2013-09-26

Ruch Narodowy a rzeczywistość


Podczas swojego wystąpienia na Marszu Niepodległości 2012 r. Robert Winnicki mówił o tym, że musimy budować ruch społeczny. Tylko zorganizowane oddolnie struktury mogą być podwaliną pod Ruch Narodowy jako pewne środowisko polityczne. Kierunek, wydaje się, słuszny. Nie trudno nie zauważyć, że polskie środowisko narodowe musi się rozwinąć na każdym polu: potrzebujemy mediów, bibliotek, lokalnych organizacji, ale takich, które dają faktyczną alternatywę wobec chociażby Klubów „Gazety Polskiej” i innych centroprawicowych, często proPiSowskich ośrodków. Słowa Winnickiego odebrałem pozytywnie, ze zdecydowaną aprobatą.

Jak jednak wygląda Ruch Narodowy w niespełna rok po ostatnim Marszu Niepodległości? Czy stworzony został ruch społeczny? Czy w ogóle uruchomiono konkretne mechanizmy, które miałyby działać na rzecz współtworzenia takiego ruchu? Mowa o potrzebie budowania ruchu społecznego (przypominam: jako podwaliny pod konkretne działania polityczne) powtórzyla się na Kongresie, który odbył się w czerwcu. I co dalej? Ruch Narodowy faktycznie przyjął pod swe „skrzydła” większą część organizacji narodowych. Ale ich działania są nadal takie same. Narodowy Rzeszów robi to, co robił, chłopaki ze Szczecina tak samo… Gdzie w tym wszystkim jakaś metoda? Czy te wszystkie organizacje złączyły się po to, żeby – każda osobno – pracować na rzecz jakiejś abstrakcyjnej nazwy „Ruch Narodowy”, której twarzami są Winnicki, Zawisza i Bosak, ale de facto nic więcej nie robić?

Jeżeli Ruch Narodowy został powołany do życia, to chyba nie po to, żeby kilka osób z Rady Decyzyjnej wypowiadało się w mediach, czasem pojawiło się na jakichś manifestacjach, a poza tym nie miało w ogóle styczności z „dołami”. Wydaje się, że poszczególne persony po prostu grają na siebie, na swoje nazwisko. I bardzo dobrze, bo to jest ważne, że błyskotliwy (mówię to bez ironii) Robert Winnicki gości często w mainstreamowych mediach. Ale to tylko jedna z funkcji, jakie powinien wykonywać. Obawiam się, że Ruch Narodowy idzie w złą stronę. Mamy prawie październik. Zaczynają się dyskusje na temat tegorocznego Marszu, jego przebiegu, nagłaśnianie sprawy itd. W dniu 11 listopada zadajmy sobie pytanie, co z ruchem społecznym, tak szumnie zapowiadanym? Czy ktoś w ogóle przygotował jakiś plan działań, jakąś metodę? Tymczasem w odbiorze społeczeństwa to Ruch Narodowy stał się twarzą polskiego nacjonalizmu. I to społeczeństwo widzi, że Ruch Narodowy nie jest w ogóle zorganizowany, bo nikt nim nie zarządza. Zresztą nie ma czym zarządzać, skoro każda lokalna organizacja wchodząca w skład Ruchu działa tak, jak działała wcześniej. Czyli bez specjalnego nakierowania na współpracę.

Po prawie roku od Marszu Niepodległości 2012 r. nadal przodujemy w manifestacjach. Ale to nam nic nie da! Moje słowa krytyki kieruję do Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego, bo to ona – wbrew swym  własnym zapowiedziom – zamiast zacząć od dołu, skupiła się na górze. I to skupiła w tej warstwie najmniej istotnej, bo wizerunkowej. Wizerunek może i jest ważny, jak pod nim kryją się struktury. A struktury nie ma, nie ma również większej konsolidacji. Co powie Robert Winnicki na wiecu po tegorocznym Marszu? Co nam się udało zrobić przez ten czas? Zorganizować ładny Kongres? Kilka manifestacji, które i bez Ruchu Narodowego by się odbyły?

Nie chciałbym, żeby ktoś mi zarzucił jakiś resentyment. Nie krytykuję Ruchu Narodowego jako całości, ponieważ skupia on organizacje, które wykonują na co dzień kawał dobrej roboty. Krytykuję górę, która działa spontanicznie, antymetodycznie i bez konkretnych planów. A łże-prawicolki zbierają żniwa…

Demistyfikator


 
 
Sierpień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych