2014-12-04

Nowe kryteria pochodzenia / Duńscy uniosceptycy zyskują / Dzieci do szpitali psychiatrycznych


Nowe kryteria pochodzenia

Tak, powiem coś bardzo nie na miejscu, jak każe to oceniać polityczna poprawność, ale o kryterium pochodzenia nie decyduje tylko znajomość języka danego kraju. Intuicyjnie przeczuwamy, że potrzeba tu „czegoś więcej” niż tylko umiejętności władania językiem, ażeby przynależeć do danej zbiorowości etnicznej. Niby oczywistość, ale w świecie, gdzie różnego rodzaju „indoktrynerzy” i manipulatorzy stawiają świat na głowie, trzeba o tym od czasu do czasu wspomnieć.  

Oto bowiem jedna z tych instytucji, która żyje z otrzymywania różnego rodzaju politycznie poprawnych grantów za sianie swojej politycznie poprawnej propagandy, przekonuje do tego, czymże według niej jest kryterium pochodzenia. Mowa o niemieckim Instytucie Studiów Empirycznych nad Integracją i Emigracją, który wyłuskał ze swojego badania wątki mające potwierdzić tezę, że niemieckość nie jest już postrzegana przez pryzmat pochodzenia, ale na przykład wspomnianą umiejętność władania językiem, w tym przypadku niemieckim. I tak: blisko 97 proc. respondentów Instytutu uważa, że o niemieckości przesądza znajomość języka niemieckiego.

Jeśli rzeczywiście dane te posiadają swoje odbicie w poglądach Niemców, to możemy śmiało stwierdzić, że „indoktrynerzy” osiągnęli swój sukces. Sztuką bowiem jest tak zmanipulować otoczeniem, żeby zdrowy na umyśle człowiek zapomniał o tym, iż to określony typ bądź grupy etnograficzne kształtują daną zbiorowość i wspólnotę narodową (nawet czerpiąc z dorobku innych kultur), a także wyrosłe na tym gruncie poczucie wspólnej historii, kultury i tożsamości. Zwykła umiejętność posługiwania się określonym językiem jest tylko jednym z elementów cementujących daną zbiorowość, ale ponieważ jest do wyuczenia – stanowi jedynie narzędzie techniczne, tak proste to opanowania dla każdego człowieka. Choć i to nie do końca, bo lingwiści byliby skłoni twierdzić, że język jest również nośnikiem danej kultury. Nasycamy się jego znaczeniami i wymową treści od maleńkości. Czy obcokrajowiec jest w stanie nawet po bardzo dobrym opanowaniu danego języka, zrozumieć jego wymowę w każdym calu?  

Jeśli dla jakiegokolwiek narodu kryterium pochodzenia będzie tylko język, to czy możemy jeszcze mówić o narodzie, czy po prostu o ludziach posługujących się określonym językiem? Prawda, że paranoja? To sytuacja analogiczna do tej, gdy słyszymy, że ktoś jest takiej, a nie innej narodowości, bo dostał paszport albo zgodnie z zasadą prawa ziemi urodził się na danym terytorium. Żeby państwo oceniało narodowość. A jak przyszedłbym na świat na granicy dwóch państw, to jakiej byłbym narodowości według państwowców? „Granicznej”? „Nijakiej”? „Bezpaństwowej”? O, tej ostatniej to bym nawet chciał!    

Sprawa naprawdę niewarta tego wywodu, ale dla zachowania zdrowych proporcji (a może zdrowia psychicznego?) warta zasygnalizowania. Już chociażby po to, żeby wpienić klakierów ciemnoty umysłowej i wspaniałych „nowoczesnych” trendów spod znaku „nowoczesnego”, kosmopolitycznego świata.


Duńscy uniosceptycy zyskują

Duńska Partia Ludowa, dla uproszczenia postrzegana jako „skrajnie prawicowa”, zyskuje coraz większe poparcie w duńskim społeczeństwie. Tak mówią sondaże, które dają tej partii szanse na przejęcie władzy.

Wyrażająca swoje uniosceptyczne (nie „eurosceptyczne”; przecież nikt nie jest przeciwko Europie tylko biurokratycznej oligarchii unijnej) poglądy, wspomniana partia posiada w najnowszym sondażu 21,2 proc. poparcia. Wybory w Danii mają odbyć się we wrześniu 2015 r. Stąd wniosek, że gdyby odbyły się już teraz, duńscy „skrajni prawicowcy, radykalnego odłamu ekstremistycznego skrzydła ultranacjonalistów, popierani na ogół przez niewykształconych, bezrobotnych i emerytów z małych ośrodków” (ech, chciałem się sprawdzić w tej politycznie poprawnej retoryce) – mogliby przejąć władzę w Danii.


Dzieci do szpitali psychiatrycznych

I znowu coś z gatunku „Jak pięknie jest w tym naszym państewku”, gdzie władzunia w roli dobrego gospodarza i opiekuna dba o nasze szczęście, prosperitę i bezpieczeństwo. Sędziowie albo po prostu funkcjonariusze państwowi wolną ręką wysyłający dzieci do psychiatryka. I co im zrobisz? Zapomniałeś już co to takiego „monopol na przemoc” i kto go posiada?     

Nawet 80 proc. małych pacjentów szpitali psychiatrycznych nie powinno się tam znaleźć – alarmuje rzecznik praw pacjenta. Części pozbywają się ośrodki wychowawcze. Do tego dochodzą fatalne warunki i jedzenie, kary i zamykanie na kilka lat.

http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/837536,tak-traktuje-sie-dzieci-w-szpitalach-psychiatrycznych-fatalne-warunki-kary-zamykanie-na-kilka-lat.html 

►Myślozbrodniarz


 
 
Styczeń 2018
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031
Wszelkie prawa zastrzeżone (C) Portal Inicjatyw Oddolnych