2021-06-14

Niepokorność – słowo klucz na dzisiejsze czasy


Ciężko się nie buntować, będąc wychowanym na piosenkach Rezystencji „Ucieczka od wolności” z kasety „My jesteśmy skinheads”. Notabene, moja pierwsza płyta, wtedy kaseta, która wciągnęła mnie w klimaty skinheads. Święta Bożego Narodzenia ’96, kiedy pożyczył mi ją kuzyn. Pamiętam, ja, mizerny nikt i zwykły leszczyk, uczeń szóstej klasy podstawówki, wyszedłem sobie z pieskiem i kumplem na wieczorny spacerek. Piękne beztroskie czasy. Może nie zachowałem się wtedy na poziomie, bo zamiast konwersacji ze znajomym wybrałem walkmana z muzyką wspomnianego zespołu w tle, ale nasza znajomość i tak nie wytrzymała próby czasu, wiec „my się bawimy i to pierd…y”.

Od klimatów skinheads i ogólnie rzecz ujmując celtykowego klimatu już odszedłem, ale fakt pozostaje faktem – ta jedna kaseta, taki z pozoru szkopuł, naznaczyła resztę mojego życia. Oczywiście nie chodzi stricte o jej przekaz. Ale wsłuchanie się wówczas w jakikolwiek przekaz po polsku, gdy do tej pory odsłuchiwało się niezrozumiałe teksty popularnego Michaela Jacksona czy zespołu Metallica, pchnęło nieświadomego gówniarza na drogę kształtowania własnego systemu poglądów na życie. Brzmi idiotycznie, ale tak było. I nie byłbym tym, kim jestem, gdyby nie otrzymanie tej kasety od skinhead-kuzyna, który wówczas imponował mi swoją niepokornością.

Właśnie o to chodzi. Nie przekaz konkretnych utworów „My jesteśmy skinheads”, ale przekaz ogólny miał tu niebagatelne znaczenie. Przekaz naznaczony wspomnianą niepokornością. Dziś sprowadzam go do prostej konkluzji – nie daj sobie wmawiać, co masz myśleć. Masz własny rozum i broń swojej wolności, niezależnie od tego, jak duża jest presja z zewnątrz. Bo czy taki utwór jak „Ucieczka od wolności” nie był wymowny pod tym względem? Czy nie kształtował postawy buntu jednostki wobec narzucanych jej odgórnie praw? Czy w końcu nie jest on aktualny po dziś dzień, gdy większość ludzi dała się zastraszyć przez pandemiczne statystyki podawane przez rząd i media?

Jeśli jestem niepokorny, to nie znaczy, że jestem fanatykiem, który uznaje tylko swoje racje za jedynie słuszne. Po prostu wyrażam duży sceptycyzm w odniesieniu do propagandy systemu. Nie uznaję tej propagandy, czy konkretnie treści przez nią podawanych za najprawdziwsze na świecie, gdyż w pierwszej kolejności włączam swój rozum i sam analizuję sytuację. Myślę, że moje pokolenie, które chowało się na subkulturowej muzyce lat 90. (mam tu na myśli głównie skinheads i punk), reprezentuje podobny lub zbliżony tok rozumowania. Z kolei dzisiejsze pokolenie... No cóż, w ich przypadku dostrzegam wyjątkową uległość i wręcz strachliwość. Rodzaj podporządkowania się wszelkim nakazom. Czy mam się rozpisywać, jakie to niebezpieczne, gdy ludzie bezkrytycznie zgadzają się na wszystko, co zaproponuje władza?

Uświadomiłem sobie pewne różnice pokoleniowe, gdy zobaczyłem dzisiejszą młodzież na boisku do koszykówki. Boisko to zostało uprzednio otaśmowane przez miejscowy urząd z przestrogą, co do korzystania z niego. Boisko na otwartej przestrzeni, zero tłumów i szóstka nastolatków – trzy dziewczyny, trzech chłopaków z piłką do kosza. Najpierw konsternacja z ich strony, potem jakaś umysłowa analiza sytuacji w głowie, co tu robić. Ostatecznie towarzystwo zdecydowało się na zawody przy jednym koszu. Popykali chwilkę, często rozglądając się dookoła, jakby spanikowani, że zaraz przyjadą jakieś służby i pozamykają ich w więzieniach „za nieposłuszeństwo reżimowi państwowemu w czasach reżimu sanitarnego”. Na koniec, i to było wielce wymowne, zamiast wywalić czarną taśmę, którą urząd owinął tablicę do kosza, ci trudzili się, żeby ją umieścić z powrotem tam, gdzie była. Wydaje mi się, że zajęło im to więcej czasu i zabrało więcej energii niż sama gra w kosza.

Dla kontrastu odtworzyłem sobie w pamięci obraz pewnego pięknego śnieżnego dnia i sportowej rywalizacji chłopaków z mojego skinowskiego osiedla (z drugim kuzynem odmalowywałem wielkiego celtyka przy wjeździe do niego). Oczywiście wspomniane lata 90., z których pamiętam naprawdę wiele ciekawych akcji. Gdy moi znajomi, dodajmy – nie wszyscy skinheadzi, zasłyszeli, że prezes osiedlowego klubu z A lub B klasy zakazał korzystania z boiska piłkarskiego, gdzieś tam przy domkach w lesie, niedaleko kościoła, zaraz zebrali się do rozegrania na nim wyjątkowego meczu. Dlaczego był on wyjątkowy? Bo śnieg i atmosfera zakazu tworzyły wspaniały klimat do biegania po nim nie tyle za piłką, co z... gołymi dupami i fujarami na widoku publicznym. Nie wszyscy się na to zdecydowali, ale bynajmniej nie dlatego, że spanikowali. Po prostu było im zimno. Wśród garstki tych panikarzy byłym i ja, młody szczyl, który właśnie zamieszkał na wspomnianym osiedlu i chyba nie do końca ogarniał ten specyficzny performance-protest. Ale niepokorność, naznaczona gołymi tyłkami, jako symbolem buntu, pozostała w mojej psychice. Dałem temu po części upust na jednym z późniejszych wyjazdów kibicowskich, gdy przykleiliśmy swoje tyłki do szyby autokaru, celując nimi w ludzi przebywających na zewnątrz kościoła podczas Mszy św. Z tego akurat dzisiaj nie jestem dumny, bo był to głupi żart, przynajmniej w moim przypadku. Może dla innych to był jakiś protest? Nie wiem. Fakt faktem, pokazywanie tyłka jako dezaprobata wobec danego środowiska czy w ramach wywołania kontrowersji jest powszechnie znane, również w ujęciu historycznym.        

Tylko nie wyjeżdżajcie mi tu z tekstami o kulturze osobistej, wychowaniu itp. Bo koszykarze nie wyrzucili czegoś do kosza, tylko zostawili tam, gdzie było, a piłkarze grający toples złamali wszelkie zasady obyczajowe (tak na marginesie, ta obyczajowość to też forma społecznej presji, z której warto od czasu do czasu się wyzwolić, na przykład wietrząc pośladki). To temat poboczny, a najważniejsze pozostaje to, że moi znajomi mieli jaja, dosłownie, bo na wierzchu, i w przenośni, bo pokazali, że nikt nie będzie im narzucał stylu bycia, gdy nie ma do tego żadnego prawa ani nawet uzasadnienia dla swoich poglądów. Gdyby można było cofnąć się w czasie i przenieść do lat 90., lat względnej wolności, wygłupów na ulicach, pogrywania w piłkę na trzepakach między blokami (dzisiaj na każdym kroku tabliczka „Zakaz gry w piłkę między blokami”). Albo gdyby owe obostrzenia pandemiczne próbowano nam wtedy narzucić na osiedlu, ludziom, którym bałem się czasami spojrzeć w oczy, którzy w życiu nie daliby sobie narzucić na mordę jakichś maseczek, jak jakichś kagańców, za które pociągają urzędowi paranoicy.

Patrzę na dzisiejszą młodzież, nawet tą z nazwy niepokorną, i chce mi się z nich po prostu śmiać. Nawet gdybym się kiedyś takim naraził, a oni dorwaliby mnie w przewadze liczebnej, żeby mnie, jak to się dzisiaj mówi – dojechać, katując czy kopiąc leżącego na ulicy, po prostu nie mógłbym przestać się z nich śmiać. Inna sprawa, że jednak od takiej młodzieży zależy dziś moje życie. Taką młodzież władza może formować w dowolny sposób, tacy ludzie mogą zgodzić się na wszystko, nawet na jakiś faszystowski autorytarny ustrój, którego już przecież w pewnym sensie dzisiaj doświadczamy na własnej skórze.

Ludzie, którzy nie protestują w obronie swoich wolności obywatelskich, stają się pokorną masą, za pomocą której państwo odbiera prawa tym nielicznym normalnym i niepokornym członkom społeczeństwa. Stąd wszelkie niesprawiedliwości, gwałty, terror i wojny, za które odpowiadają państwa, i które trwają i trwać będą na całym świecie tak długo, jak długo ludzie będą przestraszeni i pokorni.

G.



 
 
Lipiec 2021
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych