2013-10-14

Refleksje po warszawskim referendum


W normalnym kraju byłoby nie do pomyślenia, żeby przedstawiciele władzy, i to ci najwyżsi, zniechęcali ludzi do obywatelskiej postawy. Mam tu na myśli apele premiera, prezydenta kraju i posłusznych im klakierów, do zbojkotowania referendum w sprawie odwołania H. Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska prezydenta Warszawy. Widać u nas władza jest już na tyle bezczelna i pewna swojej pozycji, że pozwala sobie na więcej, wiedząc, że społeczeństwo, które nie szanuje swoich praw obywatelskich, dalej będzie podatne na manipulację.

Zacznijmy może od tego, że w końcu jacyś przedstawiciele władzy, i to od razu ci najwyżsi, potwierdzili tą prostą oczywistość – „chcesz poprzeć obecną władzę, to nie idź na wybory”. Osoby, które z różnych przyczyn i w ramach swoich wymówek, często mających przysłonić ich bierność i lenistwo, nie zagłosowały czy starają się nie głosować z zasady, mogą teraz nazwać się zwolennikami systemu, czy w tym konkretnym przypadku – wyborcami pani Waltz.

Co najstraszniejsze – mowa nie o zindoktrynowanych przez władzę, ale jej przeciwnikach, którzy tyle razy lamentowali nad sposobem rządzenia konkretnych polityków i samej pani prezydent. Słowo żenada, to słabo powiedziane...

Tymczasem, to właśnie społeczeństwo powinno zrozumieć, zgodnie ze swoim interesem, że referendum i jakakolwiek inna forma sprawowania władzy bezpośredniej przez naród, to podstawa systemu demokratycznego. Najlepszym przykładem może być tu Szwajcaria. Kraj bogaty. Może dlatego, że rządzony przez świadomych obywateli?

Pani Waltz powiedziała wprost, że będzie kandydować na prezydenta Warszawy w „prawdziwych wyborach”. Dla przedstawicieli władzy, co zresztą nie dziwi, „prawdziwymi” wyborami są te, w których ludzie nie decydują nad konkretnymi sprawami, jak właśnie w referendach, a wspierają konkretne partie polityczne w ich walce o władze.

Tymczasem w kraju demokratycznym z prawdziwego zdarzenia, decyzje zapadają w wyborach bezpośrednich (demokracja bezpośrednia), gdzie ogół ludzi decyduje w sprawach, co tu dużo mówić – dotyczących ich bezpośrednio, a nie pośrednio – poprzez oddanie głosu na daną partię z wiarą, że to ona zatroszczy się o nasze interesy. A jak się troszczą o nasze interesy urzędnicy państwowi – nowe podatki, podwyżki, cięcia.

Ale to wymaga świadomości obywatelskiej, posiadania przez obywateli wiedzy, jaka byłaby potrzebna do podejmowania świadomych decyzji. Czy dzisiejszy, przeciętny wyborca posiada takową, skoro większość informacji o otaczającej go rzeczywistości zdobywa z telewizji, tak zniekształcającej rzeczywistość i będącej na usługach określonych sił partyjnych? W zupełności jej nie posiada. Nie posiada jej też z pewnością fanatyczny wyznawca danej partii politycznej, postępujący zgodnie z emocjami i odgórnymi nakazami, a nie zgodnie z rozumem.

Czy zatem jesteśmy społeczeństwem obywatelskim? Zdecydowanie nie, mam nadzieję, że jeszcze nie, ale może za jakiś czas będziemy. Na chwilę obecną za dużo tu partyjniactwa, a za mało społecznej, wspólnotowej świadomości. Tak, wspólnotowej. Bo osoba, która może bezpośrednio nie odczuwa decyzji władzy na własnej skórze, powinna przynajmniej rozumieć, że podnoszenie przez tą władze kosztów życia (podatki, opłaty itp.) drenuje kieszenie innych obywateli, a jeśli oni ubożeją, to ubożeje i reszta. Nie wspominając już o tym, że podatki dotykają wszystkich i nie omijają nikogo.  

Tymczasem władza zniechęca obywateli do podejmowania świadomych decyzji, zniechęcając do referendów. Przypomnę – w demokracji bezpośredniej (referendum) władza więcej traci, bo praktycznie wyłącza się ją z procesów decyzyjnych. Wielu obywateli swoją biernością toleruje taki stan rzeczy, godząc się jednocześnie na tą nijakość i bylejakość rządzenia. Dopowiadają sobie przy tym: „przyjdą następni i będzie to samo”.

No właśnie, że nie. Wybory, a już szczególnie wybory bezpośrednie, czyli na przykład referenda, dają możliwość „ustawiania” władzy zgodnie z wolą obywateli. Przecież już teraz widać to doskonale po umizgach HGW do warszawiaków. A nawet, gdyby jej ewentualne odwołanie oznaczało usadowienie na stanowisku prezydenta stolicy kolejnej osoby, która wykazywałaby się podobnym marnotrawieniem finansów obywateli, to istniałaby kolejna możliwość jej odwołania.

I jestem tego pewien, że w pewnym momencie, wybierani bezpośrednio przez obywateli ludzie, nie pozwalaliby sobie na tyle, na ile pozwalała sobie HGW, podnosząc wszelkie opłaty i marnując środki publiczne. Demokratyczna forma kontroli społecznej spełniłaby w końcu swoją rolę, pobudzając społeczeństwo do zdobywania wiedzy i czynnego jej wykorzystywania za pomocą demokratycznych form sprawowania władzy. A tak, system partyjny i wybory pośrednie, gdzie głosuje się na partie, dają partyjniakom, bez ponoszenia przez nich większych konsekwencji, możliwość nieustannego pasożytowania na narodzie.  

I pomyśleć, że do brania odpowiedzialności za swoje życie i zwiększania świadomości obywatelskiej może dodatkowo zniechęcić ustawa samego prezydenta Komorowskiego, który chce podnieść liczbę osób, wymaganą do odwołania w referendum przedstawiciela władzy. Skutki będą takie, że przedstawiciele władzy będą wykazywać się jeszcze większą arogancją i ignorancją dla ludzi, pozwalając sobie na wprowadzanie kolejnych cieć w sferze publicznej (czytaj: odbierania przywilejów społeczeństwu i obkładania go nowymi podatkami), przy jednoczesnym powiększaniu biurokracji.  

Zdecydowanie obniży to standardy demokratycznego (społecznego, obywatelskiego) sprawowania władzy i sprawi, że stopniowo, jako kraj z jeszcze nieukształtowaną, chwiejną demokracją i społeczeństwem o niskiej świadomości obywatelskiej, będziemy przesuwać się w kierunku którejś wersji rządów autorytarnych.

Czy tego na pewno chcą Polacy? Czy chcą być wiecznie zarządzani przez swoich panów i władców, którzy będą sobie pozwalać na coraz więcej i więcej? Takiego kraju pragną, w którym partie polityczne przedkładają interes partyjny nad interes społeczny?

Póki jeszcze dominuje pokolenie, które posiada mentalność pańszczyźnianą, gdzie ludzie wpatrują się we władzę, jak w obrazek święty, zadowalając się jakimiś obietnicami i ochłapami– na zmiany nie ma co liczyć. Tych młodych, którzy mogli jeszcze coś zmienić w sposobie odpowiedzialności obywatelskiej, władza pozbywa się bardzo umiejętnie – otwierając im granice na emigrację zarobkową.

Należałoby jeszcze poruszyć wątek tzw. Ruchu Narodowego i ruchu narodowego w okresie przedreferendalnym w zakresie ukazywania stanowiska nacjonalistycznego w odniesieniu do tematyki społecznej. No cóż, szukam tych odniesień, szukam jakiejś myśli przewodniej tego środowiska, która zbliżałaby nas do społeczeństwa i jego problemów, i jakoś jej nie dostrzegam. A, nie, zaraz, widzę ją. Nie, przepraszam – to kolejne przemyślenia tego środowiska na temat fajności Marszu Niepodległości.  

Walduś


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych