2020-04-19

Władza, społeczeństwo i wirus kontra zdrowy rozsądek


Wchodzę sobie z kobietą ciężarną na stadionik, który leży całkowicie na uboczu wielkiego miasta. Zero ludzi, drzewka, zielona trawka, to idealne miejsce na spacery z dala od ludzi. Ja sobie biegam gdzieś obok, ona robi rundki wokół murawy. Chcemy już wychodzić. Niestety, ktoś zamknął bramkę. Kobietka w ciąży wpada w lekki stres, ja lecę za stróżem, żeby jej otworzył (sam przeskoczyłbym przez płot). Przychodzi skądinąd miły facet i tłumaczy, że ktoś przykonfidencił u policji, że przychodzą tu jakieś pojedyncze osobniki, żeby uprawiać sport, pobiegać itp. Pewnie zadziałał tok rozumowania: „Skoro ja nie mogę wyjść, to czego ktoś inny może”. Myk po telefon i „jestem przykładnym obywatelem”.

Przyszli więc dzielni stróże prawa z jakimś pismem, a przestraszeni administratorzy boiska zaczęli zamykać bramkę. Tak oto ciężarna będzie spacerować pomiędzy ewentualnymi zarażonymi, a kto ma wejść na stadionik, i tak wejdzie na swój sposób. Ja przynajmniej mam taki zamiar, gdyby bramka ta była nadal zamknięta. Tyle znaczą telefony „dobrych obywateli” i wyzute ze zdrowego rozsądku nakazy władzy – popsuć nerwy nawet kobietom w ciąży w imię dbania o tzw. zdrowie publiczne.

Czy obywatel musi choćby przez chwilę lub choć w najmniejszym stopniu podporządkowywać swoje sumienie prawodawcy? Po co więc mamy sumienie? Uważam, że przede wszystkim powinniśmy być ludźmi, a dopiero później obywatelami. Nie powinniśmy kultywować szacunku dla prawa, lecz raczej dla sprawiedliwości. Jedynym obowiązkiem, jaki mam prawo wziąć na siebie, jest obowiązek czynienia zawsze tego, co uważam za sprawiedliwe. (…) Prawo nigdy nie uczyniło ludzi ani odrobinę sprawiedliwszymi – szacunek dla prawa co dzień natomiast zmienia najżyczliwszych spośród nas w agentów niesprawiedliwości. (1)

Przerażające jest życie w tym społeczeństwie, które tak łatwo kontrolować przez środki masowego przekazu. W miejsce rozumu ludzie wybierają nakazy i zakazy, zdrowego rozsądku nie uświadczysz. Widzę te przestraszone osoby w maseczkach, idące w nich nawet wtedy, gdy nikogo nie ma w pobliżu, gdy już nie mają czym oddychać w wysokiej temperaturze. Zero krytycznego myślenia w odniesieniu do wprowadzanego prawa, tylko strach, jeszcze bardziej osłabiający ich odporność, i ślepe posłuszeństwo, nakazujące szkodzić ludziom, którzy nie podporządkowali się odgórnym nakazom, choćby nawet nikomu nie zagrażali. Na marginesie, teraz trochę zastanawiam się nad postawą własnej ciotki, która niegdyś potrafiła zwracać mi uwagę na moją „przesadną ostrożność” względem wirusów, a obecnie popadła w stan depresji po medialnych doniesieniach o „zarazie”, siedzi w mieszkaniu i kombinuje, jak nie iść do pracy. Swoją drogą, dla mass mediów cały ten wirus to też niezła impreza. „Zostań w domu”, oglądaj nasze najnowsze doniesienia. To nie są wiadomości, raczej straszności. I nikt nie bierze za tworzenie tej masowej histerii odpowiedzialności.

Nie dziwimy się potem, że władza potrafi tak zmanipulować społeczeństwem, że to jest w stanie nagle znaleźć wroga w innych ludziach. Przecież to jest ten sam schemat myślenia gatunku ludzkiego, praktykowany już od stuleci – ktoś na górze narzuca pewien tok rozumowania, a ludzie bezkrytycznie łykają wszystkie nakazy i sugestie. Zmanipulowana, lekceważąca własny rozum masa ludzka (bo jak ma być nauczona krytycznego myślenia, skoro nie czyta, tylko ogląda obrazki w TV i operuje na FB?), potrafi zabijać siebie nawzajem, swoich sąsiadów, bo ktoś kazał uznać ich nagle za swoich wrogów. Historia przecież pełna jest takich przykładów. Jej podstawą jest ta sama histeria, która teraz pcha do ślepego posłuszeństwa przy akceptowaniu każdego zakazu władzy przy walce z wirusem. Już teraz Azjaci nie mają dobrej opinii, gdyż uważa się ich za ludność rozprzestrzeniającą zarazę. Co następnego – segregacja czy mordy na tle rasowym?

Dużo wyraźniej widziałem teraz stan, w którym przyszło mi żyć. Zrozumiałem, w jakim stopniu można ufać ludziom, sąsiadom i przyjaciołom, wśród których żyłem. Pojąłem, że na ich przyjaźń mogę liczyć tylko wtedy, gdy wszystko układa się jak należy, że sprawiedliwość nie jest celem ich życia, że ich przesądy i uprzedzenia sprawiają, iż stanowią oni rasę odmienną ode mnie (…), że w swoim poświęceniu dla człowieczeństwa nie podejmują ryzyka, nawet jedynie majątkowego, i że w końcu nie są aż tak szlachetni (…), że liczą na zbawienie swej duszy poprzez zachowanie pozorów, kilka modlitw i bezużyteczne przemierzanie w tę i we w tę tej samej, bezpiecznej prostej ścieżki. (2)

Oto przykład najnowszej histerii, która ostatnio karmiła się strachem przed radioaktywną chmurą znad Czarnobyla. Takiego esemesa dostałem od znajomej: „Zamykaj okna na weekend, idzie radioaktywna chmura znad Czarnobyla, wywołana przez pożary z początkiem kwietnia”. Normalny człowiek od razu powinien sprawdzić autentyczność takich informacji, użyć po prostu rozumu. Wejść na jakiś portal naukowy, znaleźć jakąś stosowną mapkę. Ale ulegające emocjom społeczeństwo nie potrzebuje używać rozumu. Wystarczy im ideologia. Ta, choć fałszywa, daje ludziom poczucie wypełniania jakiejś misji społecznej. Tak, społeczeństwo pełne jest zbawców świata, którzy potrafią i chcą wtrącać się w twoje życie. Czy to z przeświadczenia swojej wyższości nad innymi, czy też ze zwykłej zazdrości i zawiści. Od instytucji państwa poczynając, przez jej popleczników i ślepych wyznawców, po wspomnianych „dobrych obywateli”, zawsze gotowych sięgnąć po telefon, żeby kogoś przykonfidencić, przepraszam „zadzwonić do odpowiednich służb w trosce o bezpieczeństwo publiczne”.   

Przypisy:

(1) Henry David Thoreau „O obywatelskim nieposłuszeństwie”.

(2) Tamże.

No Futuro



 
 
Sierpień 2020
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych