2017-10-02

Jaki jest sens publicznej służby zdrowia?


Działająca od 1 października sieć szpitali stanowi dobry pretekst, by odnieść się do służby zdrowia w Polsce w pojęciu ogólnym. Należę do zwykłych pacjentów, być może jestem laikiem w kwestiach strukturalnych czy prawnych naszego lecznictwa. Jednak jako człowiek, który wśród swoich bliskich czy znajomych ma – jak my wszyscy – osoby chore, czy po prostu takie, które zetknęły się z aparatem służby zdrowia, jestem w stanie wypowiedzieć się na tematy związane z jej funkcjonowaniem.

Przede wszystkim nasuwa się pytanie, czemu ma służyć kolejna „złota” zmiana w strukturze szpitali w Polsce? Oczywiście w założeniu ma polepszyć system służby zdrowia i przyczynić się do skuteczniejszej i sprawniejszej opieki nad pacjentami. Co jednak z tego może wyjść, widzimy już u progu reformy. Korzystając z doniesień prasowych z ostatnich miesięcy można było się dowiedzieć, że na pierwszym etapie przyporządkowywania szpitali, aż 319 szpitali (z 912 mających kontrakty z NFZ) nie zakwalifikowało się do sieci. Głównie są to oddziały specjalistyczne (kardiologiczne, okulistyczne i ortopedyczne). Dla społeczeństwa oznacza to tyle, co konieczność pokonania dalszej drogi w celu otrzymania pomocy medycznej, gdyż wiele z oddziałów to jedyne takie placówki w promieniu wielu kilometrów. Czy ostatecznie zakwalifikowały się do sieci, pacjenci przekonają się sami, wcześniej zastanawiając się, gdzie mają udać się do lekarza. Nie trzeba dodawać, że w nagłych przypadkach może to stanowić dla nich problem.

Żeby było ciekawiej, nowy projekt NFZ wykreśla dusznicę piersiową ze skurczem naczyń wieńcowych z kategorii świadczeń nielimitowanych, co oznacza po polsku, że pacjent, któremu grozi zawał lub zgon, będzie odesłany do kolejki na planowane zabiegi. Czemu zawdzięczamy tego typu nowelizację? Autorzy projektu wyjaśnili, a raczej tylko nadmienili, że zmiany wymusza ustawa o sieci szpitali, gdzie jedne przypadki będą, a inne już nie będą objęte finansowaniem. Należy jak widać składać pokłony, że nadal finansowany będzie ostry zespół wieńcowy, czyli zawał. Tak więc po nowych ulepszeniach w działalności szpitali, my, jako pacjenci, musimy uważać na co chorujemy. Jeśli serce, to już lepiej po całości – od razu życzmy sobie zawału, bo z dusznicą będziemy po niego i tak czekali w kolejce. Natomiast jeśli już faktycznie przydarzy się zawał, to lepiej tylko tym, którzy mają niedaleko oddział kardiologiczny. Inaczej nie wiadomo, czy dotrą do szpitala na czas.

To nie koniec dziwnych zmian, które może przynieść nowa reforma, określająca wykaz świadczeń przyporządkowanych szpitalom, które dostały się do sieci. Jak informowała niedawno prasa, listy opublikowane przez NFZ wskazują, że szpitale położnicze mają prowadzić nocną i świąteczną pomoc lekarską. Wynikałoby z tego, że obok kobiet w ciąży i noworodków bądź wcześniaków, przyjmowany będzie w osobnym pomieszczeniu każdy pacjent, nawet z objawami choroby zakaźnej. Problemem jest to, że do szpitala położniczego nie wpuszcza się chorych i kilkuletnich dzieci z obawy przed zarażeniem ciężarnych i noworodków. Sieć szpitali stwarza prawdopodobieństwo łamania podobnych schematów zabezpieczenia zdrowia człowieka.

Jak widać, już pierwsze założenia do sieci szpitali pokazują, że jest to ciekawy twór ministerialny, chyba nie do końca idący w parze z potrzebami pacjentów. Nie wiem, jak ostatecznie zostanie załatwiona sprawa z dusznicą czy opieką medyczną dla chorych, którzy mieliby trafić do szpitali położniczych. Może po doniesieniach medialnych uda się to jakoś wyjaśnić i zniwelować wszelkie zagrożenia dla zdrowia ludzkiego, przynajmniej na papierze? Jednak już tyle wystarczy, żeby stwierdzić, że to kolejny sztuczny, bo odgórnie kreślony projekt, którego jedynym celem jest podtrzymanie przy życiu całej tej machiny biurokratycznej, zwanej państwową służbą zdrowia.

W tym miejscu płynnie powraca dumnie ogłoszony swego czasu (styczeń 2015 r.) Pakiet Onkologiczny, mający stanowić znakomitą i rewolucyjną pomoc w leczeniu raka, w rzeczywistości bardzo często pomijany przez samych lekarzy. Idea była wspaniała. Badania czy konsultacje bez kolejek, opieka specjalistów z różnych dziedzin onkologicznych oraz koordynator, pomagający przebrnąć przez system służby zdrowia. Palcówki miały szybciej i skuteczniej leczyć poza kolejkami. W tej chorobie liczy się przecież czas. Jednak życie życiem. Pacjenci otrzymywali kartę onkologiczną i dalej musieli sobie jakoś radzić, często bez koordynatora (co jakoś niestety mnie nie dziwi). Wyliczenia statystyczne nie były najlepsze – u 9 proc. pacjentów w 2015 r. i 17,4 proc. w 2016 r. diagnostyka trwała dłużej, niż było to zagwarantowane w Pakiecie.

Rzeczywistość państwowej służby zdrowia jest przerażająca. Tutaj nie pomogą jakieś śmieszne pakiety czy sieci. Jak widać, one albo tylko komplikują sprawę, albo istnieją tylko w teorii, czyli na papierze. Pacjent otrzymujący diagnozę powinien jak najszybciej rozpocząć leczenie, podczas gdy w publicznej służbie zdrowia ludzie odsyłani są od badania do badania (na które się czeka, a później czeka się na wyniki jakimś cudem dłużej, niż przy badaniach w prywatnych klinikach), a później jeszcze konsylium, na które ciągnie się chorego onkologicznie pacjenta, żeby nierzadko oznajmić, że nie ma szans na leczenie. Cały proces od diagnozy przez badanie po konsylium trwać może nawet dwa miesiące (przypadek, który znam osobiście). Dla osoby chorej, ten czas bez jakiegokolwiek leczenia, to czas, w którym choroba rozwija się, a życie ucieka. Jednak wielu ludzi jest spokojnych, wierząc, że tak to właśnie powinno wyglądać: „przecież jestem objęty pakietem, mam kartę pacjenta onkologicznego, jestem traktowany priorytetowo”.

Często ostatnimi czasy zastanawiam się nad mydleniem ludziom w głowach w opisywanych tu sprawach. Dochodzę do wniosku, że jest to kpina z człowieka, który całe życie zmuszony jest płacić na państwową służbę zdrowia. Nikt nie dał nam żadnego wyboru, po prostu zabierają tyle, ile chcą. Tylko dziękować, że jesteśmy „leczeni za darmo”, i że pokazują, ile zabierają. Strach trafić do państwowego szpitala, nawet tego ze sławetnej sieci szpitali, a patrząc na ostatnie wydarzenia czy to w mojej rodzinie, czy wśród znajomych, jeśli chce się być leczonym na w miarę przyzwoitym poziomie, trzeba udać się do prywatnej placówki. Jakimś cudem w tamtych miejscach na badania i wyniki czeka się krócej, nie mówiąc już, że sama opieka jest o wiele przyjemniejsza, a podejście do pacjenta bardziej ludzkie. Ktoś może powiedzieć, że przecież są milsi, bo im za to płacę. Co jednak powiecie na to, że pewien lekarz w prywatnej klinice poświęcił mi swój czas, odpowiedział na pytania, polecił też innych lekarzy dając namiary i nie wziął za prywatną wizytę ani złotówki? Był to jedyny lekarz w moim życiu, który miał do mnie podejście nie jak do interesanta zawracającego mu głowę, tylko jak do człowieka, któremu można wiele wytłumaczyć i współczuć. Niestety w publicznej służbie zdrowia tego nie widać, choć mimo utrzymywania jej z podatków, często wypłaca się też prywatnie lekarzom „dodatkowe środki za konsultację”. Fakt, nie należy generalizować, nie każdy lekarz bierze łapówki. Jednak przyznacie, że nadal jest to dość częste zjawisko. Skoro zatem i tak płacę, dlaczego podejście do mnie różni się, w zależności od tego, do jakiej placówki się udam – państwowej czy prywatnej?

Wszystkie te reformy w państwowej służbie zdrowia są dla mnie nic nie znaczącym zamieszaniem, kolejną przeszkodą i rozgrywką polityczną. Z założenia reformy powinny ułatwiać, a nie utrudniać życie pacjentom. Ale to jest podejście ludzi instytucji, którzy święcie wierzą w moc sprawczą odgórnych decyzji. Rzeczywistość jest jednak inna, a realia przytłaczające, skoro jesteśmy skazani na leczenie zgodnie z założeniami programów, które wrzucają nas wszystkich do jednego wora z napisem – publiczna służba zdrowia. Ci, co to czynią, na pewno mają pieniądze, żeby leczyć siebie i członków swojej rodziny prywatnie. My nie mamy takich przywilejów. My jesteśmy tylko ich króliczkami doświadczalnymi w zabawach na nowe pakiety i sieci szpitali.

Gro służby zdrowia do placówki publiczne. Te nieliczne prywatne nie są na każdą kieszeń. Brak konkurencji sprawia, że ceny są wysokie. Jednak, gdy coś człowiekowi dolega, jasne jest, że woli wydać te przykładowe 200 zł i zrobić sobie badania we własnym zakresie, niż czekać w kolejce ileś tam miesięcy, by dostać się na „darmowe” badania. Nie te czasy, nie to pokolenie. Jednak wydaje się, że państwowy monopol na leczenie będzie trwał, gdyż największe kłopoty z siecią szpitali mają właśnie placówki prywatne, które z niej wypadły, przynajmniej na pierwszych etapach tworzenia tej sieci. Jakiś czas temu można było wyczytać w prasie, że prywatne Pomorskie Centra Kardiologiczne wskazują na działania NFZ, prowadzące do przejęcia ich działalności przez szpitale publiczne. Zamiast zatem tworzyć i rozwijać w Polsce prywatną służbę zdrowia, państwowy monopolista stara się ją wchłonąć. Takie działania prowadzą do jeszcze większych kolejek. Już od jakiegoś czasu Polacy chętniej udają się na operację zaćmy do Czech. Czemu się dziwić, skoro u nas czeka się na nią prawie dwa lata. Z innych przykładów: na endoprotezoplastykę stawu biodrowego chory może poczekać nawet do 43 miesięcy. Przez ten czas cierpi i obowiązkowo płaci podatki na publiczne leczenie.  

Taki stan rzeczy zmusza do myślenia, czy nie lepiej byłoby, gdyby każdy mógł odpowiadać za siebie i swoje leczenie? Mając tego świadomość ludzie byliby bardziej odpowiedzialni pod względem swoich finansów, o świadomości w zakresie zdrowia nie wspominając. Nie wierzę, że nie byłoby ich stać na leczenie nawet poważniejszych przypadków, jeśli otrzymaliby to, co teraz pochłania biurokracja na publiczne leczenie. Nie wierzę również, że swojej działalności nie wzmogłyby różnego rodzaju fundacje, już dziś pomagające najbardziej potrzebującym i chorującym ludziom.

Alternatywa jest możliwa. W naszych warunkach nie bierze się jednak pod rozwagę rzeczywistego położenia pacjentów i ich potrzeb. Dlatego nie ma szans na reformy przynoszące faktyczne zmiany, gdyż chory jest w dużej mierze tylko cyfrą w rozliczeniu z NFZ.         

N.



 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11 12 13 14 15 1617
18192021222324
25262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych