2013-11-07

Medialna przybudówka systemu w kryzysie?


Gruchnęła informacja, że programy telewizyjne, nazywane szumnie „informacyjnymi”, tracą na oglądalności. Chodzi głównie o „Fakty” TVN-u oraz „Wiadomości” wiecznie zadowolonego Kraśki. Oczywiście informacja ta nie zagościła w mass mediach, bo i czym tu się chwalić.

Przyczyn tego stanu rzeczy upatrywać należy w następujących zjawiskach: mass media w Polsce są częścią systemu politycznego, więc informacje w nich przekazywane są wykładnią propagandy tego systemu. Inaczej mówiąc: informacje te są zniekształcone, niepełne, a niekiedy wręcz zakłamywane. Ktoś to jednak intuicyjnie wyczuwa, skoro oglądalność takich programów spada. 

Dalej: informowanie przez takowe programy często polega na rozwodzeniu się o mało istotnych dla życia kwestiach, jak chociażby brak dobrego szaletu miejskiego w jakiejś małej miejscowości itp. Nie twierdzę, że to nie jest problem dla ludzi, którzy chcą z takich szaletów korzystać. Ale żeby mówić o tym w programie rzekomo informacyjnym? A obok nas ludzie grzebią w śmietnikach, emeryci nie mają na leki, pracownicy odrabiają w pocie czoła haracz na rzecz państwa, które jeszcze do tego represjonuje wybrane grupy społeczne tudzież bije niepokornych na komisariatach. Że niby nie wiecie, o czym piszę? To oglądajcie więcej telewizji.

Najlepszą formą uprawiania propagandy przez media pozostaje jednak ciągle metoda przemilczania. Spychanie tematów ważnych lub zwyczajnie odmiennych od poglądów danej redakcji na bocznicę i przykrywanie ich informacjami o szaletach to jedno, ale bezczelnością nadal pozostaje przemilczanie pewnych wydarzeń czy faktów. Zjawisko to występuje również w mediach lokalnych.  

Przykład, który bezpośrednio mnie dotyczy. W Mielcu jest taka lokalna gazetka o nazwie „Korso”. Gazeta, jakich wiele w powiatowych miastach. Taka przybudówka władzy, reprezentująca określone poglądy, którymi wbrew rzetelności dziennikarskiej, kieruje się redakcja w doborze tekstów.

I tak, nie uraczyłem w tej gazecie informacji o organizowanym w kwietniu br. występie muzycznym dla „Jędrusiów” (o którym to występie gazeta została poinformowana), oddziału partyzanckiego walczącego z hitlerowskim okupantem. Nie znalazłem tam również nawet wzmianki o lipcowej pikiecie antyunijnej, jaka odbyła się w centrum miasta z inicjatywy lokalnych grup narodowych, czyli PM i OSN-u. Powodem były zapewne uprzedzenia redakcji do środowisk młodych patriotów i reprezentowanych przez te grupy poglądów.

Ciekawe czy ludzie pracujący w podobnych mediach nazywają się zwolennikami demokracji, która od dziennikarzy wymaga przecież rzetelnego przedstawiania wydarzeń, tak aby można było w ogóle myśleć o społeczeństwie obywatelskim, a więc w pełni świadomym, czyli demokratycznym?      

Wszak warunkiem demokracji jest przecież rozległa wiedza obywateli o wielu otaczających nas zjawiskach, tak aby w oparciu o swoją rozległą wiedzę mogli oni podejmować świadome decyzje.

Jeśli mass media celowo ignorują określone zjawiska, a podstawowym źródłem informacji dla ludzi nadal niestety pozatają mass media, to czy dzisiejsze społeczeństwo i sam ustrój można w ogóle nazwać demokratycznym?

Waldek


 
 
Maj 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych