2013-09-30

Aktywizm po polsku – inicjatywy społeczne


W dobie, kiedy niemal każdy żyje już tylko manifestacjami z okazji Święta Niepodległości, w tym tą największą w Warszawie, chciałbym się z wami podzielić kilkoma krótkimi przemyśleniami odnośnie aktywizmu w ruchu narodowym.

No właśnie, obserwując ten ruch niejako od środka już od połowy lat 90. XX wieku, dostrzegam, iż kulminacyjną formą działalności dla wielu pozostaje ciągle tylko jeden dzień w roku – 11 listopada, czyli kolejna rocznica, którą oczywiście należy świętować, tylko że po świętowaniu należałoby jeszcze ruszyć szanowne cztery litery na inne akcje. Jednakże po 11 listopada, w przypadku wielu działalność to przysłowiowe „długie nic”. Kontemplacja i wyczekiwanie kolejnego święta.

Ale co najistotniejsze – aktywizm w ruchu to w głównej mierze obchodzenie rocznic historycznych i ignorowanie akcji o wymiarze społecznym. Modne ostatnio zapowiedzi tworzenia „ruchów” społecznych już same w sobie budzą śmieszność, bo po pierwsze – wypowiadają je ludzie, których działalność oparta jest na resentymentach historycznych (R. Winnicki – niegdyś prezes organizacji z rodowodem z minionej epoki), a po drugie – takie deklaracje padają z ust polityków (J. Gowin), którzy liczą w ten sposób na budowanie formacji partyjnej, a nie realną (!) działalność społeczną.  

Tak wiem, wiele się pod tym względem zmieniło, w domyśle – w ruchu narodowym przybyło ludzi, a tu i ówdzie ktoś tam stara się uaktywniać społecznie – na razie tylko sporadycznie. Ale czy jest to coś trwałego, czy tylko okres mody i zafascynowania patriotyzmem w sensie ulicznym? Czy za tą ilością idzie jakość? I czy ludzie ci myślą o tej działalności dzień w dzień, czy może tylko okazjonalnie? A jeśli już myślą, to czy są to rozważania o kolejnej fajnej manifestacji, czy może pomysły na konkretną, realną działalność, pozwalającą społeczeństwu dostrzec w nas reprezentantów swoich interesów?

Uważam, że w przypadku ruchu jest to na moment obecny moda, chwilowa fascynacja, zaangażowanie powierzchowne i jeśli teraz, wszyscy ci, którzy czują jakiś związek z tym ruchem, nie wejdą na wyższy poziom działalności, to prorokuję, że w perspektywie kilku lat „moda na patriotyzm” minie, z całą tą otoczką manifestacyjną, w której chyba więcej formy niż treści.

Czego trzeba, aby tak się nie stało? Świadomości ideologicznej, tzn. sprecyzowania celów swojej działalności, wykraczających poza marsze i okazjonalne manifestacje, a zbliżających nas do społeczeństwa. Inaczej mówiąc – problematyka społeczna na pierwszym miejscu, rocznicowa na drugim. Następnie – inicjatywa własna, radość z działania, działanie przed teorią, oraz otwartość na współpracę. Zagadnienia te omówię kolejno w swoich następnych felietonach. To co jednak najważniejsze...           

Inicjatywy społeczne

Szczerze, to mdlą mnie już wszystkie te manifestacje, na których naczelnym zawołaniem staje się „raz sierpem...” itd. Marsz Niepodległości – „raz sierpem”, Marsz Żołnierzy Wyklętych – „raz sierpem”, Marsz NSZ – „raz sierpem”, Manifestacja przeciwko biurokracji i podatkom... „raz sierpem”, manifestacje antysystemowe, z założenia podnoszące kwestie bytowe... oczywiście „raz sierpem”, tak jakby od wykrzyczenia „raz sierpem” miały się poprawić warunki życia w Polsce, a okradająca nas z pieniędzy i wolności władza, postanowiła ze strachu przed nami zaniechać swoich złodziejskich praktyk.

Tak, manifestacje antykomunistyczne są potrzebne, chociażby dla zachowania pamięci historycznej. Zamierzam je wspierać swoim uczestnictwem, ale po pierwsze – jest ich za dużo, albo inaczej – jest na nich za dużo historycznych i niezrozumiałych odwołań, a za mało zrozumiałych (!) odniesień do problematyki współczesnej. Po drugie, przekaz z nich płynący w zupełności nie trafia do społeczeństwa, bo i jak ma trafiać, skoro problemem ludzi jest wzrost rachunków czy wysoki czynsz, czyli po prostu wysokie koszty życia, a nie domniemana „komuna”. No i po jaką cholerę manifestacje antysystemowe, te ciągle nieliczne rodzynki, również skażone są terminologią historyczną?

Ludzie, jak długo jeszcze mentalnie będziemy dreptali w latach 30. ubiegłego stulecia, w najlepszym przypadku w latach 90? Nie widzicie, że te hasła wzbudzają w ludziach politowanie nad nami? Nie wiem, może ja żyję w innym świecie, a wy w innym, ale często bywa tak, że kiedy wy słyszycie rzekome pochwały od społeczeństwa, reakcją ludzi na hasła w stylu „precz z komuną” jaką ja dostrzegam, są epitety w rodzaju: „Dzieci, idźcie do domu”.

Wasze manifestacje są nudne, wasza działalność jest sloganowa, dążenia życzeniowe, ideologia archaiczna, a jej przesłanie to próby reinterpretacji historycznej, zaczynającej się od słów „Sto lat temu...”. Sto lat temu, żyli sobie ludzie, którzy robili to i tamto, i ch... mnie i 98 proc. tego społeczeństwa to obchodzi. A już na pewno ch... to obchodzi ludzi tracących pracę albo żyjących na urągającym ludzkiej godności poziomie!

Zgodzę się z opinią, że manifestacje stricte historyczne, w domyśle narodowe, mają przygotowywać pewien fundament buntu o podłożu emocjonalnym. To fakt historycznie potwierdzony, że jeśli opór Polaków, to podparty patriotyzmem. To się po prostu sprawdzało. Ale to tylko fundament, i jeśli już trzeba uczcić pamięć historyczną, czyli podłożyć ten emocjonalny grunt pod ogólnonarodowy akt protestu przeciwko systemowi, to w dalszej kolejności trzeba stworzyć pewną nadbudowę społeczną, która swym przesłaniem nawiąże do obecnych, bytowych bolączek Polaków.

Działalność społeczna, to ona powinna zajmować najwięcej miejsca w aktywizowaniu społeczeństwa. I jeśli już manifestacje historyczne, to najlepiej w połączeniu z problemami naszych czasów – „Za chleb wczoraj i dzisiaj”. Na samym patriotyzmie daleko nie zajedziemy. A jeśli już nie potrafimy tego łączyć, to trzeba angażować się w większą ilość akcji społecznych. Skoro mowa o manifestacjach ulicznych, mogą to być inicjatywy podobne do wielkiej wrześniowej manifestacji związkowców w Warszawie.

Ale nie chodzi przecież tylko o same manifestacje. Tą impotencję społeczną w ruchu narodowym widać także na innych polach. Oczywiście, walka o pamięć to jedno, tak jak już zresztą pisałem. Owszem, walka kulturowa to drugie. Ta przynajmniej w jakimś stopniu odnosi się do współczesności. Ale sprowadzanie problematyki społecznej w swym przekazie do minimum, to zwykła porażka całego środowiska. Ponieważ to właśnie podejmowanie tej problematyki sprawia, że zyskuje się możliwość udzielenia bezpośredniego wsparcia grupom społecznym, naszym rodakom.

Oni nie będą nam wdzięczni za wykrzyczenie haseł w stylu „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Tematy „okołopedalskie” też ich jakoś szczególnie nie ruszają, dlatego nasze „zakazy pedałowania” nie sprawią, że w ramach wdzięczności będą nam składać kwiaty pod drzwiami mieszkań za powstrzymanie „plagi homoseksualizmu”. Ale zyskujemy dużą szanse na podziękowanie i uznanie, gdy staniemy w jednym szeregu w ich walce o godne życie. A wtedy już nawet łatwiej o wysłuchanie z ich strony naszych argumentów historycznych i „okołopedalskich”, choć wspominam o tym tylko na marginesie, gdyż nie jest to dla mnie najważniejsze w obliczu udzielenia konkretnego wsparcia ludziom potrzebującym.     

Nie ulega wątpliwości, że działalność społeczna wymaga od nas określenia swojego stawiska w wielu kwestiach, ocierających się o zagadnienia natury ekonomicznej. Ktoś powie, że to temat ciężki i zawiły. Myli się. Jeśli nawet tylko intuicyjnie wyczuwasz, gdzie leży interes społeczny, zawsze znajdziesz dla siebie płaszczyznę działania na tym polu.

Z początku opowiadasz się statutowo, jak przystało na działacza społecznego, po stronie okradanych, pokrzywdzonych, wykorzystywanych i wyzyskiwanych przez państwo i uprzywilejowane wielkie koncerny albo osoby z grubymi portfelami, które dążą do wykupywania niemal wszystkiego, co dostrzegasz wokół siebie – a to pod budowę kolejnego zamkniętego osiedla, a to z kolei pod budowę kolejnej galerii dla zamożnej klienteli. Po pewnym czasie będziesz już jednak potrafił uzasadnić swój opór przeciwko tym osobnikom w sposób racjonalny.

Eksploatowanie pracownika – niewolnictwo. Podatki – kradzież i wyzysk. Wysokie koszty pracy – brak perspektyw i emigracja zarobkowa. Eksmisje – partykularyzm interesów „prezesików” i dramat ludzki. Wykupywanie przestrzeni publicznej przez bogatych i wyalienowanych – podważanie naszych praw i swobód. Na patologie systemu każdy z nas znajdzie stosowną odpowiedź – musi tylko zrobić pierwszy krok na drodze działacza społecznego. I żyć tym, przede wszystkim żyć tym, co rozgrywa się w naszej przestrzeni, w naszej ciągle ofensywnej świadomości.   

Ale działalność społeczna to nie tylko kwestie gospodarcze, choć te odgrywają kluczowe znaczenie. Wspólnotę narodową można również budować poprzez szeroki zakres akcji charytatywnych i pomocowych. Potrzeba nam więcej aktywności prospołecznej w ramach akcji ekologicznych, wspierania schronisk dla bezdomnych zwierząt, domów dziecka, domów samotnej matki, czy zwykłej pomocy rzeczowej.

Nie, nie wystarczy przelać pieniędzy na konto stosownej instytucji. Więzi społeczno-narodowe umacnia działanie, realne, nawet drobne wsparcie. W oczach społeczeństwa mamy być ludźmi czynu, z konkretną wizją na świat i przepełnieni chęcią jej realizacji. Mamy stanowić przykład ludzi przejętych życiem wspólnoty narodowej, którzy robią coś ze szczerego przekonania i wyróżniają się na tle egoistów i materialistów, skąpiących 10 zł na akcje charytatywną, a znajdujących 200 zł na kolejną zjebaną torebkę ze zjebanej modnej firmy.      

Ta konkretna działalność to coś pięknego i namacalnego, w moim odczuciu kwintesencja działalności narodowej, dająca niebywałe poczucie przydatności i realnego wsparcia dla osób, naszych rodaków, będących w potrzebie. Jednoczesne budowanie więzi społecznych i narodowych. Dawać coś od siebie wspólnocie – czy w tym właśnie nie leży sens naszej działalności?   

Tak długo, jak będziecie bagatelizować te kwestie, nie ma co narzekać na rozstrzyganie spraw publicznych wbrew waszej woli, tudzież brak poparcia społecznego. Prawo do krytyki zyskują jedynie osoby zaangażowane. Pytasz w co konkretnie? We wszystko, w czym tylko możesz realizować swoje przesłanie.

Mamy rady osiedli i spółdzielni – powinieneś rozważyć możliwość zaznaczenia tam swojej obecności, jeśli rzeczywiście działasz dla swojej lokalnej społeczności. Protestują kupcy w twojej okolicy – udzielasz im wsparcia swoją obecnością lub próbujesz nagłośnić ich postulaty. A może coś w stylu typowo ulicznym – jakieś spontaniczne przejście grupą centrum miasta z transparentem, albo po prostu adekwatna w temacie manifestacja, pikieta? A może jesteś sam albo w niewielkim gronie? Akcje plakatowe i ulotkowe jak zawsze na wagę złota.  

To jest ten czas, aby każdy na miarę swoich możliwości zaczął myśleć o problemach społecznych, współczesnych, a działalność w ramach grup historycznych traktował jedynie jako sporadyczny dodatek do aktywizmu. Trwonić czas na historię mogą sobie pozwolić historycy i grupy rekonstrukcyjne. My jesteśmy działaczami politycznymi! Nie zapominajmy o tym!    

W następnym felietonie poruszę wątek inicjatywy własnej. 

Walduś


 
 
Luty 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych