2017-09-27

Świat zachwianych relacji społecznych


W jaki sposób skutecznie zwalczać chwyty propagandowe systemu, skoro stoi za nim cała machina propagandy mass mediów? Czy warto podejmować taki wysiłek, skoro i tak jest się na straconej pozycji? Po co w ogóle to robić, skoro w Polsce nie uraczysz racjonalnego ważenia argumentów ani na ulicy, ani w gmachach uczelnianych, ani nawet w rodzinnych rozmowach. Wszędzie dominują tylko emocje, sympatie partyjne, zapatrywania personalne, względy osobiste, odczucia własne, etykieta, schemat, tradycja. Krótko mówiąc: umysłowy beton.

Każdy wie lepiej, nikt już nikogo nie musi przez to słuchać. Nawet jeśli ktoś słucha, to wierzcie lub nie – udaje. On i tak wie swoje, więc słucha przez grzeczność. Cieszcie się, że choć na tyle możecie liczyć z jego strony. W końcu to jakiś przejaw szacunku. Kilka razy wam przytaknie, ale będzie tylko wyczekiwał momentu, żeby wyłożyć swoje zdanie. Choćby się nawet pokrywało z tym, co sami do niego mówiliście – to nie ma znaczenia. On to przedstawi w taki sposób, żeby podkreślić dzielącą was różnicę, choć wymowa będzie podobna. Klasyczny przykład tego, że każdy chce zabłysnąć swoją mądrością. Tylko po co, skoro puentą takiej dyskusji nie jest wyciąganie wniosków, tylko prezentacja swoich subiektywnych stanowisk? Czy w rozmowie właśnie o to chodzi, żeby tylko się wygadać, ewentualnie pośpiewać w jednym chórze, a w skrajnych przypadkach powyzywać?

Miałem kiedyś takiego znajomego, który nie zgadzał się ze mną w większości spraw. Dlatego uwielbiałem z nim rozmawiać, bo oprócz tego, że mi oponował, czasami robił to w sposób racjonalny, a nie tylko po to, żeby na siłę udowodnić mi, że gdzieś się mylę i tylko on ma rację. Życzę wam takich rozmówców, bo tacy ludzie odrywają nas od własnego świata urojeń, które przyjmujemy jako prawdy objawione o życiu. Chyba że chcecie żyć w swoich urojeniach? Wtedy otaczajcie się bandą przytakujących wam klakierów lub wszystkowiedzących-lepiej ideologów. Tych, w społeczeństwie ludzi uciekających od książek i pozbawionych krytycznego myślenia, nigdy wam nie zabraknie.

W ogóle relacje międzyludzkie są jakieś popaprane. Ktoś wierzy dzisiaj jeszcze w przyjaźń? Znajomość, owszem, istnieje coś takiego. Ale przyjaźń, czyli poleganie na sobie i obustronny szacunek? Każdy przecież myśli tylko o sobie, a polegać możemy co najwyżej na najbliższej rodzinie. Co się jednak stanie, gdy i ten bastion wsparcia upadnie? Strach pomyśleć, a przecież już teraz wielu może powiedzieć, że przez całe swoje życie mogło liczyć tylko na siebie. Słyszałem, że kiedyś istniała przyjaźń. Nawet o tym gdzieś czytałem kilkukrotnie. Ale często były to przekazy z czasów starożytnych, ewentualnie z okresu jakiejś pożogi wojennej. Większość tych przyjaźni i relacji zostałaby dzisiaj pogardliwie potraktowana, jako przejaw miłości homoseksualnej. Dlaczego? Tylko dlatego, że ktoś użył w opisie swojej przyjaźni do przyjaciela zwrotów typu: „kochany”, „najmilszy”. W takich sytuacjach prymitywizm czasów obecnych zawsze weźmie górę nad zgłębianiem relacji między dwojgiem ludzi.

Znajomy jest, znajomego nie ma. To, co was kiedyś łączyło, nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jak to się mówi: „życie, czyli każdy idzie w swoją stronę”. Tylko po co mi dzisiaj takie znajomości/przyjaźnie, skoro nie mają one żadnych trwałych podstaw? Korzyści finansowe odpadają, aprobata dla poklasku również nie ma dla mnie znaczenia. Wychodzi na to, że trwalsze więzi, to ja mogę sobie zbudować z własnym aparatem fotograficznym. A może wam się wydaje, że wasze przyjaźnie są inne, w domyśle trwalsze? Trzymajcie się tej ułudy, skoro zapewnia wam szczęście. I żebyście nie musieli nigdy sprawdzić, ile warte są wasze przyjaźnie lub nawet tzw. miłość najbliższej wam osoby, kiedy na przykład skończą się pieniądze lub wydarzy się coś bardziej tragicznego.

G.



 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
123
45678910
11 12 13 14 15 1617
18192021222324
25262728293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych