2019-04-10

Nauczyciele i taksówkarze: nie każdy protest można popierać


Podobno w modzie jest popierać wszelkie protesty pracownicze, bo można w ten sposób pozować na wrażliwca społecznego, któremu bliski jest los drugiego człowieka. Z mody oczywiście nigdy też nie wyjdzie popieranie tych protestów, które akurat są nie na rękę, ale nie władzy, tylko konkretnej partii, która tę władzę sprawuje.

Od kiedy kieruję się własnym rozumem, rzadko podążam za modą, więc nie popieram pewnych protestów tylko dlatego, że są protestami, albo wyrażają jakąś sympatię partyjną. Chyba inaczej pojmuję wrażliwość społeczną. Przede wszystkim zaś mam na względzie wolność i szacunek w każdym wymiarze, gdyż uważam, że tylko na tym gruncie można budować żyjące w zgodzie i dobrobycie społeczeństwo. Bez szacunku względem drugiego człowieka nie ma wolności, tylko próba narzucenia swoich racji. Bez wolności, człowiek traci godność i szacunek do samego siebie.

Nie będę więc pozował na wrażliwca, który pochyla się nad losem taksówkarzy, bo moim zdaniem grupa ta broni własnych partykularnych interesów. Uważam, że tradycyjne korporacje taksówkarskie nie wytrzymują konkurencji z nowymi opcjami dowozu pasażerów, dlatego tak głośno domagają się ochrony państwa, używając retoryki o legalności i nielegalności prowadzenia przewozów pasażerskich. Przy czym ta legalność to nawoływanie do opodatkowania nowych graczy na rynku.

Widzę to tak: pojawił się dowóz na aplikację, który jest tańszy, wygodniejszy i przejrzysty dla pasażera, trzeba poprosić, aby państwo obarczyło go większymi kosztami funkcjonowania, tak żeby każdy miał tak samo ciężko. Trudno popierać ludzi protestujących w imię sprawiedliwości, którą pojmują w sposób domagający się od państwa utrudniania danym podmiotom funkcjonowania na rynku. Ani nie ma w tym wolności, ani troski o interes pasażera. 

Kolejna grupa — nauczyciele. Ten protest jest mi z kolei obojętny ze względu na niechęć do państwowego dyktatu. Państwowa przymusowa edukacja jest niewydolna, zresztą podobnie jak całe państwowe zarządzanie usługami publicznymi. Koszarowanie dzieci w szkołach w celu zaszczepienia jedynie słusznych ideologii to pogwałcenie wszelkich wolności i niezależnego rozwoju.

Gdyby pozwolić ludziom na dobrowolny charakter kształcenia prywatnego, byłoby to korzystne zarówno dla portfeli rodziców, jak i ogólnego poziomu edukacji społecznej. Jest wiele przykładów na sukces prywatnej czy domowej edukacji dzieci. Pamiętajmy, że szkolny przymus państwowy nie istniał „od zawsze”, a pokaźne grono wielkich naukowców czy wybitnych postaci świata filozofii, nauki, sztuki czy sportu kształciło się poza wielkim systemem przymusowej oświaty przez wieki.  
    
Prywatne kształcenie dzieci dawałoby dodatkowo rodzicom większy wpływ na edukację swoich dzieci, czyli większy wpływ na treści, które mają sobie przyswajać. Te ostatnie wojenki o to, jakie aktualnie ideologie wtłaczać do głów młodym ludziom byłyby więc nieobecne, bo oto sami rodzice, a nie urzędnicy państwowi decydowaliby, w jakiej dziedzinie ich dzieci mają być edukowane.
   
Nauczyciele kłócą się ze swoim państwowym chlebodawcą o godziwe wynagrodzenie. Można tylko współczuć im tego, że nie mieli dużego pola manewru na gruncie wyboru swojego pracodawcy, bo to państwo zmonopolizowało edukację. W tym czasie rodzice szukają opieki dla dziecka w godzinach swojej pracy, a same dzieci korzystają z czasu wolnego od szkoły. Starsze roczniki mogą odczuwać pewien niepokój, szczególnie gdy mają przed sobą egzaminy. Ci uczniowie na pewno są poszkodowani. Młodsze roczniki mogą jeszcze skorzystać na strajku nauczycieli, gdy zaczną poznawać świat z perspektywy małych grup dzieciaków, upchniętych gdzieś przez rodziców na specjalnych zajęciach, lub z perspektywy dziecka, które bez szkolnego stresu i musztry może zacznie w tym momencie rozwijać swoje zainteresowania i pasje.
     
G. 


 
 
Czerwiec 2019
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych