2018-07-18

Dzień dobry, tu śmierć


Można nienawidzić ludzkiej natury za to, że po jakimś czasie oswajamy się ze śmiercią bliskiej istoty. Z drugiej strony, gdybyśmy ciągle cierpieli z taką intensywnością, jak na początku jakiejś tragedii, życie byłoby udręką. Ilu jednak osobom życie bliskiej istoty przetrąciło kręgosłup. Niby żyją, ale już nie są tacy sami. 

Po tym wstępie mogę powiedzieć wprost: boję się śmierci. Mniej tej naturalnej, bardziej tragicznej i spowodowanej moją własną pomyłką. Śmierci, w której się cierpi, a nie tej, która przychodzi w swoim czasie i sprawia że nie odczuwamy.

Jest też inne oblicze rozważań o śmierci, gdy przestajemy myśleć o własnej, a zaczynamy przygotowywać się na odejście swoich najbliższych. Czy jednak można się do takich myśli przyzwyczaić, do czekania, aż pochowam swoich najbliższych i będę chodził po świecie już sam? Deprymująca myśl, że to nieuniknione i że na pewno nastąpi. Podcina skrzydła, zniechęca do życia. Deprymująca myśl, że śmierć najbliższej istoty jest jej końcem. Już więcej się nie zobaczycie.

Owszem, należy i trzeba szukać odskoczni i rozganiać podobne myśli. Ja stosuję sport, który pozwala mi wyładowywać nagromadzoną we mnie negatywną energię, jaką kumulują wszystkie czarne myśli. To prawda, że kluczem jest tutaj to, że przy sporcie, wysiłku fizycznym, nie myśli się o życiu.

Żyjemy i czekamy na jakąś śmiertelną chorobę, bez gwarancji na rekompensatę za krzywdy.

A jeśli nie ma lepszego jutra na lepszym świecie?  A jeśli nawet ono jest, albo szczególnie jeśli jest życie wieczne dla dobrych ludzi, dlaczego jedni mają dobrze już na tym świecie, tylko dlatego chociażby, że są uroczy, piękni lub zamożni, a inni rodzą się brzydcy i odpychający? Wystarczy na nich spojrzeć, gdy mija się ich na ulicy. Nie są to ludzie szczęśliwi, bo wiedzą, że coś im odebrano. Kto i dlaczego usankcjonował tę niesprawiedliwość rodzącą ludzkie cierpienia?

Jakże piękny jest świat, w którym panuje zasada „życie za śmierć”. Ludzie, zwierzęta, rośliny zabijają się nawzajem, żeby ze swojej ofiary uczynić pokarm do przeżycia. Tak, piękny jest nasz świat.   

Łatwiej coś zepsuć, niż zbudować. Zawsze możemy mieć pewność, że jak coś ma się spieprzyć, to się i tak spieprzy, tak samo, jak mamy pewność, że jak coś trzeba będzie stworzyć dobrego, będzie bardzo trudno to osiągnąć. Zło ma łatwiej, dobro ma gorzej.

Jaki jest więc sens starania się, rozwijania się, ponoszenia tego trudu, gdy potem można zginąć w jakiś całkowicie głupi sposób? Nie lepiej przyjąć pozycję obojętną? Wyczekać, poobserwować ludzkie utarczki i zmagania, nie uczestniczyć, zbojkotować.

Nie obrażać się na świat, jak dziecko, któremu odmówiono kolejnej zachcianki. Tylko świadomie olać ten stan rzeczy i całą tę presję, aby wypełniać jakiś plan i żyć zgodnie z przyjętymi normami, które narzuca nam społeczność.

Nie chamsko odtrącać ludzi, żeby pokazywać na siłę, jaki to ja nie jestem wyjątkowy i inny. Uśmiechnąć się, uczestniczyć w życiu, nie przejmować się sprzedawanymi nam hurtowo przez opatrzność problemami. W tym ostatnim może pomóc świadomość tego, że wszystko i tak niebawem zostanie zamiecione przez śmierć. Oby tylko nie tragiczną.



 
 
Październik 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych