2018-03-06

Szacunek do władzy nie niesie ze sobą nic dobrego


Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie wyszukują sobie idoli, a następnie darzą ich swoim uwielbieniem. Rozumiem fascynacje niedojrzałych nastolatków, a nawet wsłuchiwanie się w głos autorytetu, który przekazuje nam wiedzę przydatną. Jeśli jednak dana jednostka, pozująca tylko na autorytet, próbuje wywyższać się ponad resztę, a ta reszta mimo wszystko okazuje jej względy, zaczynam mocno powątpiewać w ludzką kondycję umysłową.

Pamiętam, jak załatwiałem pewną sprawę formalną u pracownicy spółdzielni mieszkaniowej, nazwijmy ją tylko w tym miejscu Władczynią Spółdzielni. Miałem z nią dogadane spotkanie, a wcześniej ochodziłem się już za nią kilka razy. Tak więc wpadam do niej do „pokoju-gabinetu” o wyznaczonej godzinie, a ta przesiaduje z jakąś panią i już na wstępie, oczywiście zdziwiona, że mieliśmy umówioną rozmowę, informuje mnie, że przebywa właśnie w towarzystwie „wysokiej rangą” urzędniczki miejskiej. Miało mnie to rzekomo speszyć i powstrzymać przed dalszą rozmową.

Pani Moich Czynszów domniemywała, że ustąpię, gdyż było widać w jej oczach, że sama ugina się pod autorytetem władzy. A ja tymczasem, nie robiąc sobie nic z obecności władz miejskich, dalej naciskam na załatwienie (swojej dawno obiecanej do załatwienia) sprawy. Dodajmy – sprawy, za którą to ja miałem płacić w ramach regularnych czynszów. Pani Ze Spółdzielni dalej swoje, a ja dalej lekceważę sobie obecność półbożka z ratusza i proszę o dotrzymanie danego mi słowa i rozmowę. Nie wiem, co myślała sobie urzędniczka miejska, ale w oczach jej odpowiedniczki ze spółdzielni odczytałem tylko tyle: „gość nie szanuje takiej władzy, po prostu szok”. A dla mnie właśnie szokiem było i jest, jak łatwo przychodzi niektórym ślinienie się na widok urzędnika i otaczanie go kultem wyjątkowości.

Kolejne przykłady. Moja znajoma chwaliła się kiedyś, że w poszukiwaniu pracy pomoże jej wysoko postawiona persona miejska. Mało tego, uważała, że taki sposób jest już ponoć wypracowaną metodą działania na gruncie legalnym, aby przeciwdziałać bezrobociu. Mniejsza z tym, czy mówiła prawdę, co swoją drogą byłoby szokujące. Ważniejsze jest to, iż mówiła to z takim przeświadczeniem, jakby oczekiwała, iż odbiorca jej rewelacji padnie z wrażenia na znak uznania dla jej kontaktów z władzą. Znam też relacje ze spotkań pierwszego stopnia, gdy ludzie spotykają gdzieś na ulicy znanych z telewizji polityków i opowiadają o tym z takim podnieceniem, jakby to pięciosekundowe przebywanie w niedalekiej odległości od Umiłowanych Przywódców miało moc uzdrawiającą. Oczywiście, automatycznie trzeba im też zazdrościć takiego fartu. Przynajmniej tego oczekują po naszej reakcji. Dziwne, że jeszcze nie padają im do stóp.

Teraz pomyślmy, jak czuje się z tym władza. Jej przedstawiciele z pewnością są bardzo zadowoleni, gdy w tak próżny sposób łechce się ich napompowane ego. Czują, że mogą sobie pozwalać na więcej, a przede wszystkim na dalsze wykorzystywanie ludzkiej naiwności. Czują się przez to wyjątkowymi, choć nie mają ku temu podstaw, gdyż w większości przypadków, dojrzewając w zamkniętej społeczności takich jak oni, gdzieś w wyalienowanych społecznie rodzinach i uczelniach, nie mają pojęcia o prawdziwym życiu. Przedstawiciele władzy czują to, jak bardzo zabiega się o ich względy tylko na podstawie zajmowanego przez nich stanowiska państwowego i rozpoznawalności, jakim cieszą się z racji tego uznaniem. Potrafią to wykorzystać, głównie poprzez podtrzymywanie systemu uzależniania od siebie – nic nie załatwisz, nawet jeśli zorganizujesz się w ramach inicjatywy społecznej, bez ich pośrednictwa lub wstawiennictwa. 

Ogół społeczeństwa to wyczuwa lub tak został wytresowany, dlatego tylko we władzy i poprzez władzę widzi możliwość spełnienia jakichkolwiek oczekiwań. W zasadzie, to może bawić, choć bardziej irytuje, że ludzie, którzy mają dla Gospodarzy Narodu tyle niewytłumaczalnego uznania, narzekają jednocześnie, że są przez nich ignorowani, sterowani, lekceważeni, obrażani, okradani itp., itd. Pocieszają się, że ich ludzie, w domyśle „ich partia” działa (działałaby) lepiej. Sami więc narzekają na polityków, choć twierdzą, że mają do tego prawo, bo chodzą na wybory. Wydaje się jednak, że większe prawo do narzekania mają ci, którzy nie kochają żadnej władzy i bojkotują każde wybory. Oni mają największe prawo narzekać zarówno na władze, które nie akceptują w żadnej odmianie, na system zależności i przymusu, który te władze tworzą, jak i na ludzi, którzy uwielbiają jej przedstawicieli, ekscytują się teatrzykiem partyjnym i w konsekwencji podtrzymują ten zakłamany system chodząc na wybory.   

B-c



 
 
Wrzesień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych