozumiem, że działa tu bardziej następująca psychologia – lepszy „swój” ciemiężyciel, niż „obcy”. Dla mnie to niewielka różnica.   

Jedynym wyjściem drobne i niezależne od międzynarodowego kapitału oraz państwowej kontroli, która raz, że jest niewydolna, a dwa że służy jedynie wąskiej grupie uprzywilejowanych beneficjentów systemu, obywatelskie porozumienia gospodarcze, same kształtujące między sobą relacje prawno-gospodarcze. Na zasadach dobrowolności i wolnego porozumienia.

Waldek


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych