2018-06-05

Z dnia na dzień


Cóż, sponarchista też człowiek, więc swoje przemyślenia posiada. Na różne tematy. Jedziemy, nie po kolei, ale od początku.

Z dnia na dzień. To przestaje być tylko sloganem, jak już traci się chęci do szukania czegoś nowego, gdy już podświadomie wiemy, że nie spotka nas już nic nowego, gdy nie dążymy do tego, aby odkrywać nowe.

Nic już nas wtedy nie jest w stanie zadziwić. Nawet bestialstwo. Znamy już za dobrze ten świat i ludzi po nim chodzących, żeby się mu dziwić. To nie lenistwo, a reakcja na ograniczenia, których już nie jesteśmy w stanie pokonać, przez co zyskaliśmy już świadomość, że nie ma sensu się szarpać, bo i tak nic wielkiego nie osiągniemy. 

Wtedy każdy nowy dzień jest taki sam, jak poprzedni. Wątpisz i zaczynasz działać rutynowo bez jakiegoś parcia na osiągnięcie konkretnego rezultatu. Po prostu działasz, z automatu, choćby nawet twoje obowiązki dnia codziennego wymagały ogromnego wkładu pracy fizycznej i umysłowej – będziesz to robił, nie poddasz się i nie zaczniesz nagle żyć jak pustelnik, rezygnując z jakichkolwiek zmagań. Po prostu będziesz działał jak maszyna, tak jak wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu.

Tu nie ma miejsca na urozmaicenia. Kto wie, może gdybyś miał więcej funduszy na koncie, potrafiłbyś sobie to życie jakoś urozmaicić? Ale nie masz i nie będziesz miał. Będziesz pustym człowiekiem. Rezygnacja, wyrachowanie, wypalenie życiowe? Jak zwał, tak zwał.

Tak więc wiele rzeczy przestaje cię zadziwiać. Może zniechęciłeś się do życia brakiem kontaktu z otoczeniem, gdzie każdy krzyczy, a nikt nie słyszy? Mówią: „idź między ludzi, bo zwariujesz”. Idę i widzę tandetę i pustkę, od których naprawdę wariuję. Nikt nie chce zrozumieć, nikt nie chce szczerze porozmawiać. Otwórz się przed kimś, to cię wyśmieją. Ty z kolei musisz się zachwycać życiem w takich sztucznych relacjach, pochłaniać świat sztuczności, z jego nieistotnymi „sprawami wartymi uwagi”. Więc kto tu zwariował? Ci, którzy żyją w swoich klatkach, nazywając to „rolą społeczną”, czy ja, który świruje, żeby się od nich odróżnić? Oni powiedzą, że to mój świat jest zepsuty. Tylko dlatego, że ich jest inny.  

Słuchasz, ale nie wiesz, o czym oni do ciebie mówią. To na pewno dla nich jakieś ważne sprawy doczesne, życiowe. W ogóle dodają ci: „ty też zająłbyś się jakimś życiem, to nie myślałbyś tyle”. W domyśle: przyjąłbyś rolę społeczną, którą ci narzucamy. Tak więc zająłem się życiem i paradoksalnie zacząłem myśleć o nim jeszcze więcej, ale za nic nie mogę wybronić tego życia przed oskarżeniami, że te wszystkie nasze starania i doczesność nie posiadają jakiegoś głębszego sensu. Pracujesz na kogoś – umierasz, pracujesz – umierasz. Nie ma cię. Sformułowaniem, że „inni mają naprawdę źle” też nie można wybronić sensu istnienia. Co to za argument za życiem, skoro innym już dzieje się krzywda, a na ciebie jeszcze przyjdzie kolej? Potem przychodzi godzina śmierci albo zwykła zaduma nad tym, ile to wszystko jest warte, i dochodzimy do wniosku, że życie z dnia na dzień nie było nic warte.

Może dlatego jedni są tacy zgorzkniali, a inni tuszują łzy przez śmiech, iż posiadamy świadomość tego, że żyjąc z dnia na dzień wegetujemy tylko, a po śmierci już nic nas nie czeka? Może ten pęd za doczesnością rzeczywiście pozwala ludziom zapomnieć, że muszą żyć? Wygląda to mniej więcej tak, że uciekamy w gnojowisko, aby zapomnieć w jakim żyjemy syfie.  

Wyrok już zapadł. Czekamy tylko na jego wykonanie. Skoro więc w życiu nic tak nie jest pewne, jak to, że zło zawsze zaglądnie do ciebie częściej niż dobro, czekamy w otępieniu i rezygnacji, agonii przed śmiercią, co najwyżej od czasu do czasu śmiejąc się jak ci, którym jest już wszystko jedno.



 
 
Grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych